If yo be my star, I'll be your sky...

If yo be my star, I'll be your sky...

niedziela, 23 grudnia 2012

Rozdział.5

"Miłość jest silniejsza niż presja bycia idealnym"

- H.. Halo?- Powiedziała do głośnika w telefonie.
W trójkę siedzieli na sofie w salonie. Vic  postanowiła, że powie Emeli i Trevorowi o znalezionym telefonie. Wszyscy postanowili, że powinna okazać się uczciwą osobą i zadzwonić do kogoś z listy kontaktów. Najczęściej wybieraną osobą był ktoś zapisany pod nazwą "Payne BRO" .
-Halo? Kto mówi?- Zapytał głos z głośnika.
Serce Vicky zaczęło walić niczym ogromny młot, którego nie da się uspokoić.
Trevor chwilę po rozpoczęciu rozmowy musiał udać się do pracy. Szybko się ubrał i pożegnał z dziewczynami.
-T.. TutajVicky. Znalazłam ten telefon . Ktoś go upuścił kiedy wczoraj przez przypadek wpadłam na kogoś.- Mówiła jąkając prawie co drugi wyraz. Sama nie wiedziała jak sklejać zdania więc mówiła bez sensu.
-Czemu tak dziwnie mówisz?- Spytał nieznajomy
-A ty jakbyś mówił, gdy dzwonisz do pierwszej lepszej osoby z cudzych kontatów?- Powiedziała.
Podała białego iPhona Emeli i kazała jej mówić. Pokazywała tylko gesty ruchami rąk, bo słowo nie mogło jej przez gardło przejść. Usiadła obok szatynki i wsłuchiwała się w rozmowę jej i tajemniczego Payna. Emeli tłumaczyła co się stało a głęboki głos dobiegający z telefonu przytakuje.
-Mogę prosić o adres albo coś takiego ?- Usłyszała
-Jasne. To Northcourt Road 25. Taki duży, niebieski dom, jest tam skrzynka z odciśniętymi rękoma, łatwo rozpoznać.- Z łatwością mówiła Emeli.
-Zaraz będę z właścicielem telefonu.- Powiedział owy głos i się rozłączył
Emeli wyszła z Vic na huśtawkę.
-Key, czemu wyszłaś i w ogóle o się stało? Czemu się tak zachowywałaś?- Zadawała pytania Em
-Nie wiem. To pewnie to zdenerwowanie. Jestem tutaj dopiero jeden dzień, a już takie rzeczy.- Powiedziała
-Z nami się nie będziesz nudzić obiecuję. On zaraz tu będzie wiesz?-Przytuliła ją mocno.
-Wiem słyszałam. Musze się wyszykować!- Ruszyła niczym torpeda . Wbiegła po schodach na górę, i zaczęła przekopywać swoją walizkę, wyrzucała kolorowe ubrania. Szafki wszystkie były pootwierane, szuflady porozsuwane, a Vicky biegała po całym pokoju wciąż przymierzając ciuchy. I w końcu wybrała zestaw.
*Knock knock*
Usłyszała pukanie.
-O Boże to oni!- Krzyknęła na pół domuVic. -Ja otworzę- Dodała
-Nie!- Mówiła podchodząc do drzwi.
Key zbiegała ze schodów z telefonem w ręku.
Gdy Emeli otwierała drzwi ujrzała dwie postacie jeden to krótko ścięty szatyn, wysoki przystojny, a drugi to również wysoki brunet. Oboje włosy mieli postawione do góry.
Słyszała jak Emeli zaprasza do środka chłopców. Mówiła, aby usiedli n a kanapie.
-Już wołam Vicky. To ona ma Twój telefon.-
-Kogo?- Spojrzał pytająca Andy.

