If yo be my star, I'll be your sky...

If yo be my star, I'll be your sky...

czwartek, 31 października 2013

Rozdział. 21

"Kobiecą namiętność karmi męskie pożądanie" 

*Liam POV*
Obudziłem sie wcześnie rano. Prosto z łóżka udałem się do toalety. Wszystko po kolei : potrzeby fizjologiczne, prysznic, mycię zębów.  Dzień jak co dzień. Ubrałem na siebie granatowe jeansy, biały t-shirt a na to jeszcze  koszulę w kratę. Włosy zaczesałem trochę do góry. Włożyłem wyżesz buty ponad kostkę nałożyłem full capa na głowę i wyszedłem z domu. Zamknąłem dokładnie drzwi. Otworzyłem samochód i wgramoliłem się do środka. Niebo zasnuło się ciemnymi chmurami. Modliłem się, by nie padało. Miałem dość deszczu. Włożyłem kluczyk do stacyjki i ruszyłem. Wyjechałem z parkingu i pognałem drogami pod dom Andy'iego. Byłem tam niedługo po wyjeździe ode mnie z domu.
-Yo, Bro. Jak tam?- Rzuciłem wchodząc do jego domu jak do swojego.
-Li. Czekałem aż przyjedziesz.- Powiedział uśmiechnięty Andy.
-Co robimy?- Powiedziałem siadając na sofie. 
-Myślałem, żeby pójść na mecz. Ten siatkarek. Mmmmm.- Powiedział Samuels
-Nie mam ochoty. Co ty na to, żebymy poszli wieczorem na miasto? Chcę się trochę rozluźnić.- Rzuciłem.
-Pewnie. Czemu nie?-
Siedziałem u niego jeszcze kilka godzin. Potem pojechałem sie szykować.
                                                                      ***
Było koło 23. Zamówiliśmy taksówkę. Chwilę potem auto zjawiło się pod domem Any'iego. Ubrałem białą bokserkę, jeansy, wysokie buty a do kieszeni włożyłem bandamę. Po 15 minutach byliśmy pod klubem. Wielki napis, który można było dostrzec z drugiego końca ulicy był zawiesony nad wejściem. Klub nazywał się "Sorbet" i był jednym z lepszych klubów w mieście. Tej nocy było w nim dużo osób, nawet bardzo dużo. Weszliśmy razem z Andym przez liny. Liny to tak jakby tyle wejście. Wie o nim tylko nieiwele osób. Zawsze stoją tam dwie panienki skąpo ubrane. Na tacce zawsze stoi 10 shotów. Jeśli jesteś w pojedynke musisz pić sam, natomiast jeśli jesteś we dwójkę, jak w moim przypadku alkohol dzieli sie na pół. Andy już wypił swój trunek, teraz tylko ja musiałem z nimi uporać. Niezbyt przyjemny zapach zakątka w którym staliśmy trochę odrzucał, ale piłem kiliszek po kieliszku. Na mojej twarzy pojawił się grymas. Dwie dziewczyny uśmiechnęły się do nas. Otworzyły drzwi i z klubu wydobył się zapach papierosów i perfum. Wejście nazywało się liny, bo by dostać się na sam środek klubu trzeba było przejść przez kilka lin. Sznury umieszczane były o kilka centymetrów wyżej z każdą kolejną liną. Ten kto doszedł cało i nie wylał drinka, który dostał przed wejściem w barze miał dodatkową kolejkę. Ja i Andy przeszliśmy bez problemu, bo tędy przechoodziliśmy już setki razy. Gorzej z innymi. Raz przyszło dwóch zagranicznych kolesi. Napili się po 5 shotów i ruszyli na liny. Z tego wszystkiego wyszło, że jeden złamał sobie nogę, bo potknął się o jeden sznur. W klubie był straszny tłok. Każdy pchał się na każdego. Nie było się nawet gdzie ruszyć. Poszliśmy w kąt klubu, by mieć choć czym oddychać. Tłumy dziewczyn i jeszcze więcej kolesi kleili sie do siebie. Zacząłem pić drinka. Blue Lagoon, ma jednak to coś w sobie. Patrzyłem na każdego pokolei i myślałem. Myślałem o Victorii. Ciekaw byłem co u niej słychać. Od wczoraj wieczorem do teraz nie dała mi znać... Wziąłęm kolejnego łyka. Andy poszedł w głąb klubu wyrywać panienki. Ja jakoś specjalnie nie miałem ochoty. W pewnej chwili usłyszałem głośny krzyk. Jedna z dziewczyn rozdarła się na cały głos
