If yo be my star, I'll be your sky...

If yo be my star, I'll be your sky...

piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział. 24

"Kochać znaczy zaopiekować się czyjąś samotnością, i nie starać się, ani jej zburzyć, ani nawet poznać"


*Liam POV*
Wieczorem poszłem z Andym na bilarda. Trochęs ię z nim nie widziałem, i chciałem mu to wynagrodzić. Graliśmy kilkanaście minut, ale grę przerwał nam mój wibrujący telefon. Odebrałem telefon i to co usłyszałem zmroziło mi krew w żyłach. Szybko schowałem telefon do kieszeni i wybiegłem z klubu. Wsiadłem do samochodu i popędziłem do domu Vicky. Jechałem z 200 na godzinę, ale to juz mnie nie obchodziło, musiałem tam jak najsybciej dotrzeć. Andy, który wsiadł razem ze mną dodawał mi otuchy, ale w jego oczach widziałem współczucie. W końcu dojechaliśmy pod sam dom, to co tam zobaczyłem przeszo moje najśmielsze oczekiwania. Cały dom stał w płomieniach. Nie było nic widać, tylko ogień. Kilka wozów strażackich już gasiło pożar, ale marnie im to szło.
-Został tam ktoś?- Podbiegłem do strażaka za taśmą
-Niestety nie wiemy.- Odpowiedział smutno
Mocno zamknąłem oczy. Oczyściłem umysł i powędrowałem po domu. Szłem przez wszystkie pokoje sprawdzając ich zawartość. Vicky leżała w łazence. Nie oddychała.
-Jedna dziewczyna. W łazience.- Powiedziałem do policjanta
-Słucham?- Spojrzał na mnie jak na idiotę
-W środku jest jedna dziewczyna. Leży w łazience.- Powiedziałem z lekko podniesionym tonem głosu
-Proszę pana, nie mamy pewności...- Zaczął się bezczelnie tłumaczyc policjant.
Andy chwycił mnie za rękach i odciągnął kawałek.
-Znów to zrobieś- Spytał się mnie z głosem pełnym rozczarowania
-Musiałem, tu chodzi i Vicky.- Odpowiedziałem i ruszyłem w stronę strażackeigo wozu. Przypatrzyłem sie jednemu ze strażaków gdzie trzymają stroje. Otworzyłem klapę, wziąłem kurtkę i hełm. Ubrałem sie szybko i przebiegłem przez tasmę odgradzającą mijając wzrok policjantów. Wbiegłem do domu pozostawiając za sobą krzyki ludzi.Gdy znalazłem się w środku nie spodziewałem się takiego widoku. Wszystko było zniszczone. Ogień był wszędzie, a ja tylko biegałem po domu, by znaleźć Vicky. Wbiegłem na górę najszybciej jak tylko potrafiłem. Wszedłem  do łazienki i zasłoniłem jakąś szmatką usta. Padłem na ziemię i zacząłem się czołgać. Znalazłem ją. Leżała przy wannie. Prędko chwyciłem ją za rękę i pociągnąłem. Próbowałem ją ocucić, lecz wszystko było na nic. Wziąłem ją na ręce i czym prędzej wybiegłem z łazienki. Schody zaczęły się palić. Nie miałem gdzie uciec. Wpadłem do pokoju Emeli. Naprzeciwko mnie znalazło się spore okno. Obróciłem się plecami i z całej siły opadłem na nie. W jednej chwili pękło. Trzymałem ją na rękach nie pozwalając by cos jej się stało. Z wielkim impetem spadłem na ziemię. Kręciło mi się w ogłowie a ręce i nogi odmawiały posłuszeństwa do jakiegokolwiek ruchu. Lekko otworzyłem oczy, wokół mnie było mnóstwo ludzi. Każdy pytał się czy żyję, lub czy Vicky żyje. Nie mogłem nawet otworzyć ust. Minimalnym ruchem obróciłem głowę i ujrzałem ją w moich objęciach. Była taka bezbronna. Miała zamknięte oczy i cała była brudna. Lekko pocałowałem czubek jej głowy i szepnąłem 
-Nie odchodź... Proszę. -
A potem straciłem przytomność.

sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział. 23

"Mamy w sercu blizny, bo nie potrafimy uciec przed ciosami"