Emeli poszła po Vicky. Ta z lekkimi oporami zeszła po schodach.Ściskając telefon udała się w stronę salonu.

wtorek, 18 grudnia 2012

Rozdział.4

"Jeśli masz marzenia musisz przynajmniej próbować je spełniać"

Powoli weszła do środka pokoju pochłaniając spojrzeniem każdy kąt pomieszczenia. Walizkę odłożyła na bok i osiadła na łóżku. Pogłaskała poduszkę, i odchyliła się, tak aby mogła się położyć. Wstała. Wzięła walizkę, i zaczęła ja rozpakowywać, w białych szafkach zaczęła starannie układać bluzy, t-shirty, jeansy, sukienki i wszystkie inne ciuchy.  Buty ułożyła pod łóżkiem. Było piękne. Ogromne, okryte dużym kocem. Ciepłe, bo czerwone barwy pokoju mieszające się z bielą i beżem dodawały uroku. Czułą się idealnie. Po wypakowaniu postanowiła się przebrać. Włożyła na siebie coś wygodnego. Już rozpakowana wyszła do Emeli i nowopoznanego Trevora.
-Cześć, mogę?- Spytała nieśmiało
-Jasne. Nawet nie pytaj. Wina?- Zapytała śmiało Emeli.
-Nie dziękuję. Nie piję alkocholu.- Odparła zawstydzona
Emeli uśmiechnęła się lekko.
Przez dłuższy czas Vic czuła się trochę niezręcznie. Mimo, że z Em gadała chyba z 50 razy na Skypie czuła się nieswojo. Może to dlatego, że towarzyszył jej całkiem obcy chłopak. Lecz po pewnym czasie zaczęła się rozluźniać. I niedługo potem gadały już ze sobą tak jak wtedy gdy Vicky  była jeszcze w Richmond, i jedynym komunikatorem był Skype.
Vic dobrze czuła się w jej towarzystwie.  To, że poznała Trevora tylko dobrze jej zrobiło. Chłopak okazał się być bardzo miły, spontaniczny i zabawny. Było dobrze, po 23 ale Vicky kusiło miasto. Udała się wraz z Emeli i Trevorem w głąb Londynu.
-To jak, masz jakieś plany?- Spytał Trevor
-Tak, i to nawet konkretne. Chcę znaleźć  pracę i zarabiać pieniądze, żeby dorzucać się do czynszu. Chcę dostać się też na uczelnię na studia i wgl. Chcę tu przeżyć- Mówiła z widocznym uśmiechem na twarzy.
Mimo wielu pozorów Vicky okazała się wyluzowaną dziewczyną, która lubi się bawić i śmiać.
-Daleko jeszcze?- Spytała niecierpliwie
-Nie jeszcze chwilkę przejdziemy tylko przez park i już jesteśmy nad Tamizą, a  stamtąd niedaleko do centrum.- Powiedziała Em
-Świetnie.- Ucieszyła się dziewczyna.
 Po kilku minutach były na moście, prowadzącym do miasta.
-Jak tu pięknie-. Oznajmiła rudowłosa widząc te wszystkie uliczki, oświetlone światłem lamp w domach. Było tak bajecznie i kolorowo.
-Właśnie tak to sobie wyobrażałam.- Powiedziała co chwila znajdując to nowe rzeczy do obserwacji.
Pilnie śledziła zabieganych mimo późnej godziny ludzi. Szli tak kawałkiem i widzieli jak poszczególne osoby zanikają otwierając drzwi mieszkań, witają się z rodziną , aby móc spędzić spokojny wieczór w domu. Ale nie brakowało też takich, co siedzieli na ławkach, czekając aż ktoś może zaoferuje im pomoc. Na takich ludzi dziewczyna zawsze patrzyła z zaciśniętymi zębami. Wiedziała, jak ona ma dobrze, mając gdzie spać, co jeść, czy chociażby mieć pieniądza na przeżycie. Nawet nie zauważyła jak wpadła na kogoś.
-O jejku!. Bardzo przepraszam, zapatrzyłam się. Przepraszam najmocniej!.- Zaczęła się tłumaczyć
Gdy pomagała wstawać  poczuła mocny zapach męskich perfum.
-Daruj sobie.- Powiedziała osoba , która szybko wstała i udała się w swoją stronę zasłaniając twarz ciemnym kapturem. Tajemniczy osobnik nawet nie zauważył że wypadł mu telefon. Vic podniosła go i odwróciła się, lecz nikogo za nią już nie było.