-Bójka!- Krzyczała w niebogłosy.
Boże zamknij się idiotko. Wstałem z krzesła i poszedłem zobaczyć co się tam stało. Przeciskałem się przez tłum. Ludzie śmierdzieli alkoholem i byli bardzo lepcy. Każdy przyklejał się do kogokolwiek. Nagle przed oczami mignęła mi znajoma twarz. Vicky? Co ona tu robi? Nie. To nie może być ona. Cos mi się musiało przywidzieć. Ona przecież ma nogę w gipsie. Potrząsnąłem głową. Nadal przeciskałem sie przez tłum gapiów. Wszyscy tylko podziwiali, a nic z tym nie robili. Egoistyczne patole. Gdy dopchałem się na sam przód 'widowni' zamurowało mnie. Nie mogłem uwierzyć wasnym oczom. Jednym z tych który się bili był Andy. W powietrzu czuć było napiętą atmosferę miedzy tymi dwoma. Ale kim był ten drugi koleś? Już miałem ruszyć, by powstrzymać Andy'iego, ale nagle na środek wpadłem Emeli. Podeszła do Samuelsa i zaczęła do niego spokojnie mówić. Na początku Andy był strasznie nabuzowany i nie chciał słuchać Emeli, ale powoli zaczął sie uspokajać. Podszedłem do nich. 
-Emeli. Co ty tu robisz?- Zapytałem.
-Postanowiłam wyjść z Vicky na miasto, się trochę rozerwać. A że trafiłyśmy na ten klub to tu weszłyśmy.-
Emeli nadal coś muwiła, ale gdy tylko usłyszałem że przyszłą z Victorią wyłączyłem się.
-Em, Emeli. Vicky tu jest?- Spytałem
-Tak, chyba poszła do toalety.- Powiedziała i wskazała za drzwi z rysunkiem kobiety. 
-Bro. Zaraz wrócę.- Powiedziałem do Andy'iego. 
Z pełną odpowiedzialnością zostawiłem go z Emeli, bo wiedziałem, że ta dziewczyna nie pozwoli mu zrobić nic więcej głupiego. 
Przeciskałem się przez tłum. Dotarłem w końcu do wąskiego korytarzyka. Tam tez roiło się od pijanych ludzi. Stanąłem pod drzwiam toalety dla kobiet. Odchyliłem drzwi i wszedłem do środka. Akurat trafiłem na moment, gdy Vicky myła ręce.
-Mmmmmmmm.- Zamruczałem pod nosem.
Victoria szybko sie obróciła. Spojrzała na mnie. Na jej twarzy pojawił sie wielki uśmiech.
-Liam, co ty tu...?- Wydukała i spuściała głowę
-Co z Twoją nogą?- Spytałem, zwracając wzrok na nogę.
-Byłam dzisiaj u chirurga. Powiedziałam, że nie chcę gipsu. Wiem, to nieodpowiedzialne, ale to mi utrudniało życie. Więc poprosiłam lekarza, by dał mi bandarz uciskowy, i oto jestem.- Oznajmiła
-Ale to jest niebezpieczne.- Powiedziałem i przybliżyłem sie do niej.
-Oj, Liam, daj spokój...- Szepnęła mi do ucha. 
Chwyciłem ją pod uda i posadziłem na umywalce. 
-Nie możesz jej teraz przemęczać. Chcę Cię jak najbardziej odciążyć.- Powiedziałem i przygryzłem płatek jej ucha, na co lekko zachichotała.
Spojrzałem na nią. Przeplotła mi ręce na szyji.
-No to pomóż mnie odciążyć.- Powiedziała dość odważnie.
To nie była ta sama Vicky. Po alkoholu zupełnie sie zmienia. Jest śmiała i odważna. Podoba mi się coraz bardziej. 
