"Pamiętaj jutro jest nowy dzień. Nie przejmuj się przeszłością"
-Okkej. To było dość dziwne.- Powiedział Mike po czym spojrzał
na Vic.
-Zbyt długo, żeby opowiedzieć.-
Oznajmiła.
Do Starbucksa szli kilkanaście minut.
Podziwiali urok Londynu.
-Stwierdzam, iż Londyn jest najlepszym
i najpiękniejszym miastem w jakimkolwiek byłem. A byłem w wielu, na
całym świecie. Podróżowałem z rodzicami odkąd pamiętam.-
-Tak. Ty miałeś fajnie. Ja mieszkałam
przez 18 lat w Richmond… No jedynie byłam może w trzech innych
krajach...-
-Oj, Richmond nie jest aż tak złe.
Mieszkałem tam kilka lat. Prawdą jest iż większość życia spędziłem
podróżując, ale te lata w których byłem w Richmond nie były aż tak złe.-Uśmiechnął
się szeroko chłopak. Vicky włożyła sztuczny uśmiech nie chcąc dać po sobie
poznać skrępowania.
Kilkanaście minut potem byli już na
miejscu. Otwierając szklane drzwi uderzył ich zapach świeżo mielonej kawy, i
smakowitych rogali.
Szybko zajęli pierwsze lepsze
miejsce. Mike poszedł coś zamówić, a Vicky zaczęła poprawiać się
w podręcznym lusterku.
-Don't need make up, to cover up, being
the way that you are is enough.-
Gdy Vicky usłyszała słowa skierowała
wzrok w górę aby zobaczyć kto nad nią stoi.
-Cześć.-
-Hej.- Dopiero teraz do niej dotarło z
kim rozmawia. Serce zaczęło jej walić jak młotem.
-Nie znalazłaś drugiego telefonu?-
Spytał Liam.
-Haha. Nie niestety.-
Powiedziałaś cichuteńko się śmiejąc.
-Co ty tu robisz? - Spytał siadając na
ciemnoczerwonej sofie, w rogu sali.
-Przyszłam z kolegą, którego poznałam na
lotnisku.- Mówiła. Nie wiedziała co się z nią dzieje, ale coraz to mniej się
denerwowała. Serce zaczęło się jej uspokajać, lecz po takim zajściu nastąpił
szybki wybuch gorąca a policzki dosłownie przepalały jej skórę.
-Zrobiłaś się czerwona. Słodko
wyglądasz.- Powiedział Liam uśmiechając się.
Dorota spuściła głowę. Nie
chciała na razie na niego patrzeć dopóki nie znormalnieje.
-Dziękuję.- Odpowiedziała
-To skoro przyszłaś z kumplem to ja nie przeszkadzam. Pa. Odezwę
się kiedyś, bo też bym chciał tak z Tobą wyjść.- Powiedział i puścił do niej
oczko.
Dorota znów poczuła ten łomot serca, i to gorąco oblewające
policzka.
-Do zobaczenia.- Odparła.
Chwilkę potem przyszedł Mike z gorącą kawą i rogalami.
Zaczęli ze sobą rozmawiać. Coraz bliżej się poznawali. Koło 3 godzin później
zorientowali się, że już jest tak późno. Całkowicie stracili rachubę czasu.
-Już późno. Zbierajmy się- Powiedziała Vic wstając z
kanapy.
-Dobra.-Zgodził się Mike.
Potem wszystko poszło szybko. Znów wracali tą samą drogą, która
kilka godzin wcześniej szli. Kamil poruszył nielubiany przez Vicky temat..
-Słuchaj, a o co chodzi z tym Trevorem ?-
-Nie Twój interes.- Odpowiedziała opryskliwie.
-Dobrze, przepraszam, tylko po prostu, to co było 4 godziny temu
tutaj, w tym samym miejscu było dość dziwne.- Zaczął się tłumaczyć.
-Nie. to ja przepraszam. Zbyt mocno zareagowałam. To
jest dość dziwna sprawa, bo jestem tutaj od 3 dni, a już mam z nim
gorsze problemy, niż wtedy kiedy przez 18 lat mieszkałam w Richmond.- Wyjaśniła
i uśmiechnęła się.
On odwzajemnił tym samym.
Chwilkę potem byli już pod drzwiami domu Emeli.
-To ja już może pójdę.- Powiedziała i podała rękę Mike’owi.
Chłopak dziwnie się na nią popatrzył i z niewidzialną niechęcią
podał jej swoją dłoń. Liczył na coś więcej...
Vicky ruszyła w stronę drzwi. Położyła rękę na klamkę i
nacisnęła ją. Drzwi otworzyły się cicho skrzypiąc. Trevor gdy tylko usłyszał
ten dźwięk stanął jak na baczność.
-Słuchaj Key...- Zaczął.
-Nie odzywaj się już nigdy więcej do mnie. Najpierw
nie chcesz nic powiedzieć Emeli, potem biegniesz za mną i wszystko mi
wyjaśniasz, a ja głupia Ci uwierzyłam i nawet zaczęłam współczuć
trudnego dzieciństwa. A ty co ? Bezczelnie jeszcze mnie prosisz, żebym wzięła
jakieś narkotyki. Głupi jesteś i tyle...- Wrzasnęła i trzasnęła drzwiami tak
mocno, że pół dzielnicy ją słyszało.
-Ale daj mi...- Znów chciał coś powiedzieć.
-Nie rozumiesz kilku prostych wyrazów? NIE ODZYWAJ SIĘ
JUŻ NIGDY WIĘCEJ DO MNIE! -Znów wrzasnęła.
Po tych słowach Trevor opadł na kanapę.
Vicky szybkim krokiem wbiegła na górę po schodach i opadając na
łóżko łózko usłyszała pukanie.
-Proszę.- krzyknęła opryskliwie.
Drzwi się otworzyły, a do jej pokoju weszła Emeli.
____________________________________________
Jest już kolejny.
Jest już kolejny.