*Vicky POV*
Było koło 6 rano. Obudziłam się, ale jakby nie. Leniwie wstające słońce świeciło mi po twarzy. Otworzyłam oczy. Zorientowałam się, że nie jestem w domu u Emeli. Jestem u Liama. Poczułam jak ktoś zaciska mocniej swój uścick wokoło mnie. Obróciłam się. Znalazłam się centymetry od twarzy Liama. Tak uroczo spał. Powieki lekko mu drżały, oddech był spokojny. Nie chciałam go obudzić. Po chwili zdałam sobie sprawę, że jestem naga. Przykrywała mnie tylko cienka kołdra... Jak miałam wstać? Lekko obróciłam się znów do niego plecami. Podniosłam jego rękę i szybko wyślizgnęłam się spod kołdry. W jedną rękę złapałam ciuchy z podłogi, a w drugą telefon. Poszłam do łazienki. Tak. Tylko teraz gdzie ona była? Weszłam w pierwsze lepsze drzwi sypialnia, w drugich spora garderoba. Dopiero jak otworzyłam trzecie zobaczyłam łazienkę. Była urządzona w stylu vintage. On jest kolesiem. Po co mu taka babska łazienka? Mniejsza o to. Jak najszybciej się wykąpałam i ubrałam w zeszłonocne ciuchy. W końcu czułam się świeżo... Prawie. Zeszłam na dół i usiadłam na sofie. Napisałam do Emeli smsa. "Em. Jestem u Liama. Za niedługo będę V xx." . Na odpowiedź długo nie czekałam. Mimo wczesnej pory odpisała w ciągu 5 minut. "Kicia. Całą noc z nim spędziłaś? Było coś? " Uśmiechnęłam się pod nosem. Już miałam odpisywać, ale usłyszałam ochrypnięty głos nad sobą.
-Dzień dobry piękna.- Powiedział jeszcze zaspany Liam. Roztrzepane włosy, ochrypnięty głos, brak koszulki. Wyglądał jak bóg.
-Dzień dobry.- Lekko się zrumieniłam.
-Wzięłaś sobie coś do jedzenia?- Oblizał usta
-Nie. Ja tylko się wykąpałam. Nie jestem głodna dziękuję.- Spuściłam głowę.
Podszedł bliżej i usiadł obok mnie. Poczułam od niego zapach moich perfum. Pocałował czubek mojej głowy i udał się do kuchni. Zrobiło mi się bardzo miło. To było takie urocze. Spojrzałam na niego. Pichcił coś w kuchni. Zapachy dochodzące z kuchni sprawiły, że byłam głodna jak nie wiem.
-Ja już pójdę. Emeli na mnie czeka- Powiedziałam i wstałam.
Zaczęłam zbierać swoje rzeczy. Skierowałam się w stronę drzwi już ubierałam buty, ale zza rogu wyjrzał na mnie Liam.
-Gdzie ty się wybierasz?- Spytał z zaciekawioną miną
-Do domu. Już późno. Emeli na mnie czeka.- Powiedziałam zakładając prawego buta
-Nie idź. Robię śniadanie.- Krzyknął z kuchni
-Muszę. Pa- Założyłam lewego buta i zdezorientowana szybko wyszłam.
To było trochę nie miłe z mojej strony. Stanęłam przed wejściem. Poczułam jak but obciska mi stopę. Pęcherze. To ostatnie co chciałbym teraz mieć. Zdjęłam buty i ruszyłam przed siebie. Wyszłam już przed bloki. Nagle ktoś chwycił mą dłoń. Gwałtownie się obróciłam. Za sobą ujrzałam Liama. Było trochę chłodno, a on założył na siebie tylko bokserkę. Miałam wyrzuty sumienia.
-Myślałaś, że Cię tak łatwo puszczę?- Spytał
Nic nie odpowiedziałam... No bo co miałam mu powiedzieć? Tak na prawdę cieszyłam się, że za mną wyszedł.
-Teraz już jesteś na mnie skazana.- Chwycił moją dłoń mocniej i przybliżył do swoich ust, po czym lekko ją musnął ustami.
Przez całą drogę powrotną zastanawiałam się co on miał na myśli, że jestem na niego skazana. Przecież jakbym tylko chciała mogę mu powiedzieć nara. Nie jest jedyny...
-Wczoraj było jakoś... Dziwnie miło.- Zaczął rozmowę
-Tak.- Powiedziałam i oblałam się bordowym rumieńcem.
Wracaliśmy powoli przechodząc obok domów. W końcu oboje się rozeszliśmy. 

wtorek, 19 listopada 2013

Rozdział. 22

"Bycie częścią czegoś niezwykłego czyni cię niezywkłym"