Szybko zatopiłem się w jej ustach namiętnie je całując. Moje ręce wzięły nad sobą kontrolę. Zaczęły zakręcać koła na jej udach i wędrować wyżej. Jej ręce też nie próżnowały. Przycisnęła swoją głowę do mojej. Nasze usta połączyły się ze sobą mocniej. Powoli zacząłem błądzić przy jej dolnych partiach. Lekko się zaśmiała. Chwyciła moją rękę i dała ją sobie na policzek. Oderwałem się od niej. Przygryzłem wargę. Patrzyła na mnie takim porządliwym wzrokiem. Odchyliła swoją głowę do tyłu. Odsłaniając mi swoją szyję pozwoliła mi ją torchę popieścić. Zauważyłem obok niej kubek z drinkiem. Wpadłem na pomysł. Wylałem drink do zlewu, zostawiając w dłoni kostkę lodu. Vicky przypatrywała się mi ze zdziwieniem. Wsadziłem zamarzniętą ciecz do buzi. Vic odgarnęła włosy do tyłu i znów ukazła mi swoją szyję. Przybliżyłem się do niej. Lód ocierał sie o jej gorącą skórę sprawiając lekki dreszcz. Błądziłem jeszcze trochę lodem po jej szyji. Gdy wyszła jej gęsia skórka a ona się zaśmiała, wyplułem kostkę na rękę i wrzuciłem do zlewu. Było tam tak gorąco, że zdjąłem z siebie bokserkę. Vicky co chwila obciągałą w dół obcisłą, czarnął sukienkę. W kubku była jeszcze jedna kostka. Powtórzyłem ruchy. Wziąłem lód w ręce i zacząłem jeździć jej powoli po udach. Nasze usta znów się złączyły. Gdy lód juz stopniał zacząłem jeźdźić rękami po jej plecach. Dłonie Vic wylądowały na mojej twarzy mocno ją przytrzymując. Drzwi sie nagle otworzyły. 
-Vicky tu jesteś. Nie mogłam Cię znaleźć w tym tłumie.- Powiedziała radośnie Emeli.
Szybko sie od siebie oderwaliśmy. Vicky spojrzała na dziewczynę i się usmiechnęła.
-Idziemy tańczyć? - Spytała spoglądając na nas.
-Pewnie.- Odparła Vic i zeskoczyła z umywalki. Obciągnęła sukienke i chwyciła Emeli za rękę. Wyszły z toalety, a ja stałem tam jako jedyny mężczyzna. Zacząłem ubierać koszulkę. Drzwi znów się otworzyły.  Zobaczyłem w nich Victorię. Podbiegła do mnie.
-Musimy to dokończyć.- Szepnęła stojąc na palcach. 
Mimo to, iż miała szpilki nadal brakowało jej kilku centymetrów do mnie. 
Chwyciła mnie za ręce i wessała się w moje usta. Uśmiechnąłem się. Chwyciłem jej wargę w moje zęby i pociągnąłem. 
-Na pewno.- Odpowiedziałem
Szybko się ode mnie odsunęła i pobiegła w stronę z której przed chwileczką wróciła. Obróciła sie ostatni raz i przygryzła usta. 
Uśmiechnąłem sie pod nosem. Wyszedłem z toalety. Znów ruszyłem w stronę wczesniejszego miejsca.
-Stary, ile mozą czekać. Cowyście tam robili? Pieprzyli się czy co?- Powiedział Andy. 
Mój usmiech przypominał uśmiech jakby złodzieja, który nie chce się przyznać do czynu.
-Prawie Andy... Prawie.- Powiedziałem.
Potem reszta wieczoru zleciała jam zawsze. Troche potańczyliśmy, a potem zmyliśmy się.
                                                                         ***
Późną nocą gdy już wróciliśmy do swoich domów położyłem się do łóżka. Telefon w kieszeni zawibrował. Odblokowałem ekran. 
"Kiedy kończymy?" SMS od Vicky. 
"Kiedy chcesz..." Odpisałem szybko. 
Na odpowiedź nie musiałem długo czekać. Gdy wróciłem z kuchni wiadomość już była na moim telefonie.
"Teraz..."

