If yo be my star, I'll be your sky...

If yo be my star, I'll be your sky...

piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział. 24

"Kochać znaczy zaopiekować się czyjąś samotnością, i nie starać się, ani jej zburzyć, ani nawet poznać"


*Liam POV*
Wieczorem poszłem z Andym na bilarda. Trochęs ię z nim nie widziałem, i chciałem mu to wynagrodzić. Graliśmy kilkanaście minut, ale grę przerwał nam mój wibrujący telefon. Odebrałem telefon i to co usłyszałem zmroziło mi krew w żyłach. Szybko schowałem telefon do kieszeni i wybiegłem z klubu. Wsiadłem do samochodu i popędziłem do domu Vicky. Jechałem z 200 na godzinę, ale to juz mnie nie obchodziło, musiałem tam jak najsybciej dotrzeć. Andy, który wsiadł razem ze mną dodawał mi otuchy, ale w jego oczach widziałem współczucie. W końcu dojechaliśmy pod sam dom, to co tam zobaczyłem przeszo moje najśmielsze oczekiwania. Cały dom stał w płomieniach. Nie było nic widać, tylko ogień. Kilka wozów strażackich już gasiło pożar, ale marnie im to szło.
-Został tam ktoś?- Podbiegłem do strażaka za taśmą
-Niestety nie wiemy.- Odpowiedział smutno
Mocno zamknąłem oczy. Oczyściłem umysł i powędrowałem po domu. Szłem przez wszystkie pokoje sprawdzając ich zawartość. Vicky leżała w łazence. Nie oddychała.
-Jedna dziewczyna. W łazience.- Powiedziałem do policjanta
-Słucham?- Spojrzał na mnie jak na idiotę
-W środku jest jedna dziewczyna. Leży w łazience.- Powiedziałem z lekko podniesionym tonem głosu
-Proszę pana, nie mamy pewności...- Zaczął się bezczelnie tłumaczyc policjant.
Andy chwycił mnie za rękach i odciągnął kawałek.
-Znów to zrobieś- Spytał się mnie z głosem pełnym rozczarowania
-Musiałem, tu chodzi i Vicky.- Odpowiedziałem i ruszyłem w stronę strażackeigo wozu. Przypatrzyłem sie jednemu ze strażaków gdzie trzymają stroje. Otworzyłem klapę, wziąłem kurtkę i hełm. Ubrałem sie szybko i przebiegłem przez tasmę odgradzającą mijając wzrok policjantów. Wbiegłem do domu pozostawiając za sobą krzyki ludzi.Gdy znalazłem się w środku nie spodziewałem się takiego widoku. Wszystko było zniszczone. Ogień był wszędzie, a ja tylko biegałem po domu, by znaleźć Vicky. Wbiegłem na górę najszybciej jak tylko potrafiłem. Wszedłem  do łazienki i zasłoniłem jakąś szmatką usta. Padłem na ziemię i zacząłem się czołgać. Znalazłem ją. Leżała przy wannie. Prędko chwyciłem ją za rękę i pociągnąłem. Próbowałem ją ocucić, lecz wszystko było na nic. Wziąłem ją na ręce i czym prędzej wybiegłem z łazienki. Schody zaczęły się palić. Nie miałem gdzie uciec. Wpadłem do pokoju Emeli. Naprzeciwko mnie znalazło się spore okno. Obróciłem się plecami i z całej siły opadłem na nie. W jednej chwili pękło. Trzymałem ją na rękach nie pozwalając by cos jej się stało. Z wielkim impetem spadłem na ziemię. Kręciło mi się w ogłowie a ręce i nogi odmawiały posłuszeństwa do jakiegokolwiek ruchu. Lekko otworzyłem oczy, wokół mnie było mnóstwo ludzi. Każdy pytał się czy żyję, lub czy Vicky żyje. Nie mogłem nawet otworzyć ust. Minimalnym ruchem obróciłem głowę i ujrzałem ją w moich objęciach. Była taka bezbronna. Miała zamknięte oczy i cała była brudna. Lekko pocałowałem czubek jej głowy i szepnąłem 
-Nie odchodź... Proszę. -
A potem straciłem przytomność.

sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział. 23

"Mamy w sercu blizny, bo nie potrafimy uciec przed ciosami"

*Vicky POV*
Było koło 6 rano. Obudziłam się, ale jakby nie. Leniwie wstające słońce świeciło mi po twarzy. Otworzyłam oczy. Zorientowałam się, że nie jestem w domu u Emeli. Jestem u Liama. Poczułam jak ktoś zaciska mocniej swój uścick wokoło mnie. Obróciłam się. Znalazłam się centymetry od twarzy Liama. Tak uroczo spał. Powieki lekko mu drżały, oddech był spokojny. Nie chciałam go obudzić. Po chwili zdałam sobie sprawę, że jestem naga. Przykrywała mnie tylko cienka kołdra... Jak miałam wstać? Lekko obróciłam się znów do niego plecami. Podniosłam jego rękę i szybko wyślizgnęłam się spod kołdry. W jedną rękę złapałam ciuchy z podłogi, a w drugą telefon. Poszłam do łazienki. Tak. Tylko teraz gdzie ona była? Weszłam w pierwsze lepsze drzwi sypialnia, w drugich spora garderoba. Dopiero jak otworzyłam trzecie zobaczyłam łazienkę. Była urządzona w stylu vintage. On jest kolesiem. Po co mu taka babska łazienka? Mniejsza o to. Jak najszybciej się wykąpałam i ubrałam w zeszłonocne ciuchy. W końcu czułam się świeżo... Prawie. Zeszłam na dół i usiadłam na sofie. Napisałam do Emeli smsa. "Em. Jestem u Liama. Za niedługo będę V xx." . Na odpowiedź długo nie czekałam. Mimo wczesnej pory odpisała w ciągu 5 minut. "Kicia. Całą noc z nim spędziłaś? Było coś? " Uśmiechnęłam się pod nosem. Już miałam odpisywać, ale usłyszałam ochrypnięty głos nad sobą.
-Dzień dobry piękna.- Powiedział jeszcze zaspany Liam. Roztrzepane włosy, ochrypnięty głos, brak koszulki. Wyglądał jak bóg.
-Dzień dobry.- Lekko się zrumieniłam.
-Wzięłaś sobie coś do jedzenia?- Oblizał usta
-Nie. Ja tylko się wykąpałam. Nie jestem głodna dziękuję.- Spuściłam głowę.
Podszedł bliżej i usiadł obok mnie. Poczułam od niego zapach moich perfum. Pocałował czubek mojej głowy i udał się do kuchni. Zrobiło mi się bardzo miło. To było takie urocze. Spojrzałam na niego. Pichcił coś w kuchni. Zapachy dochodzące z kuchni sprawiły, że byłam głodna jak nie wiem.
-Ja już pójdę. Emeli na mnie czeka- Powiedziałam i wstałam.
Zaczęłam zbierać swoje rzeczy. Skierowałam się w stronę drzwi już ubierałam buty, ale zza rogu wyjrzał na mnie Liam.
-Gdzie ty się wybierasz?- Spytał z zaciekawioną miną
-Do domu. Już późno. Emeli na mnie czeka.- Powiedziałam zakładając prawego buta
-Nie idź. Robię śniadanie.- Krzyknął z kuchni
-Muszę. Pa- Założyłam lewego buta i zdezorientowana szybko wyszłam.
To było trochę nie miłe z mojej strony. Stanęłam przed wejściem. Poczułam jak but obciska mi stopę. Pęcherze. To ostatnie co chciałbym teraz mieć. Zdjęłam buty i ruszyłam przed siebie. Wyszłam już przed bloki. Nagle ktoś chwycił mą dłoń. Gwałtownie się obróciłam. Za sobą ujrzałam Liama. Było trochę chłodno, a on założył na siebie tylko bokserkę. Miałam wyrzuty sumienia.
-Myślałaś, że Cię tak łatwo puszczę?- Spytał
Nic nie odpowiedziałam... No bo co miałam mu powiedzieć? Tak na prawdę cieszyłam się, że za mną wyszedł.
-Teraz już jesteś na mnie skazana.- Chwycił moją dłoń mocniej i przybliżył do swoich ust, po czym lekko ją musnął ustami.
Przez całą drogę powrotną zastanawiałam się co on miał na myśli, że jestem na niego skazana. Przecież jakbym tylko chciała mogę mu powiedzieć nara. Nie jest jedyny...
-Wczoraj było jakoś... Dziwnie miło.- Zaczął rozmowę
-Tak.- Powiedziałam i oblałam się bordowym rumieńcem.
Wracaliśmy powoli przechodząc obok domów. W końcu oboje się rozeszliśmy.