*Liam POV*
"Ale jak to teraz?" Odpisałem szybko na wiadomość
"Chodź przed dom" Było napisane w odpowiedzi 
Trochę się zdziwiłem. Wyszedłem przed dom. Na ganku, na ławce siedziała Vicky. Cała uśmiechnięta. Ale już nie tak nieprzytyomna jak godzinę temu w barze. Może to to świeże powietrze trochę ją otrzeźwiło. 
-Cześć-Powiedziała, błądząc dłońmi po drewnianym oparciu ławki.
-Wejdź do domu. Zimno jest zmarzniesz.- Powiedziałam zdecydowanie
Vicky lekko się uśmiechnęła pod nosem i wstała z ławki. Weszła prosto do domu. Najpierw zdjęła jednego buta, a nastepnie drugiego. Zostawiła je pod drzwiami. Poszła do salonu i usiadła na sofie. Po domu już roznósł się zapach jej perfum. Usiadłem naprzeciwko niej. Oparłem ręce na kolanach a dłonie przyło żyłem do twarzy. Wpatrywałem się w nią.
-Czemu się tak patrzysz?- Powiedziała poprawiając włosy.
Nic nie odpowiedziałem po prostu uśmiechnąłem się do niej. 
Zapadła cisza. 
-Napijesz się czegoś?- Powiedziałem
-Jeśli ty też to stoi- Powiedziała ukazując dołeczki 
Uśmiechnąłem się zawadiacko. Ruszyłem do kuchni i zacząłem szperać po szafkach w poszukiwaniu wina. Gdy w końcu znalazłem butelkę wyciągnąłem dwa kieliszki. Położyłem je na stoliku i otworzyłem wino. Nalałem je do kieliszków i odstawiłem.  Kilka kilekiszków trunku potem było dość wesoło. Rozmawaialiśmy jak byśmy się znali od lat. Trochę flirtowaliśmy, ale mi jak i Vicky to bardzo się podobało. W końcu nie wiem jak, ale znaleźliśmy się w sypialnym pokoju. Nasze coraz to szybsze i płytsze oddechy współgrały ze sobą. W końcu przywarłem do jej warg mocno się w nie wpijając. Moje dłonie błądziły po jej udach podwyżając jej sukienkę. Czuć było od nas alkochol. Mocno objąłem ją w talii. Nie opierała się temu. Poluźniłem lekko uchwyt. Vicky spojrzała na mnie. Wygłodniałym wzrokiem przeskanowałem każdy centymetr jej ciała.Uniosła głowę, a ja wsunąłem swoją dłoń w jej włosy i przyciągnąłem bliżej. W końcu zszarpała ze mnie koszulkę i głaskała po nagim torsie.
-Nie skończy się na tym prawda?- Spytała cicho
Musnąłem lekko jej usta i odgarnąłem kosmyk, który opadł na jej czoło.
-Nie bój się...- Szepnąłem jej do ucha.
-Nie boję się.- Odpowiedziała szybko i przygryzła wargę.-Ale...- Znów zaczęła.
Zamknąłem jej usta namiętynm pocałunkiem, sprawiając, że się zarumieniła. Delikatnie pieściłem jej twarz dłońmi. Na jej rękach i nogach zauważyłem gęsią skórkę. Coś nas do siebie ciągnęło. Wiedziałem, że Vicky nie jest laską na jedną noc. Jeszcze dziwniejsze dla mnie wydało się to jak to możliwe, że zaczęliśmy spijać z siebie alkochol... Jak to się stało?
-Nie boisz się może o Twoją zapewne drogą sukienkę? Szkoda by było ją poplamić.- Powiedziałem i przygryzłęm wargę.
Spojrzała na mnie wymownym wzrokiem, pozwalając mi ściągnąć z niej sukienkę. Delikatnie przejechałem palcem po boku jej ciała zachaczając o pierś. Lekko wstrzymała oddech. Zacząłem błądzić rękoma po jej plecach całując jednosześnie ją w zagłębienie między szczęką a szyją. Widziałem pożądanie w jej oczach. zanim się spostrzegła leżała już w samych majtkach na łóżku. Nalałem na jej ciało lepki likier. Potem zbliżyłem się do jej ciała i powoli zacząłem zlizywać alkochol. Z brzucha powędrowałem na klatkę piersiową, a z tamtąd na piersi. Skończyłem zamykając jej usta 'pijanym' pocałunkiem. Przygniotłem ją do łóżka i głaskałem jej biodra. Zmieniliśmy pozycję. Usiadła na mnie wpół naga i lepka.Zaczęła rozpinać pasek u moich spodni. Trochę jej pomogłem i ściągnłem jeansy. Późniejsze wydarzenia pamiętam jak przez mgłę.  Zbyt dużo alkocholu chyba mi zaszkodziło. Nasze zwarte w uścisku dwa nagie ciała, tarzanie się, ślizganie oraz gorączkowe pocałunki sprawiły, że musieliśmy złapać oddech. Wspiąłem się na ręce. Leżałem nad nią.
-Vicky...- Chciałem skończyć, ale nie wiedziałem jak.
Przełożyła swoje ręce za moją szyję i mocno przyciągnęła do siebie. Sprawiło to, że szybko w nią wszedłem. Spojrzałem na jej twarz. Nasze oczy się spotkały. Chwila zastanowienia i wróciliśmy do dalszych poczynań. Mój 'przyjaciel' był już twardy jak skała. Ale ona nie zamierzała skończyć. Przetoczyła się na górę i przywarła do mnie piersiami. Jeszcze mocniej oplotła mnie nogami. Jęknąłem cicho. Chwilę potem Vicky zrobiła to samo. Poczułem się jakbym płonął. W tym ostatnim momencie jeknęliśmy oboje. Roztrzęsieni oraz lepcy od potu i alkocholu opadliśmy na łóżko. Szybko zasnęliśmy wtuleni w siebie.

czwartek, 31 października 2013

Rozdział. 21

"Kobiecą namiętność karmi męskie pożądanie" 