piątek, 25 października 2013

Rozdział. 20

"Czuję, że to będzie znaczyło dla mnie więcej, niż cokolwiek"


*Vicky POV*
Payne w końcu wyszedł z gabinetu doktora. Chwycił mnie pod rękę i wprowadził do środka.
-To właśnie ta kaleka z mojej winy.- Powiedział i z uśmiechem spojrzał na mnie.
No mi nie było zbytnio do śmiechu... Trochę się speszyłam.
-To co tam w tej nodze jest?- Spytał lekarz spoglądając na nogę.
-No spuchnięta jest, i bardzo boli.- Powiedziałam z rumieńcem na twarzy.
Lekarz zrobił rutynowe badania. Potem założył mi szynę i wypisał jakąś receptę. Po co mi do cholery recepta? Przecież nie jestem chora, mam tylko coś z nogą. Liam znów wziął mnie na ręce i przeniósł przez cały szpital. Potem dotarliśmy do samochodu. Wsadził mnie na siedzenie z przodu. Samochód dosłownie był przesiąknięty zapachem jego perfum.
-Ten koleś co u niego byliśmy z nogą, to mój rodzinny lekarz. Leczył mnie, moją mamę i babcię jeszcze. I jeszcze Nathana.- Powiedział opierając ręce na kierownicy.
-Nathana?- Spojrzałam na niego pytająco.
-Mój młodszy brat. Gdy miał 2 latka zmarł na zapalenie płuc. Ten doktor był przy jego narodzinach, i przy śmierci...- Jego głos zaczął drżeć.
-Przykro mi.- Schyliłam głowę
-Tak. Ale to było dawno.- Powiedział i potrząsnął głową, jakby chciał zapomnieć.
Po chwili ruszył samochodem. Jechaliśmy w miarę spokojnie pomiędzy uliczkami.
-A właściwie czym się zajmujesz?- Spytałam zaciekawiona
-Jeżdżę w wyścigach samochodowych.- Powiedział i spojrzał na mnie. Na jego twarzy pojawił się duży uśmiech.
Kurcze. Wyglądał tak idealnie jak się uśmiechał...
-Oh.- Wymruczałam i spuściłam wzrok na telefon.
Niedługo potem byliśmy już pod domem Emeli.
-No to jesteśmy...- Powiedział i spojrzał na mnie.
-Dziękuję...- Uśmiechnęłam się.-Wejdziesz?- Spojrzałam na niego pytająco.
-Wolę nie, ale dziękuję.- Lekko zmarszczył czoło.-Po wczorajszym, odmówię- Dodał.
Staliśmy tak jeszcze chwilkę. W końcu Payne zrobił pierwszy krok i przybliżył się do mnie. Pocałował mnie prosto w usta. Jak szybko mnie pocałował, tak szybko odsunął. Otarł ręką swoje usta. Stałam jak słup soli.
-Przepraszam. Nie mog.,- Wydukał i zawrócił. Wsiadł do auta i bardzo szybko odjechał. Nadal stałam jak sparaliżowana. Z tego wszystkiego wyrwało mnie to, że Emeli otworzyła drzwi i na mnie spojrzała.
-Vicky? Masz gips? Jak to ?- Patrzała na mnie jak na idiotkę.
-Emeli! No tak wyszło. Byłam u lekarza, i założył.- Uśmiechnęłam się.
Weszłam do środka. Emeli była jakaś taka dziwna.
-Widziałam.- Powiedziała w końcu w wskazała wzrokiem na ganek.
Nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć.
-Czemu? - Zapytała. Jej oczy przeszkliły się. Pojedyncza łza spłynęła po rozgrzanym policzku.
Co miałam zrobić? Podeszłam do niej i z całych sił przytuliłam.
-Ciiiii. On mi wszystko wytłumaczył. Już jest dobrze. Nie skrzywdzi mnie już nigdy więcej.- Mówiłam jej do ucha.
-Ciebie może i nie, ale ja i Trev boimy się. Rozumiesz boimy.- Spojrzała na mnie.
-Was też już nie skrzywdzi. Nie zrobi nic więcej mi, Tobie, Trevorowi, ani nikomu.- Mówiłam spokojnym tonem.
Dość pewnie ujęłam te słowa, ale moje myśli trochę kłóciły się z tym co własnie wysączyłam przez usta. Też się obawiałam. Tego, że gdy kiedyś będziemy sam na sam, on może mi coś zrobić. Tego, że nie powstrzyma swojej agresji. Tego, że przez jakiś czas nie będę widziała jego oczu, bo będą zasnute jakby ciemnymi chmurami. A może obawiałam się o siebie? Że sobie bez niego nie poradzę. Sama nie wiem.  Znamy się niedługo, ale to jest jakaś taka inna więź. Z tą iskrą.
Telefon zaczął wibrować mi w kieszeni. Postanowiłam to zignorować. Teraz Emeli byłą najważniejsza. Znów to samo. Boże. Czego wy ode mnie chcecie? Wyciągnęłam telefon i wyłączyłam wibracje. Gówno mnie obchodzi kto to. Usiadłśmy z Emeli na sofie i zaczęłyśmy rozmawiać. Tak zleciała nam reszta dnia. Pod wieczór w końcu sprawdziłam telefon. 13 nieodebranych od Liama. Co on chciał?
-Halo? Liam?- Powiedziałam w słuchawkę telefonu leżąc na łóżku
-Czemu nie odbierałaś?- Powiedział dość chłodno.
-Jajku. Przepraszam, ale po prostu chciałam spędzić resztę dnia z Emeli. Była smutna.- Powiedziałam
-Czemu?- Powiedział łagodniej.
-K...kłoptoy rodzinne...- Zawahałam się.
-Hm. Rozumiem...- Spotkamy się jutro? -Zapytał.
-Nie wiem. Może- powiedziałam i uśmiechnęłam się do telefonu.
-Nie może tylko tak.- Przekomarzał sie ze mną
-Payne! Dam Ci jutro znać.- powiedziałam i się rozłączyłam
Chwilę potem, zasnęłam.

poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział. 19

"I nagle jesteś wszystkim czego potrzebuję, powodem dla którego się uśmiecham..."

*Vicky POV*
-Vicky musimy iść z tą nogą do lekarza. To może być złamanie.- Mówiła Emeli od samego rana.
-Boże Em. Uspokój się nic mi nie jest. Ty tylko stłuczenie.- Mówiłam idąc w stronę walizki po jakiś bandaż, żeby obwiązać nogę.
-Jak chcesz.- Powiedziała i zeszła na dół po śniadanie.
-Zrób mi tosty. Proszę-Krzyknęłam na cały dom.
Gdy tylko Emeli wyszła szybko usiadłam na łóżku, bo promieniujący ból przeszywał mi nogę. Dobrze wiedziałam, że to nie jest niewinne stłuczenie. Gdy byłam w trakcie oplątywania nogi bandażem usłyszałam głos sms'a.
"Jak się czujesz?"
Serio Liam. Serio?
"Gówno Cię to obchodzi. Nieźle narobiłeś. Nie chcę, żebyś do mnie pisał, ani dzwonił..."
Wysłałam mu wiadomość i z obolałą nogą zeszłam na czekające na mnie już śniadanie. Trevor wyglądał okropnie... Na całej twarzy miał siniaki.
-Jejku Trev. Tak mi przykro.- Podeszłam do niego i mocno przytuliłam.
-Jakoś to przeżyję. Ale co to w ogóle miało być?- Spytał troszkę przyćmiony
-Żebym to ja sama wiedziała.-Lekko się uśmiechnęłam
Po skończonym śniadaniu poszłam na górę przebrać się w coś bardziej ludzkiego, niż pidżama. (zestaw)
-Idę się trochę przewietrzyć.- Rzuciłam chwytając za klamkę.
-Idź kaleko, tylko nie zrób sobie nic.- Powiedział Trev i szeroko się uśmiechnął
Chwyciłam klamkę i lekko ją nacisnęłam. Wyszłam przed dom. Świeże poranne powietrze dodało mi trochę otuchy na resztę dnia. Będzie dobrze. Musi być. Przeszłam obok ogródka i wyszłam na ścieżkę. Zaczęłam się kierować w stronę centrum Londynu. Szłam powoli trochę kulejąc na jedną nogę, ale starałam się to ukryć tak tylko mogłam, i z każdym krokiem zaciskałam mocno zęby. Starałam się  ignorować wzrok ludzi, bo nie zawsze udawało mi się ukryć ból, i robiłam na prawdę dziwne miny. 
Coś zabrzęczało mi w kieszeni. Kolejny sms. 
"Mogę Ci jakoś pomóc?"
Nie odpiszę mu. Nie. Po prostu nie. 
Szłam dalej. Powietrze robiło się coraz cięższe od unoszących się spalin samochodów.  Znalazłam się na moście nad Tamizą. Przeszłam go dość szybko. Zaczęłam wchodzić coraz bardziej w miasto. Coraz to więcej ludzi znajdowało się koło mnie. Prawie co drugi wciskał jakieś ulotki. Każdą brałam, bo szkoda mi tych ludzi. Stoją po kilka godzin i rozdają jakieś papierki, tylko po to, żeby i tak potem ktoś je wyrzucił do najbliższego kosza. Doszłam do samego centrum miasta. Było jak w mrowisku. Jednak to nie był zbyt dobry pomysł, bo noga pobolewała coraz bardziej. Zebrałam się w sobie i ruszyłam w drogę powrotną. Szłam tą samą trasą, którą podążałam kilka minut temu. Byłam już prawie pod samym domem. Noga tak potwornie bolała, że już nie mogłam się ruszyć. Usiadłam na ławce żeby chwilkę odpocząć. Patrzyłam na ludzi przechodzących obok mnie. Wielu z nich nie wyglądało ani na wesołych ani na smutnych. Mieli taki obojętny wyraz twarzy. Wyglądali jakby mieli założone maski. Wyjęłam telefon z kieszeni, by zadzwonić po Emeli, żeby mi pomogła dojść do domu, bo już na prawdę nie mogłam się ruszyć. Wybrałam numer i przyłożyłam telefon do ucha.
