If yo be my star, I'll be your sky...

If yo be my star, I'll be your sky...

sobota, 9 marca 2013

Rozdział.10

                                       Czytasz = komentujesz!!

"Pamiętaj jutro jest nowy dzień. Nie przejmuj się przeszłością"


-Okkej. To było dość dziwne.- Powiedział Mike po czym spojrzał na Vic.
-Zbyt długo, żeby opowiedzieć.- Oznajmiła.
Do Starbucksa szli kilkanaście minut. Podziwiali urok Londynu. 
-Stwierdzam, iż Londyn jest najlepszym i najpiękniejszym miastem w jakimkolwiek byłem. A byłem w wielu, na całym świecie. Podróżowałem z rodzicami odkąd pamiętam.-
-Tak. Ty miałeś fajnie. Ja mieszkałam przez 18 lat w Richmond… No jedynie byłam może w trzech innych krajach...- 
-Oj, Richmond nie jest aż tak złe. Mieszkałem tam kilka lat. Prawdą jest iż większość życia spędziłem podróżując, ale te lata w których byłem w Richmond nie były aż tak złe.-Uśmiechnął się szeroko chłopak. Vicky włożyła sztuczny uśmiech nie chcąc dać po sobie poznać skrępowania.
Kilkanaście minut potem byli już na miejscu. Otwierając szklane drzwi uderzył ich zapach świeżo mielonej kawy, i smakowitych rogali. 
Szybko zajęli pierwsze lepsze miejsce. Mike poszedł coś zamówić, a Vicky zaczęła poprawiać się w podręcznym lusterku.
-Don't need make up, to cover up, being the way that you are is enough.- 
Gdy Vicky usłyszała słowa skierowała wzrok w górę aby zobaczyć kto nad nią stoi.
-Cześć.- 
-Hej.- Dopiero teraz do niej dotarło z kim rozmawia. Serce zaczęło jej walić jak młotem.
-Nie znalazłaś drugiego telefonu?- Spytał Liam.
-Haha. Nie niestety.- Powiedziałaś cichuteńko się śmiejąc.
-Co ty tu robisz? - Spytał siadając na ciemnoczerwonej sofie, w rogu sali.
-Przyszłam z kolegą, którego poznałam na lotnisku.- Mówiła. Nie wiedziała co się z nią dzieje, ale coraz to mniej się denerwowała. Serce zaczęło się jej uspokajać, lecz po takim zajściu nastąpił szybki wybuch gorąca a policzki dosłownie przepalały jej skórę.
-Zrobiłaś się czerwona. Słodko wyglądasz.- Powiedział Liam uśmiechając się.
Dorota spuściła głowę. Nie chciała na razie na niego patrzeć dopóki nie znormalnieje.
-Dziękuję.- Odpowiedziała
-To skoro przyszłaś z kumplem to ja nie przeszkadzam. Pa. Odezwę się kiedyś, bo też bym chciał tak z Tobą wyjść.- Powiedział i puścił do niej oczko.
Dorota znów poczuła ten łomot serca, i to gorąco oblewające policzka.
-Do zobaczenia.- Odparła.
Chwilkę potem przyszedł Mike z gorącą kawą i rogalami. Zaczęli ze sobą rozmawiać. Coraz bliżej się poznawali. Koło 3 godzin później zorientowali się, że już jest tak późno. Całkowicie stracili rachubę czasu.
-Już późno. Zbierajmy się- Powiedziała Vic wstając z kanapy. 
-Dobra.-Zgodził się Mike.
Potem wszystko poszło szybko. Znów wracali tą samą drogą, która kilka godzin wcześniej szli. Kamil poruszył nielubiany przez Vicky temat..
-Słuchaj, a o co chodzi z tym Trevorem ?-
-Nie Twój interes.- Odpowiedziała opryskliwie.
-Dobrze, przepraszam, tylko po prostu, to co było 4 godziny temu tutaj, w tym samym miejscu było dość dziwne.- Zaczął się tłumaczyć.
-Nie. to ja przepraszam. Zbyt mocno zareagowałam. To jest dość dziwna sprawa, bo jestem tutaj od 3 dni, a już mam z nim gorsze problemy, niż wtedy kiedy przez 18 lat mieszkałam w Richmond.- Wyjaśniła i uśmiechnęła się.
On odwzajemnił tym samym.
Chwilkę potem byli już pod drzwiami domu Emeli. 
-To ja już może pójdę.- Powiedziała i podała rękę Mike’owi.
Chłopak dziwnie się na nią popatrzył i z niewidzialną niechęcią podał jej swoją dłoń. Liczył na coś więcej...
Vicky ruszyła w stronę drzwi. Położyła rękę na klamkę i nacisnęła ją. Drzwi otworzyły się cicho skrzypiąc. Trevor gdy tylko usłyszał ten dźwięk stanął jak na baczność.
-Słuchaj Key...- Zaczął.
-Nie odzywaj się już nigdy więcej do mnie. Najpierw nie chcesz nic powiedzieć Emeli, potem biegniesz za mną i wszystko mi wyjaśniasz, a ja głupia Ci uwierzyłam i nawet zaczęłam współczuć  trudnego dzieciństwa. A ty co ? Bezczelnie jeszcze mnie prosisz, żebym wzięła jakieś narkotyki. Głupi jesteś i tyle...- Wrzasnęła i trzasnęła drzwiami tak mocno, że pół dzielnicy ją słyszało.
-Ale daj mi...- Znów chciał coś powiedzieć.
-Nie rozumiesz kilku prostych wyrazów? NIE ODZYWAJ SIĘ JUŻ NIGDY WIĘCEJ DO MNIE! -Znów wrzasnęła.
Po tych słowach Trevor opadł na kanapę. 
Vicky szybkim krokiem wbiegła na górę po schodach i opadając na łóżko łózko usłyszała pukanie.
-Proszę.- krzyknęła opryskliwie.

Drzwi się otworzyły, a do jej pokoju weszła Emeli.
____________________________________________
Jest już kolejny.