If yo be my star, I'll be your sky...

If yo be my star, I'll be your sky...

poniedziałek, 22 października 2012

Rozdział.1


"Ludzie zmieniają się tak samo jak pory roku... Prędzej czy później wraca to co było..."


-Pobudka.- powiedziała mama i szarpnęła lekko Vic za ramię.
-Co? - Spytała zaspana dziewczyna
-Już rano. Masz tu śniadanie. To co zawsze.- Oznajmiła mama i podała jej tackę na której był mały talerz z kanapkami, szklanka mleka i szklanka soku pomarańczowego.
-Dziękuję.- Odwzajemniła uśmiechem.
Vicky spokojnie zjadła śniadanie. Było koło 8:00. Nagle usłyszała dzwonek telefonu. Na wyświetlaczu widniał napis: 'Igoor.' Nie chciała odbierać. Bez wahania wcisnęła czerwoną słuchawkę. Wstała z łóżka i ruszyła w stronę łazienki. Weszła pod prysznic i po chwili była już w ręczniku w pokoju. Wybrała ciuchy z szafy. Te które jej zostały odłożyła sobie właśnie do szafy. Ubrała się w przepiękny strój. Bardzo lubiła tą sukienkę bowiem kiedyś , kiedy jej babcia jeszcze żyła poszły razem na zakupy i właśnie tą sobie wybrała. Nałożyła jeszcze lekki makijaż i wyszła w miasto. Chciała ostatni raz przejść się ulicami dla niej małego miasta. I tak błądziła między wszystkimi budynkami, szła po tych wszystkich drogach. Nic ją nie obchodziło, tylko muzyka płynąca z jej słuchawek. Nagle stanęła na chwilkę zauważyła kogoś. Szybko się odwróciła  i szybkim krokiem zaczęła się oddalać. Lecz po chwili poczuła czyjąś rękę na ramieniu.
-Poczekaj. Nie uciekniesz od tej rozmowy- Rozległo się.
-Tylko tego pragnę. Nie chcę Cię znać. Dzisiaj lecę do Londynu. Skończę z tym marnym życiem w tej wiosce. I zacznę drugie, lepsze życie.- Odkrzyknęła jednocześnie się odwracając.
-Ale ja Ci nie pozwolę, zbyt bardzo mi na tobie zależy.-
-Ale Igor zrozum, ja z Tobą nigdy nie będę. Traktowałam Cię jak przyjaciela, tylko i wyłącznie. Przepraszam że nie odwzajemniałam twoich uczuć, ale tak wyszło. Żegnaj.- Powiedziała i odwróciła się w przeciwną stronę.
Zaczęła biec ile sił w nogach. Dość nie wygodni biegnie się z 15 centymetrowymi obcasami, więc zdjęła szpilki i biegła o gołych stopach. Tylko na sekundkę się odwróciła i zobaczyła Igora, który opadł na kolana i schował twarz w dłoniach. Jej oczy się zeszkliły.
-Przepraszam.- Szepnęła po cichu.
Wpadła do domu niczym burza. Lot miała o 19:00. Musiała się zbierać na odprawę. Było dobrze po 14 a na lotnisko mieli z 2 godzinki jazdy i to szybkiej, a dzisiaj jej mama prowadziła także nawet z 3 .
-Mamooooo! Zbierajmy się już proszę!!- Krzyknęła z góry.
-Okej. Jesteś już gotowa?!- Odkrzyknęła jej
Vic wzięła głęboki oddech i krzyknęła :
-Taaaak!-
Szybko zbiegła na dół. Walizki położyła pod samym wyjściu i usiadła na barowym krzesełku ustawionym pod blatem stołu. Sięgnęła po jabłko. Wzięła kilka gryzów i wstał jak poparzona. Zebrała się tak szybko , ponieważ jej mama już była koło niej.
- Chodź.- Szepnęła jej do ucha.
Serce zaczęło jej szybciej bić. Otworzyła drzwi ciemnego auta i wsiadła. Chwilę później ruszyli  w drogę.
*3 godziny później*
-Jesteśmy.- Oznajmiła mama.
Serce znów łomotało jak oszalałe. "Już za niedługo, będę w Londynie. I w końcu zacznę to wymarzone życie" Myślała podziwiając tłum jaki był na lotnisku. Poszli w stronę pani która była od odprawy. Stanęła w kolejce. Stała i czekała z 30 minut. Mimo, że zajęło to tyle czasu, nie odczuwała tego. Myślała , że stoi tu 5 minut a tutaj już tyle czasu. Jej rodzice cały czas byli przy niej. Trzymali ją za rękę.
-Następny.- Krzyknęła odprawczyni
- Dzień dobry.- Powiedziała dziewczyna ukazując rząd białych zębów.
-Dzień dobry, poproszę bilet.- Odwzajemniła jej uśmiechem pani.
Odprawczyni zaczęła podbijać rożne pieczątki. Sprawdzać każdy możliwy dokument, każdą najmniejsza krateczkę.
-Oto pani walizka.- Rzekła i wskazała na powoli przesuwającą się jaskrawo zieloną walizkę.
-Dziękuję.- Odpowiedziała.
-No too.- Przeciągnął tata.- Miłej podróży i nie zapomnij dać nam znać kiedy dolecisz i jak wylądujesz.- Powiedział. Vicky widziała, że z trudem powstrzymywał łzy. Jeszcze nigdy w życiu nie widziała go tak smutnego.
-Pa. Kocham Cię.- Jąkała się mama przez łzy.
-Przestań bo cała się rozmażesz. Wiem ile robiłaś ten makijaż…- Zaczęła ją pocieszać.
 Mam uśmiechnęła się i wypuściła ją ze swych objęć.

-Kocham was najmocniej na świecie.- Powiedziała i ruszyła ciągnąc walizkę, w stronę bramek. Była już za nimi. Szła białym korytarzem. "Nie obracaj się, bo będzie źle" Powtarzał sobie w duchu lecz uczucie , które łączyło ją z rodzicami wygrało. Obróciła głowę. I zobaczyła mamę w objęciach swego taty. uśmiechnęła się do niego. On odwzajemnił i pomachał jej dyskretnie. Ona odmachała mu. I poszła dalej ...
_________________
Gunwo wiem :x