-halo Em?- powiedziałam
-No słucham Cię.- Odezwała się po drugiej stronie.
Koło mnie na ławce ktoś usiadł. Poczułam silną woń perfum. Moje serce zaczęło łomotać.
-Zaraz zadzwonię.- Powiedziałam pustym głosem odsuwając telefon od ucha. Wbiłam wzrok w ziemię. Ogarnęła mnie złość. Potworna.
-Jak ty możesz jeszcze tu przychodzić?- Rzuciłam oschle
-Mam wyrzuty sumienia.-Odezwał się cicho
-To ty masz jeszcze sumienie? Bijąc Trevora też je miałeś prawda?- 
Liam milczał. 
-Słyszałem, że chciał Ci dać dragi.-
-Skąd masz takie informacje? To bzdura!- Powiedziałam nie miło, ale inaczej nie potrafiłam. 
-Wiem, że to prawda. I wiem teraz też dlaczego on Ci chciał je dać.-
Spojrzałam na niego. Siedział na ławce bawiąc się swoimi palcami. Miał na sobie szare supry, rurki, białą koszulkę z dużym napisem "Clippers", w pasie miał przewiązaną szarą bluzę. Włosy miał idealnie ustawione na żelu, a na samym czubku głowy miał czarnego full capa. Zarost dodał mu jeszcze większej męskości. Wyglądał zabójczo. 
Nastała chwila ciszy. Przerwał ją jednym słowem.
-Przepraszam.- 
Lekko się uśmiechnęłam pod nosem. To było tak jakby moje przebaczenie. Jego twarz rozpromieniała.
-Teraz ty pomożesz mi dojść do domu, bo dzięki Tobie nie mogę stanąć na nogę. Chyba jest złamana.- Powiedziałam.
-Skoro masz takie podejrzenia to najpierw jedziemy do szpitala i nie ma dyskusji.- Powiedział stanowczo.
Wstałam na nogi, no to znaczy na jedną. Druga trzymałam w górze. Liam objął mnie swoim ramieniem na wysokości łopatek, a drugą chwycił mnie za nogi. Po chwili byłam już u niego na rękach. Zaśmiałam się cicho. Szedł ze mną kawałek drogi, aż skręcił w jedną uliczkę. Droga była dość długa, ale o dziwo stało tam tylko jedno duże auto z przyciemnianymi szybami. Odstawił mnie na chwile na ziemię, a sam otworzył mi drzwi do samochodu. niezgrabnie wgramoliłam się na kremowe siedzenie i zapięłam pasem. Liam zamknął za mną drzwi i obszedł przednią maskę samochodu i usiadł obok mnie po stronie kierowcy. W aucie czuć było jego intensywne perfumy. Po kilku minutach jazdy byliśmy już pod szpitalem. Liam wysiadł, wyszedł po mnie i wcisnął mały guziczek przy kluczach. Znów wziął mnie na ręce. Skąd on miał tyle siły? 
-Poradzę sobie. Nie musisz mnie nosić.- Powiedziałam
-Nie, nie muszę, ale chcę.- Odpowiedział dość szybko. 
Weszliśmy do szpitala. Był ogromny. Liam ruszył ze mną na rekach na pierwsze piętro. Stanął przy dużych białych drzwiach. Na chwilę postawił mnie na ziemię.
-Kogo to gabinet?-Spytałam zaciekawiona.
Liam odchylił lekko drzwi i wszedł do środka.
Dzięki. A co ze mną ?