"Zadzwonię jutro może ktoś się po niego zgłosi" Powiedziała pod nosem i wróciła do podziwiania miasta. Chwilę później chciała już wrócić i położyć się w łóżku. I tak zrobili. Wrócili do domu. Każdy udał się do swojego pokoju i zasnęli . Emeli pełna radości, Trevor pełen wiary, a Vicky pełna nadziei.
_________




środa, 5 grudnia 2012

Rozdział.3


                    "Nigdy nie żałuj czegoś, dzięki czemu się uśmiechasz..."

Podeszła do drzwi. One się odsunęły, i stanęła na wejściu. Chwilkę tak stałą, rozglądała się, i w końcu wyciągnęła rękę. W drugiej trzymała małą karteczkę, z adresem. Taksówka się zatrzymała. Kierowca wysiadł z pojazdu i włożył bagaże Vicky do bagażnika. Dziewczyna otworzyła drzwi i wsiadła. Usiadła na szarych tapicerkach, pisząc sms'a do mamy. "Już jadę do ... domu ." *I wyślij.* Pomyślała po czym wcisnęła na ekranie dotykowym ikonkę.
-Proszę pod ten adres.- Powiedziała podając karteczkę kierowcy.
-Hmm. Dobrze.- Uśmiechnął się.- Wie pani co? Powiem coś panience. Na tym osiedlu mieszkali różni ludzi. Rodzili się tam i umierali. Wprowadzali i wyprowadzali tak nagle. Ale nigdy nie będzie się pani spodziewała kto tam mieszka.- Kierowca odwrócił się i przekręcił kluczyk w stacyjce.
-Co to ma znaczyć?- Spytała kurczowo trzymając torebkę.
-Sama się panienka dowie..-Powiedział i ruszył.
Weronika trzymana była w niepewności. Jechali może z 40 minut. Dziewczyna przez cała drogę wpatrywała się w ruchliwe ulice Londynu, rozmyślając nad tym co będzie dalej. Mimo późnej godziny miasto tętniło życiem. W końcu auto gwałtownie stanęło.
-To tutaj.- Powiedziała.
-Dziękuję bardzo. Proszę.- Powiedziała i wręczyła kierowcy kilka banknotów.
Wyszła z taksówki i wyciągnęła sobie walizki z bagażnika. kierowca odjechał trąbiąc do dziewczyny. Ona lekko się uśmiechnęła. Stanęła na chodniku i wpatrywała się chwilkę w rozgwieżdżone ,granatowe niebo. Wzięła głęboki oddech i ciągnąc jaskrawą walizkę ruszyła w stronę dużego, niebieskiego domu, z niewyobrażalnie pięknym trawnikiem, i tarasem. Stanęła dokładnie na przeciwko małego przycisku - dzwonka. Położyła na nim palec. *Dzyń dzyń* Rozległ się głośny dzwonek. Stała denerwując się. Obcasem uderzała o drewniany podest. Nagle z ręki wypadł jej telefon. Schyliła się po niego. Już miała wstać, ale zorientowała się , że drzwi się otwierają. Podniosła głowę a w drzwiach ukazał się jej przystojny brunet.
-Cześć. Jestem Vicky. Jest może Emeli ?- spytała nieśmiało oblewając się rumieńcem
-Em.... Cześć jestem Trevor. Tak jest już wołam.- powiedział  brunet.
-O cześć. W końcu jesteś Vic. Tak się stęskniłam. – Przywitała ją wesoło niewysoka szatynka.
-Jej. Em. W końcu.- Uśmiechnęła się.
-Co tu tak stoisz. Wejdź.- Wskazała ręką na duży salon.
Gdy zaczęła rozglądać się po domu, wiedziała, że będzie jej tu dobrze. Mieszkanie było bardzo przytulne. To na jednej ścianie kilka zdjęć Emeli , to na drugiej pewnie jej przyjaciół. *Moje zdjęcia może też kiedyś tu będą.* Pomyślała. Udała się do salonu. Odwracając rzekła.
-Czy mogłabym zobaczyć mój pokój? -
-Jasne jest na końcu korytarza. Jak się rozpakujesz to wpadnij, pogadamy.- Życzliwie się uśmiechnęła Emeli.

Vic odwzajemniła jej tym samym. Przeszła przez niebieski korytarz oglądając każde zdjęcie. I w końcu otworzyła drzwi. 

_________________________