If yo be my star, I'll be your sky...

If yo be my star, I'll be your sky...

piątek, 25 października 2013

Rozdział. 20

"Czuję, że to będzie znaczyło dla mnie więcej, niż cokolwiek"


*Vicky POV*
Payne w końcu wyszedł z gabinetu doktora. Chwycił mnie pod rękę i wprowadził do środka.
-To właśnie ta kaleka z mojej winy.- Powiedział i z uśmiechem spojrzał na mnie.
No mi nie było zbytnio do śmiechu... Trochę się speszyłam.
-To co tam w tej nodze jest?- Spytał lekarz spoglądając na nogę.
-No spuchnięta jest, i bardzo boli.- Powiedziałam z rumieńcem na twarzy.
Lekarz zrobił rutynowe badania. Potem założył mi szynę i wypisał jakąś receptę. Po co mi do cholery recepta? Przecież nie jestem chora, mam tylko coś z nogą. Liam znów wziął mnie na ręce i przeniósł przez cały szpital. Potem dotarliśmy do samochodu. Wsadził mnie na siedzenie z przodu. Samochód dosłownie był przesiąknięty zapachem jego perfum.
-Ten koleś co u niego byliśmy z nogą, to mój rodzinny lekarz. Leczył mnie, moją mamę i babcię jeszcze. I jeszcze Nathana.- Powiedział opierając ręce na kierownicy.
-Nathana?- Spojrzałam na niego pytająco.
-Mój młodszy brat. Gdy miał 2 latka zmarł na zapalenie płuc. Ten doktor był przy jego narodzinach, i przy śmierci...- Jego głos zaczął drżeć.
-Przykro mi.- Schyliłam głowę
-Tak. Ale to było dawno.- Powiedział i potrząsnął głową, jakby chciał zapomnieć.
Po chwili ruszył samochodem. Jechaliśmy w miarę spokojnie pomiędzy uliczkami.
-A właściwie czym się zajmujesz?- Spytałam zaciekawiona
-Jeżdżę w wyścigach samochodowych.- Powiedział i spojrzał na mnie. Na jego twarzy pojawił się duży uśmiech.
Kurcze. Wyglądał tak idealnie jak się uśmiechał...
-Oh.- Wymruczałam i spuściłam wzrok na telefon.
Niedługo potem byliśmy już pod domem Emeli.
-No to jesteśmy...- Powiedział i spojrzał na mnie.
-Dziękuję...- Uśmiechnęłam się.-Wejdziesz?- Spojrzałam na niego pytająco.
-Wolę nie, ale dziękuję.- Lekko zmarszczył czoło.-Po wczorajszym, odmówię- Dodał.
Staliśmy tak jeszcze chwilkę. W końcu Payne zrobił pierwszy krok i przybliżył się do mnie. Pocałował mnie prosto w usta. Jak szybko mnie pocałował, tak szybko odsunął. Otarł ręką swoje usta. Stałam jak słup soli.
-Przepraszam. Nie mog.,- Wydukał i zawrócił. Wsiadł do auta i bardzo szybko odjechał. Nadal stałam jak sparaliżowana. Z tego wszystkiego wyrwało mnie to, że Emeli otworzyła drzwi i na mnie spojrzała.
-Vicky? Masz gips? Jak to ?- Patrzała na mnie jak na idiotkę.
-Emeli! No tak wyszło. Byłam u lekarza, i założył.- Uśmiechnęłam się.
Weszłam do środka. Emeli była jakaś taka dziwna.
-Widziałam.- Powiedziała w końcu w wskazała wzrokiem na ganek.
Nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć.
-Czemu? - Zapytała. Jej oczy przeszkliły się. Pojedyncza łza spłynęła po rozgrzanym policzku.
Co miałam zrobić? Podeszłam do niej i z całych sił przytuliłam.
-Ciiiii. On mi wszystko wytłumaczył. Już jest dobrze. Nie skrzywdzi mnie już nigdy więcej.- Mówiłam jej do ucha.
-Ciebie może i nie, ale ja i Trev boimy się. Rozumiesz boimy.- Spojrzała na mnie.
-Was też już nie skrzywdzi. Nie zrobi nic więcej mi, Tobie, Trevorowi, ani nikomu.- Mówiłam spokojnym tonem.
Dość pewnie ujęłam te słowa, ale moje myśli trochę kłóciły się z tym co własnie wysączyłam przez usta. Też się obawiałam. Tego, że gdy kiedyś będziemy sam na sam, on może mi coś zrobić. Tego, że nie powstrzyma swojej agresji. Tego, że przez jakiś czas nie będę widziała jego oczu, bo będą zasnute jakby ciemnymi chmurami. A może obawiałam się o siebie? Że sobie bez niego nie poradzę. Sama nie wiem.  Znamy się niedługo, ale to jest jakaś taka inna więź. Z tą iskrą.
Telefon zaczął wibrować mi w kieszeni. Postanowiłam to zignorować. Teraz Emeli byłą najważniejsza. Znów to samo. Boże. Czego wy ode mnie chcecie? Wyciągnęłam telefon i wyłączyłam wibracje. Gówno mnie obchodzi kto to. Usiadłśmy z Emeli na sofie i zaczęłyśmy rozmawiać. Tak zleciała nam reszta dnia. Pod wieczór w końcu sprawdziłam telefon. 13 nieodebranych od Liama. Co on chciał?
-Halo? Liam?- Powiedziałam w słuchawkę telefonu leżąc na łóżku
-Czemu nie odbierałaś?- Powiedział dość chłodno.
-Jajku. Przepraszam, ale po prostu chciałam spędzić resztę dnia z Emeli. Była smutna.- Powiedziałam
-Czemu?- Powiedział łagodniej.
-K...kłoptoy rodzinne...- Zawahałam się.
-Hm. Rozumiem...- Spotkamy się jutro? -Zapytał.
-Nie wiem. Może- powiedziałam i uśmiechnęłam się do telefonu.
-Nie może tylko tak.- Przekomarzał sie ze mną
-Payne! Dam Ci jutro znać.- powiedziałam i się rozłączyłam
Chwilę potem, zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz