"Nigdy nie zapominaj skąd pochodzisz i kto wspierał Cię byś mógł znaleźć się tu gdzie jesteś..."
Potem wyszedłem z sali i pojechałem do mamy. Opowiedziałem jej o
wszystkim. Ona zachowywała się tak samo jak po tym kiedy nie zastały Amy w
łóżeczku. Była już obojętna. To było przerażające. Kolejne dwa lata szybko
minęły. Pogodziłem się ze śmiercią ojca. Sąd przyznał opiekę nad Amy ciotce.
Potem matka już w ogóle nie zwracała na mnie uwagi. I w tamtym czasie wpadłem w
złe towarzystwo. Zaczęło się palenie trawki, amfetamina i już sama możesz
domyślać się co dalej. W wieku 17 lat poszedłem na odwyk. Z narkotyków
wyszedłem całkowicie, lecz chłopaki z którymi się zadawałem, zmuszali mnie do sprzedawania
dragów. Musiałem się zgodzić. Zagrozili, że zrobią coś Amy. To potem w wieku 18
lat zacząłem szukać jakiegoś lokum, i tak znalazłem Emeli. Byliśmy kilka razy
na kawie w Starbucksie. I zdecydowała, że będę mógł u niej mieszkać. Jak
najszybciej się przeprowadziłem. I tak mieszkam u niej od roku, a ona nic nie
wie. I nie może się dowiedzieć, bo może jej coś grozić, ze strony tych dupków.
trzymają mnie pod kloszem. I tak poznałaś historię mojego życia. Już wszystko
wiesz.- Dokończył swój monolog i spojrzał swoimi brązowymi oczyma na Weronikę.
-Ja nie wiem co powiedzieć. Nic nie
wiedziałam. Przepraszam. Przysięgam, że nic jej nie powiem, no chyba, że sam
się zdecydujesz.- Powiedziała i przytuliła go.
Uwalniając się z uścisku usłyszała głos.
Skądś go kojarzyła ale nie mogła sobie przypomnieć skąd. Odwróciła głowę i
zobaczyła Mike’a. Tego, którego wcześniej spotkała na lotnisku.
-Hej Weronika.- Powiedział ciepłym
głosem.
-O Hej Mike! Dobrze pamiętam prawda?-
Powiedziała uśmiechając się do Niego.
-Haha. Tak. Co ty tu robisz?-Spytał
pokazując na okolicę.
-Mieszkam niedaleko, a ty?-
-A ja właśnie wracam od znajomej.-
Ukazał rząd białych ząbków.
-Ojej... Gdzie moje maniery?! To jest
Trevor.- Spojrzała na Trevora i zwróciła głowę w kierunku Mike’a.
-Cześć jestem Trevor.- Spojrzał zimnym
wzrokiem na chłopaka.
-A ja Mike jak się domyślasz.-Uśmiechnął
się do niego.
-Wiecie co? Chodźmy wszyscy w trójkę do
Strarbucksa. Kupimy sobie kawę i rogale. Będzie fajnie.- Rzuciła Vic.
-Jestem za.- Odparł Mike
-Ja też.- Dodał Trevor.
Chłopaki szli obok siebie, więc Vicky weszła
między nich. Miło im się rozmawiało. Ale nagle na swojej dłoni poczuła dotyk.
Któryś z chłopaków kurczowo trzymał ją za rękę. Chciała uwolnić się z tego
uścisku lecz nie mogła. W końcu uścisk sam się zwolnił, Lecz ręka nie była
pusta. Coś w niej było. Spojrzała na rękę, w której była mała saszetka z jakimś
białym proszkiem.
-Schowaj, proszę. - Usłyszała głos przy
uchu. Trudno było jej się skupić. Była nerwowa
-Nie!- Stanęła na środku chodnika i krzyknęła.-Mike,
chodź ze mną jak chcesz. A z Tobą Trevor, pogadam w domu. Nie będzie
miło-Powiedziała zimnym głosem.
-Jasne już idę.-Odparł z uśmiechem
brunet
Trevor spuścił głowę i udał się w
kierunku domu.
______
Kupa krowy Zochy...