*Liam POV*
Obudziłem sie wcześnie rano. Prosto z łóżka udałem się do toalety. Wszystko po kolei : potrzeby fizjologiczne, prysznic, mycię zębów.  Dzień jak co dzień. Ubrałem na siebie granatowe jeansy, biały t-shirt a na to jeszcze  koszulę w kratę. Włosy zaczesałem trochę do góry. Włożyłem wyżesz buty ponad kostkę nałożyłem full capa na głowę i wyszedłem z domu. Zamknąłem dokładnie drzwi. Otworzyłem samochód i wgramoliłem się do środka. Niebo zasnuło się ciemnymi chmurami. Modliłem się, by nie padało. Miałem dość deszczu. Włożyłem kluczyk do stacyjki i ruszyłem. Wyjechałem z parkingu i pognałem drogami pod dom Andy'iego. Byłem tam niedługo po wyjeździe ode mnie z domu.
-Yo, Bro. Jak tam?- Rzuciłem wchodząc do jego domu jak do swojego.
-Li. Czekałem aż przyjedziesz.- Powiedział uśmiechnięty Andy.
-Co robimy?- Powiedziałem siadając na sofie. 
-Myślałem, żeby pójść na mecz. Ten siatkarek. Mmmmm.- Powiedział Samuels
-Nie mam ochoty. Co ty na to, żebymy poszli wieczorem na miasto? Chcę się trochę rozluźnić.- Rzuciłem.
-Pewnie. Czemu nie?-
Siedziałem u niego jeszcze kilka godzin. Potem pojechałem sie szykować.
                                                                      ***
Było koło 23. Zamówiliśmy taksówkę. Chwilę potem auto zjawiło się pod domem Any'iego. Ubrałem białą bokserkę, jeansy, wysokie buty a do kieszeni włożyłem bandamę. Po 15 minutach byliśmy pod klubem. Wielki napis, który można było dostrzec z drugiego końca ulicy był zawiesony nad wejściem. Klub nazywał się "Sorbet" i był jednym z lepszych klubów w mieście. Tej nocy było w nim dużo osób, nawet bardzo dużo. Weszliśmy razem z Andym przez liny. Liny to tak jakby tyle wejście. Wie o nim tylko nieiwele osób. Zawsze stoją tam dwie panienki skąpo ubrane. Na tacce zawsze stoi 10 shotów. Jeśli jesteś w pojedynke musisz pić sam, natomiast jeśli jesteś we dwójkę, jak w moim przypadku alkohol dzieli sie na pół. Andy już wypił swój trunek, teraz tylko ja musiałem z nimi uporać. Niezbyt przyjemny zapach zakątka w którym staliśmy trochę odrzucał, ale piłem kiliszek po kieliszku. Na mojej twarzy pojawił się grymas. Dwie dziewczyny uśmiechnęły się do nas. Otworzyły drzwi i z klubu wydobył się zapach papierosów i perfum. Wejście nazywało się liny, bo by dostać się na sam środek klubu trzeba było przejść przez kilka lin. Sznury umieszczane były o kilka centymetrów wyżej z każdą kolejną liną. Ten kto doszedł cało i nie wylał drinka, który dostał przed wejściem w barze miał dodatkową kolejkę. Ja i Andy przeszliśmy bez problemu, bo tędy przechoodziliśmy już setki razy. Gorzej z innymi. Raz przyszło dwóch zagranicznych kolesi. Napili się po 5 shotów i ruszyli na liny. Z tego wszystkiego wyszło, że jeden złamał sobie nogę, bo potknął się o jeden sznur. W klubie był straszny tłok. Każdy pchał się na każdego. Nie było się nawet gdzie ruszyć. Poszliśmy w kąt klubu, by mieć choć czym oddychać. Tłumy dziewczyn i jeszcze więcej kolesi kleili sie do siebie. Zacząłem pić drinka. Blue Lagoon, ma jednak to coś w sobie. Patrzyłem na każdego pokolei i myślałem. Myślałem o Victorii. Ciekaw byłem co u niej słychać. Od wczoraj wieczorem do teraz nie dała mi znać... Wziąłęm kolejnego łyka. Andy poszedł w głąb klubu wyrywać panienki. Ja jakoś specjalnie nie miałem ochoty. W pewnej chwili usłyszałem głośny krzyk. Jedna z dziewczyn rozdarła się na cały głos
-Bójka!- Krzyczała w niebogłosy.
Boże zamknij się idiotko. Wstałem z krzesła i poszedłem zobaczyć co się tam stało. Przeciskałem się przez tłum. Ludzie śmierdzieli alkoholem i byli bardzo lepcy. Każdy przyklejał się do kogokolwiek. Nagle przed oczami mignęła mi znajoma twarz. Vicky? Co ona tu robi? Nie. To nie może być ona. Cos mi się musiało przywidzieć. Ona przecież ma nogę w gipsie. Potrząsnąłem głową. Nadal przeciskałem sie przez tłum gapiów. Wszyscy tylko podziwiali, a nic z tym nie robili. Egoistyczne patole. Gdy dopchałem się na sam przód 'widowni' zamurowało mnie. Nie mogłem uwierzyć wasnym oczom. Jednym z tych który się bili był Andy. W powietrzu czuć było napiętą atmosferę miedzy tymi dwoma. Ale kim był ten drugi koleś? Już miałem ruszyć, by powstrzymać Andy'iego, ale nagle na środek wpadłem Emeli. Podeszła do Samuelsa i zaczęła do niego spokojnie mówić. Na początku Andy był strasznie nabuzowany i nie chciał słuchać Emeli, ale powoli zaczął sie uspokajać. Podszedłem do nich. 
-Emeli. Co ty tu robisz?- Zapytałem.
-Postanowiłam wyjść z Vicky na miasto, się trochę rozerwać. A że trafiłyśmy na ten klub to tu weszłyśmy.-
Emeli nadal coś muwiła, ale gdy tylko usłyszałem że przyszłą z Victorią wyłączyłem się.
-Em, Emeli. Vicky tu jest?- Spytałem
-Tak, chyba poszła do toalety.- Powiedziała i wskazała za drzwi z rysunkiem kobiety. 
-Bro. Zaraz wrócę.- Powiedziałem do Andy'iego. 
Z pełną odpowiedzialnością zostawiłem go z Emeli, bo wiedziałem, że ta dziewczyna nie pozwoli mu zrobić nic więcej głupiego. 
Przeciskałem się przez tłum. Dotarłem w końcu do wąskiego korytarzyka. Tam tez roiło się od pijanych ludzi. Stanąłem pod drzwiam toalety dla kobiet. Odchyliłem drzwi i wszedłem do środka. Akurat trafiłem na moment, gdy Vicky myła ręce.
-Mmmmmmmm.- Zamruczałem pod nosem.
Victoria szybko sie obróciła. Spojrzała na mnie. Na jej twarzy pojawił sie wielki uśmiech.
-Liam, co ty tu...?- Wydukała i spuściała głowę
-Co z Twoją nogą?- Spytałem, zwracając wzrok na nogę.
-Byłam dzisiaj u chirurga. Powiedziałam, że nie chcę gipsu. Wiem, to nieodpowiedzialne, ale to mi utrudniało życie. Więc poprosiłam lekarza, by dał mi bandarz uciskowy, i oto jestem.- Oznajmiła
-Ale to jest niebezpieczne.- Powiedziałem i przybliżyłem sie do niej.
-Oj, Liam, daj spokój...- Szepnęła mi do ucha. 
Chwyciłem ją pod uda i posadziłem na umywalce. 
-Nie możesz jej teraz przemęczać. Chcę Cię jak najbardziej odciążyć.- Powiedziałem i przygryzłem płatek jej ucha, na co lekko zachichotała.
Spojrzałem na nią. Przeplotła mi ręce na szyji.
-No to pomóż mnie odciążyć.- Powiedziała dość odważnie.
To nie była ta sama Vicky. Po alkoholu zupełnie sie zmienia. Jest śmiała i odważna. Podoba mi się coraz bardziej. 
Szybko zatopiłem się w jej ustach namiętnie je całując. Moje ręce wzięły nad sobą kontrolę. Zaczęły zakręcać koła na jej udach i wędrować wyżej. Jej ręce też nie próżnowały. Przycisnęła swoją głowę do mojej. Nasze usta połączyły się ze sobą mocniej. Powoli zacząłem błądzić przy jej dolnych partiach. Lekko się zaśmiała. Chwyciła moją rękę i dała ją sobie na policzek. Oderwałem się od niej. Przygryzłem wargę. Patrzyła na mnie takim porządliwym wzrokiem. Odchyliła swoją głowę do tyłu. Odsłaniając mi swoją szyję pozwoliła mi ją torchę popieścić. Zauważyłem obok niej kubek z drinkiem. Wpadłem na pomysł. Wylałem drink do zlewu, zostawiając w dłoni kostkę lodu. Vicky przypatrywała się mi ze zdziwieniem. Wsadziłem zamarzniętą ciecz do buzi. Vic odgarnęła włosy do tyłu i znów ukazła mi swoją szyję. Przybliżyłem się do niej. Lód ocierał sie o jej gorącą skórę sprawiając lekki dreszcz. Błądziłem jeszcze trochę lodem po jej szyji. Gdy wyszła jej gęsia skórka a ona się zaśmiała, wyplułem kostkę na rękę i wrzuciłem do zlewu. Było tam tak gorąco, że zdjąłem z siebie bokserkę. Vicky co chwila obciągałą w dół obcisłą, czarnął sukienkę. W kubku była jeszcze jedna kostka. Powtórzyłem ruchy. Wziąłem lód w ręce i zacząłem jeździć jej powoli po udach. Nasze usta znów się złączyły. Gdy lód juz stopniał zacząłem jeźdźić rękami po jej plecach. Dłonie Vic wylądowały na mojej twarzy mocno ją przytrzymując. Drzwi sie nagle otworzyły. 
-Vicky tu jesteś. Nie mogłam Cię znaleźć w tym tłumie.- Powiedziała radośnie Emeli.
Szybko sie od siebie oderwaliśmy. Vicky spojrzała na dziewczynę i się usmiechnęła.
-Idziemy tańczyć? - Spytała spoglądając na nas.
-Pewnie.- Odparła Vic i zeskoczyła z umywalki. Obciągnęła sukienke i chwyciła Emeli za rękę. Wyszły z toalety, a ja stałem tam jako jedyny mężczyzna. Zacząłem ubierać koszulkę. Drzwi znów się otworzyły.  Zobaczyłem w nich Victorię. Podbiegła do mnie.
-Musimy to dokończyć.- Szepnęła stojąc na palcach. 
Mimo to, iż miała szpilki nadal brakowało jej kilku centymetrów do mnie. 
Chwyciła mnie za ręce i wessała się w moje usta. Uśmiechnąłem się. Chwyciłem jej wargę w moje zęby i pociągnąłem. 
-Na pewno.- Odpowiedziałem
Szybko się ode mnie odsunęła i pobiegła w stronę z której przed chwileczką wróciła. Obróciła sie ostatni raz i przygryzła usta. 
Uśmiechnąłem sie pod nosem. Wyszedłem z toalety. Znów ruszyłem w stronę wczesniejszego miejsca.
-Stary, ile mozą czekać. Cowyście tam robili? Pieprzyli się czy co?- Powiedział Andy. 
Mój usmiech przypominał uśmiech jakby złodzieja, który nie chce się przyznać do czynu.
-Prawie Andy... Prawie.- Powiedziałem.
Potem reszta wieczoru zleciała jam zawsze. Troche potańczyliśmy, a potem zmyliśmy się.
                                                                         ***
Późną nocą gdy już wróciliśmy do swoich domów położyłem się do łóżka. Telefon w kieszeni zawibrował. Odblokowałem ekran. 
"Kiedy kończymy?" SMS od Vicky. 
"Kiedy chcesz..." Odpisałem szybko. 
Na odpowiedź nie musiałem długo czekać. Gdy wróciłem z kuchni wiadomość już była na moim telefonie.
"Teraz..."

piątek, 25 października 2013

Rozdział. 20

"Czuję, że to będzie znaczyło dla mnie więcej, niż cokolwiek"


*Vicky POV*
Payne w końcu wyszedł z gabinetu doktora. Chwycił mnie pod rękę i wprowadził do środka.
-To właśnie ta kaleka z mojej winy.- Powiedział i z uśmiechem spojrzał na mnie.
No mi nie było zbytnio do śmiechu... Trochę się speszyłam.
-To co tam w tej nodze jest?- Spytał lekarz spoglądając na nogę.
-No spuchnięta jest, i bardzo boli.- Powiedziałam z rumieńcem na twarzy.
Lekarz zrobił rutynowe badania. Potem założył mi szynę i wypisał jakąś receptę. Po co mi do cholery recepta? Przecież nie jestem chora, mam tylko coś z nogą. Liam znów wziął mnie na ręce i przeniósł przez cały szpital. Potem dotarliśmy do samochodu. Wsadził mnie na siedzenie z przodu. Samochód dosłownie był przesiąknięty zapachem jego perfum.
-Ten koleś co u niego byliśmy z nogą, to mój rodzinny lekarz. Leczył mnie, moją mamę i babcię jeszcze. I jeszcze Nathana.- Powiedział opierając ręce na kierownicy.
-Nathana?- Spojrzałam na niego pytająco.
-Mój młodszy brat. Gdy miał 2 latka zmarł na zapalenie płuc. Ten doktor był przy jego narodzinach, i przy śmierci...- Jego głos zaczął drżeć.
-Przykro mi.- Schyliłam głowę
-Tak. Ale to było dawno.- Powiedział i potrząsnął głową, jakby chciał zapomnieć.
Po chwili ruszył samochodem. Jechaliśmy w miarę spokojnie pomiędzy uliczkami.
-A właściwie czym się zajmujesz?- Spytałam zaciekawiona
-Jeżdżę w wyścigach samochodowych.- Powiedział i spojrzał na mnie. Na jego twarzy pojawił się duży uśmiech.
Kurcze. Wyglądał tak idealnie jak się uśmiechał...
-Oh.- Wymruczałam i spuściłam wzrok na telefon.
Niedługo potem byliśmy już pod domem Emeli.
-No to jesteśmy...- Powiedział i spojrzał na mnie.
-Dziękuję...- Uśmiechnęłam się.-Wejdziesz?- Spojrzałam na niego pytająco.
-Wolę nie, ale dziękuję.- Lekko zmarszczył czoło.-Po wczorajszym, odmówię- Dodał.
Staliśmy tak jeszcze chwilkę. W końcu Payne zrobił pierwszy krok i przybliżył się do mnie. Pocałował mnie prosto w usta. Jak szybko mnie pocałował, tak szybko odsunął. Otarł ręką swoje usta. Stałam jak słup soli.
-Przepraszam. Nie mog.,- Wydukał i zawrócił. Wsiadł do auta i bardzo szybko odjechał. Nadal stałam jak sparaliżowana. Z tego wszystkiego wyrwało mnie to, że Emeli otworzyła drzwi i na mnie spojrzała.
-Vicky? Masz gips? Jak to ?- Patrzała na mnie jak na idiotkę.
-Emeli! No tak wyszło. Byłam u lekarza, i założył.- Uśmiechnęłam się.
Weszłam do środka. Emeli była jakaś taka dziwna.
-Widziałam.- Powiedziała w końcu w wskazała wzrokiem na ganek.
Nie wiedziałam co mam jej odpowiedzieć.
-Czemu? - Zapytała. Jej oczy przeszkliły się. Pojedyncza łza spłynęła po rozgrzanym policzku.
Co miałam zrobić? Podeszłam do niej i z całych sił przytuliłam.
-Ciiiii. On mi wszystko wytłumaczył. Już jest dobrze. Nie skrzywdzi mnie już nigdy więcej.- Mówiłam jej do ucha.
-Ciebie może i nie, ale ja i Trev boimy się. Rozumiesz boimy.- Spojrzała na mnie.
-Was też już nie skrzywdzi. Nie zrobi nic więcej mi, Tobie, Trevorowi, ani nikomu.- Mówiłam spokojnym tonem.
Dość pewnie ujęłam te słowa, ale moje myśli trochę kłóciły się z tym co własnie wysączyłam przez usta. Też się obawiałam. Tego, że gdy kiedyś będziemy sam na sam, on może mi coś zrobić. Tego, że nie powstrzyma swojej agresji. Tego, że przez jakiś czas nie będę widziała jego oczu, bo będą zasnute jakby ciemnymi chmurami. A może obawiałam się o siebie? Że sobie bez niego nie poradzę. Sama nie wiem.  Znamy się niedługo, ale to jest jakaś taka inna więź. Z tą iskrą.
Telefon zaczął wibrować mi w kieszeni. Postanowiłam to zignorować. Teraz Emeli byłą najważniejsza. Znów to samo. Boże. Czego wy ode mnie chcecie? Wyciągnęłam telefon i wyłączyłam wibracje. Gówno mnie obchodzi kto to. Usiadłśmy z Emeli na sofie i zaczęłyśmy rozmawiać. Tak zleciała nam reszta dnia. Pod wieczór w końcu sprawdziłam telefon. 13 nieodebranych od Liama. Co on chciał?
-Halo? Liam?- Powiedziałam w słuchawkę telefonu leżąc na łóżku
-Czemu nie odbierałaś?- Powiedział dość chłodno.
-Jajku. Przepraszam, ale po prostu chciałam spędzić resztę dnia z Emeli. Była smutna.- Powiedziałam
-Czemu?- Powiedział łagodniej.
-K...kłoptoy rodzinne...- Zawahałam się.
-Hm. Rozumiem...- Spotkamy się jutro? -Zapytał.
-Nie wiem. Może- powiedziałam i uśmiechnęłam się do telefonu.
-Nie może tylko tak.- Przekomarzał sie ze mną
-Payne! Dam Ci jutro znać.- powiedziałam i się rozłączyłam
Chwilę potem, zasnęłam.

poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział. 19

"I nagle jesteś wszystkim czego potrzebuję, powodem dla którego się uśmiecham..."

*Vicky POV*
-Vicky musimy iść z tą nogą do lekarza. To może być złamanie.- Mówiła Emeli od samego rana.
-Boże Em. Uspokój się nic mi nie jest. Ty tylko stłuczenie.- Mówiłam idąc w stronę walizki po jakiś bandaż, żeby obwiązać nogę.
-Jak chcesz.- Powiedziała i zeszła na dół po śniadanie.
-Zrób mi tosty. Proszę-Krzyknęłam na cały dom.
Gdy tylko Emeli wyszła szybko usiadłam na łóżku, bo promieniujący ból przeszywał mi nogę. Dobrze wiedziałam, że to nie jest niewinne stłuczenie. Gdy byłam w trakcie oplątywania nogi bandażem usłyszałam głos sms'a.
"Jak się czujesz?"
Serio Liam. Serio?
"Gówno Cię to obchodzi. Nieźle narobiłeś. Nie chcę, żebyś do mnie pisał, ani dzwonił..."
Wysłałam mu wiadomość i z obolałą nogą zeszłam na czekające na mnie już śniadanie. Trevor wyglądał okropnie... Na całej twarzy miał siniaki.
-Jejku Trev. Tak mi przykro.- Podeszłam do niego i mocno przytuliłam.
-Jakoś to przeżyję. Ale co to w ogóle miało być?- Spytał troszkę przyćmiony
-Żebym to ja sama wiedziała.-Lekko się uśmiechnęłam
Po skończonym śniadaniu poszłam na górę przebrać się w coś bardziej ludzkiego, niż pidżama. (zestaw)
-Idę się trochę przewietrzyć.- Rzuciłam chwytając za klamkę.
-Idź kaleko, tylko nie zrób sobie nic.- Powiedział Trev i szeroko się uśmiechnął
Chwyciłam klamkę i lekko ją nacisnęłam. Wyszłam przed dom. Świeże poranne powietrze dodało mi trochę otuchy na resztę dnia. Będzie dobrze. Musi być. Przeszłam obok ogródka i wyszłam na ścieżkę. Zaczęłam się kierować w stronę centrum Londynu. Szłam powoli trochę kulejąc na jedną nogę, ale starałam się to ukryć tak tylko mogłam, i z każdym krokiem zaciskałam mocno zęby. Starałam się  ignorować wzrok ludzi, bo nie zawsze udawało mi się ukryć ból, i robiłam na prawdę dziwne miny. 
Coś zabrzęczało mi w kieszeni. Kolejny sms. 
"Mogę Ci jakoś pomóc?"
Nie odpiszę mu. Nie. Po prostu nie. 
Szłam dalej. Powietrze robiło się coraz cięższe od unoszących się spalin samochodów.  Znalazłam się na moście nad Tamizą. Przeszłam go dość szybko. Zaczęłam wchodzić coraz bardziej w miasto. Coraz to więcej ludzi znajdowało się koło mnie. Prawie co drugi wciskał jakieś ulotki. Każdą brałam, bo szkoda mi tych ludzi. Stoją po kilka godzin i rozdają jakieś papierki, tylko po to, żeby i tak potem ktoś je wyrzucił do najbliższego kosza. Doszłam do samego centrum miasta. Było jak w mrowisku. Jednak to nie był zbyt dobry pomysł, bo noga pobolewała coraz bardziej. Zebrałam się w sobie i ruszyłam w drogę powrotną. Szłam tą samą trasą, którą podążałam kilka minut temu. Byłam już prawie pod samym domem. Noga tak potwornie bolała, że już nie mogłam się ruszyć. Usiadłam na ławce żeby chwilkę odpocząć. Patrzyłam na ludzi przechodzących obok mnie. Wielu z nich nie wyglądało ani na wesołych ani na smutnych. Mieli taki obojętny wyraz twarzy. Wyglądali jakby mieli założone maski. Wyjęłam telefon z kieszeni, by zadzwonić po Emeli, żeby mi pomogła dojść do domu, bo już na prawdę nie mogłam się ruszyć. Wybrałam numer i przyłożyłam telefon do ucha.
-halo Em?- powiedziałam
