"Kochać znaczy zaopiekować się czyjąś samotnością, i nie starać się, ani jej zburzyć, ani nawet poznać"
Wieczorem poszłem z Andym na bilarda. Trochęs ię z nim nie widziałem, i chciałem mu to wynagrodzić. Graliśmy kilkanaście minut, ale grę przerwał nam mój wibrujący telefon. Odebrałem telefon i to co usłyszałem zmroziło mi krew w żyłach. Szybko schowałem telefon do kieszeni i wybiegłem z klubu. Wsiadłem do samochodu i popędziłem do domu Vicky. Jechałem z 200 na godzinę, ale to juz mnie nie obchodziło, musiałem tam jak najsybciej dotrzeć. Andy, który wsiadł razem ze mną dodawał mi otuchy, ale w jego oczach widziałem współczucie. W końcu dojechaliśmy pod sam dom, to co tam zobaczyłem przeszo moje najśmielsze oczekiwania. Cały dom stał w płomieniach. Nie było nic widać, tylko ogień. Kilka wozów strażackich już gasiło pożar, ale marnie im to szło.
-Został tam ktoś?- Podbiegłem do strażaka za taśmą
-Niestety nie wiemy.- Odpowiedział smutno
Mocno zamknąłem oczy. Oczyściłem umysł i powędrowałem po domu. Szłem przez wszystkie pokoje sprawdzając ich zawartość. Vicky leżała w łazence. Nie oddychała.
-Jedna dziewczyna. W łazience.- Powiedziałem do policjanta
-Słucham?- Spojrzał na mnie jak na idiotę
-W środku jest jedna dziewczyna. Leży w łazience.- Powiedziałem z lekko podniesionym tonem głosu
-Proszę pana, nie mamy pewności...- Zaczął się bezczelnie tłumaczyc policjant.
Andy chwycił mnie za rękach i odciągnął kawałek.
-Znów to zrobieś- Spytał się mnie z głosem pełnym rozczarowania
-Musiałem, tu chodzi i Vicky.- Odpowiedziałem i ruszyłem w stronę strażackeigo wozu. Przypatrzyłem sie jednemu ze strażaków gdzie trzymają stroje. Otworzyłem klapę, wziąłem kurtkę i hełm. Ubrałem sie szybko i przebiegłem przez tasmę odgradzającą mijając wzrok policjantów. Wbiegłem do domu pozostawiając za sobą krzyki ludzi.Gdy znalazłem się w środku nie spodziewałem się takiego widoku. Wszystko było zniszczone. Ogień był wszędzie, a ja tylko biegałem po domu, by znaleźć Vicky. Wbiegłem na górę najszybciej jak tylko potrafiłem. Wszedłem do łazienki i zasłoniłem jakąś szmatką usta. Padłem na ziemię i zacząłem się czołgać. Znalazłem ją. Leżała przy wannie. Prędko chwyciłem ją za rękę i pociągnąłem. Próbowałem ją ocucić, lecz wszystko było na nic. Wziąłem ją na ręce i czym prędzej wybiegłem z łazienki. Schody zaczęły się palić. Nie miałem gdzie uciec. Wpadłem do pokoju Emeli. Naprzeciwko mnie znalazło się spore okno. Obróciłem się plecami i z całej siły opadłem na nie. W jednej chwili pękło. Trzymałem ją na rękach nie pozwalając by cos jej się stało. Z wielkim impetem spadłem na ziemię. Kręciło mi się w ogłowie a ręce i nogi odmawiały posłuszeństwa do jakiegokolwiek ruchu. Lekko otworzyłem oczy, wokół mnie było mnóstwo ludzi. Każdy pytał się czy żyję, lub czy Vicky żyje. Nie mogłem nawet otworzyć ust. Minimalnym ruchem obróciłem głowę i ujrzałem ją w moich objęciach. Była taka bezbronna. Miała zamknięte oczy i cała była brudna. Lekko pocałowałem czubek jej głowy i szepnąłem
-Został tam ktoś?- Podbiegłem do strażaka za taśmą
-Niestety nie wiemy.- Odpowiedział smutno
Mocno zamknąłem oczy. Oczyściłem umysł i powędrowałem po domu. Szłem przez wszystkie pokoje sprawdzając ich zawartość. Vicky leżała w łazence. Nie oddychała.
-Jedna dziewczyna. W łazience.- Powiedziałem do policjanta
-Słucham?- Spojrzał na mnie jak na idiotę
-W środku jest jedna dziewczyna. Leży w łazience.- Powiedziałem z lekko podniesionym tonem głosu
-Proszę pana, nie mamy pewności...- Zaczął się bezczelnie tłumaczyc policjant.
Andy chwycił mnie za rękach i odciągnął kawałek.
-Znów to zrobieś- Spytał się mnie z głosem pełnym rozczarowania
-Musiałem, tu chodzi i Vicky.- Odpowiedziałem i ruszyłem w stronę strażackeigo wozu. Przypatrzyłem sie jednemu ze strażaków gdzie trzymają stroje. Otworzyłem klapę, wziąłem kurtkę i hełm. Ubrałem sie szybko i przebiegłem przez tasmę odgradzającą mijając wzrok policjantów. Wbiegłem do domu pozostawiając za sobą krzyki ludzi.Gdy znalazłem się w środku nie spodziewałem się takiego widoku. Wszystko było zniszczone. Ogień był wszędzie, a ja tylko biegałem po domu, by znaleźć Vicky. Wbiegłem na górę najszybciej jak tylko potrafiłem. Wszedłem do łazienki i zasłoniłem jakąś szmatką usta. Padłem na ziemię i zacząłem się czołgać. Znalazłem ją. Leżała przy wannie. Prędko chwyciłem ją za rękę i pociągnąłem. Próbowałem ją ocucić, lecz wszystko było na nic. Wziąłem ją na ręce i czym prędzej wybiegłem z łazienki. Schody zaczęły się palić. Nie miałem gdzie uciec. Wpadłem do pokoju Emeli. Naprzeciwko mnie znalazło się spore okno. Obróciłem się plecami i z całej siły opadłem na nie. W jednej chwili pękło. Trzymałem ją na rękach nie pozwalając by cos jej się stało. Z wielkim impetem spadłem na ziemię. Kręciło mi się w ogłowie a ręce i nogi odmawiały posłuszeństwa do jakiegokolwiek ruchu. Lekko otworzyłem oczy, wokół mnie było mnóstwo ludzi. Każdy pytał się czy żyję, lub czy Vicky żyje. Nie mogłem nawet otworzyć ust. Minimalnym ruchem obróciłem głowę i ujrzałem ją w moich objęciach. Była taka bezbronna. Miała zamknięte oczy i cała była brudna. Lekko pocałowałem czubek jej głowy i szepnąłem
-Nie odchodź... Proszę. -
A potem straciłem przytomność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz