"Siła człowieka nie polega na tym, że nigdy nie upada, ale na tym, że potrafi się podnieść"
*Ronnie POV*
W tej chwili... Kiedy staliśmy, to czułam się bezpiecznie.
Zaczynałam lekko drgać z zimna, bo robiło się coraz to chłodniej. Postanowiłam, że już będę szła, ale nie chciałam wychodzić z jego uścisku. Był taki ciepły, tak cudownie pachniał, on cały był taki cudowny.
- Ja już może pójdę...- oznajmiłam patrząc mu w oczy.
-Dobrze. Ale pod jednym warunkiem...- Szepnął mi do ucha...
Spojrzałam na niego pytająco.
-Odprowadzę Cię pod samiuteńki dom. Nie chcę, zęby coś Ci się stało...- Dokończył
Lekko skinęłam głową zgadzając się. Uwolniłam sie z uścisku jego silnych rąk i ruszyliśmy w stronę mojego domu. RAZEM. Na chwilę nastała krępująca cisza. Szliśmy wzdłuż jakiejś dróżki obserwując powoli zapalające się światła domów. Nasze ręce latały naprzeminnie. Liam chyba chciał coś zmienić, bo w pewnym momencie chwycił moją dłoń i rozłożył moje palce wplatając w nie swoje. Mój oddech przyspieszył. Spuściłam wzrok na nasze dłonie. W sumie, to fajnie razem wyglądały. Boże. Co ?! Jego dłoń ogrzewała moją lekko już zmarzniętą. Po niedługiej chwili znaleźliśmy się juz pod domem. Puściliśmy swoje dłonie. Stanęłam naprzeciwko niego. Spojrzałam mu w oczy, ale gdy poczułam, że się czerwienię od razu spuściłam wzrok. Ale nie zakrywałam się dłońmi, mimo, że teraz tego najbardziej chciałam. Nie chciałam mu tego zrobić, bo ja obiecałam mu, a on mi.
-Więc...- Przerwał ciszę jaka nastała pod drzwiami.
-Już może wejdę...- Powiedziałam nieskładnie.
-Dobrze. Dobranoc. Do jutra. Dzisiaj wyjście nie wyszło, ale jutro też jest dzień.- Pochylił się i zaśmiał mi się cicho do ucha. Moje ciało przeszedł dreszcz. Powoli ruszyłam do drzwi. Chwyciłam klamkę i obróciłam się. On tam dalej stał. Czemu jeszcze nie odszedł? Po wejściu do domu przywitała mnie Emeli z wielkim usmiechem na twarzy. Przewróciłam oczami i spojrzałam na nią wymownie. Nadal stała na środku salonu i się uśmiechała. Zarumieniłam sie lekko i spuściałm głowę. Zdjęłam buty i weszłam głębiej. Na chwilkę tylko się zatrzymalam i zerknęłam przez zasłonięte okno koło drzwi. Liam nadal tam stał. Po chwili wziął w dłoń telefon i wykręcił chyba jakiś numer i ruszył szybkim krokiem w przeciwną stronę z której przyszliśmy. Spojrzał ostatni raz w stronę drzwi i chyba mnie zauważył, bo lekko się uśmiechnął. Szybko zasunęłam okno i poszłam prosto do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i siedziałam w bezruchu. Oparłam glowę na rękach. W pewnym momencie z dołu usłyszłam głośne trzaśnięcie drzwiami. Wstałam, by pójść sprawdzić co się stało. Już w korytarzu słyszłam krzyki Emeli, wołającej moje imię. Moje serce przyspieszyło. Na sekundę przystanęłam na schodzie, gdy usłyszałam głośny krzyk Trevora. Zakryłam ręką usta. Co się tam dzieje do jasnej cholery? Słyszłam coraz głośniejszy głos Emeli. W przerwach krzyczała żeby przestali. Zbiegłam jak najszybciej jak się da po schodach... Na dole zobaczyłam Liama, jak okłada twarz Trevora bolesnymi ciosami. Uderzał raz za razem. Jego ręce ruszały się jak maszyny. Trev chciał się jakoś obronić i wydostać z uścisku Payne'a. Ale mu się nie udało. Szybko podbiegłam do Liama i chwyciałam w swoje dłonie jego silne ręce. Walczyłam z jego mięsniami.
-Liam! Stój! Co ty robisz?!- Krzyczałam mu prosto do ucha.
Nic. Żadnego oddzewu z jego strony. Wciąż trzymałam jego ręce, by choćby trochę go odciągnąc od Trevora. Raz chwyciłam go tak mocno i odciągnęłam jego rękę, że aż się wygięła. W tym momenice Trevor mógł się dydostac z jego uścisku i pobiec do Emeli. Liam stanął naprzeciwko mnie. Jego oczy były takie ciemne. Zaszyły się jakby chmurami. Jak to jest możliwe? Chwycił moją dłoń, która nadal go trzymała i mocno odepchnął. Cisną mną z dużą siłą, bo padłam na ziemię. Jak żyję nie widziałam tak złego człowieka.
-Patrz co narobiłeś! Ronnie leży na podłodze, Trevor jest cały zmaskarowany. Coś ty narobił? Czy tego chciałeś?- Wrzeszczała Emeli dławiąc się słonymi łzami.
Próbowałam się podnieść z podłogi, ale nie dałam rady. Moja noga spuchła do dużych rozmiarów i bolała jak nie wiem.
-Liam! Idź stąd!- Krzyknęłam ostrym tonem.
Jakby na dżwięk mojego głosu oczy pojaśniały. Jeszcze nie całkiem, ale trochę... Przez łzy krzyczłam, żeby wynosił się z tego domu. Byłam tak przerażona, że nie wiedziałam co mam jeszcze krzyczeć.
-Weronika...- Powiedział cicho.
-Liam, idź stąd. Boję się Ciebie... Prosze wyjdź.- Krzyczłam nadal leżąc na ziemi. Nie mogłam ruszać nogą, więc nie miałam nawet opcji wstać. Emeli zajmowała się przerażonym Trevorem.
Po moich słowach Liam padł na kolana. Widziałam jak chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Za oknem mocno zagrzmiało... Nagle dało się usłyszeć spadjące krople deszczu.
-Liam. Proszę, wyjdź.- Powiedziałam błągalnym tonem
Wstał z ziemi i poszedł w stronę drzwi. Chwycił klamkę i przekrecił ją. Gdy otworzył drzwi słychać było duże krople deszczu spadające z nieba. Drzwi się zatrzasnęły... A ja nadal leżałam na podłodze płacząc z bólu i przerażenia... Nienawidzę go. NIENAWIDZĘ.