-No słucham Cię.- Odezwała się po drugiej stronie.
Koło mnie na ławce ktoś usiadł. Poczułam silną woń perfum. Moje serce zaczęło łomotać.
-Zaraz zadzwonię.- Powiedziałam pustym głosem odsuwając telefon od ucha. Wbiłam wzrok w ziemię. Ogarnęła mnie złość. Potworna.
-Jak ty możesz jeszcze tu przychodzić?- Rzuciłam oschle
-Mam wyrzuty sumienia.-Odezwał się cicho
-To ty masz jeszcze sumienie? Bijąc Trevora też je miałeś prawda?- 
Liam milczał. 
-Słyszałem, że chciał Ci dać dragi.-
-Skąd masz takie informacje? To bzdura!- Powiedziałam nie miło, ale inaczej nie potrafiłam. 
-Wiem, że to prawda. I wiem teraz też dlaczego on Ci chciał je dać.-
Spojrzałam na niego. Siedział na ławce bawiąc się swoimi palcami. Miał na sobie szare supry, rurki, białą koszulkę z dużym napisem "Clippers", w pasie miał przewiązaną szarą bluzę. Włosy miał idealnie ustawione na żelu, a na samym czubku głowy miał czarnego full capa. Zarost dodał mu jeszcze większej męskości. Wyglądał zabójczo. 
Nastała chwila ciszy. Przerwał ją jednym słowem.
-Przepraszam.- 
Lekko się uśmiechnęłam pod nosem. To było tak jakby moje przebaczenie. Jego twarz rozpromieniała.
-Teraz ty pomożesz mi dojść do domu, bo dzięki Tobie nie mogę stanąć na nogę. Chyba jest złamana.- Powiedziałam.
-Skoro masz takie podejrzenia to najpierw jedziemy do szpitala i nie ma dyskusji.- Powiedział stanowczo.
Wstałam na nogi, no to znaczy na jedną. Druga trzymałam w górze. Liam objął mnie swoim ramieniem na wysokości łopatek, a drugą chwycił mnie za nogi. Po chwili byłam już u niego na rękach. Zaśmiałam się cicho. Szedł ze mną kawałek drogi, aż skręcił w jedną uliczkę. Droga była dość długa, ale o dziwo stało tam tylko jedno duże auto z przyciemnianymi szybami. Odstawił mnie na chwile na ziemię, a sam otworzył mi drzwi do samochodu. niezgrabnie wgramoliłam się na kremowe siedzenie i zapięłam pasem. Liam zamknął za mną drzwi i obszedł przednią maskę samochodu i usiadł obok mnie po stronie kierowcy. W aucie czuć było jego intensywne perfumy. Po kilku minutach jazdy byliśmy już pod szpitalem. Liam wysiadł, wyszedł po mnie i wcisnął mały guziczek przy kluczach. Znów wziął mnie na ręce. Skąd on miał tyle siły? 
-Poradzę sobie. Nie musisz mnie nosić.- Powiedziałam
-Nie, nie muszę, ale chcę.- Odpowiedział dość szybko. 
Weszliśmy do szpitala. Był ogromny. Liam ruszył ze mną na rekach na pierwsze piętro. Stanął przy dużych białych drzwiach. Na chwilę postawił mnie na ziemię.
-Kogo to gabinet?-Spytałam zaciekawiona.
Liam odchylił lekko drzwi i wszedł do środka.
Dzięki. A co ze mną ?

sobota, 14 września 2013

Rozdział 18.

"Siła człowieka nie polega na tym, że nigdy nie upada, ale na tym, że potrafi się podnieść"

*Ronnie POV*
W tej chwili... Kiedy  staliśmy, to czułam się bezpiecznie.
Zaczynałam lekko drgać z zimna, bo robiło się coraz to chłodniej. Postanowiłam, że już będę szła, ale nie chciałam wychodzić z jego uścisku. Był taki ciepły, tak cudownie pachniał, on cały był taki cudowny.
- Ja już może pójdę...- oznajmiłam patrząc mu w oczy.
-Dobrze. Ale pod jednym warunkiem...- Szepnął mi do ucha...
Spojrzałam na niego pytająco.
-Odprowadzę Cię pod samiuteńki dom. Nie chcę, zęby coś Ci się stało...- Dokończył
Lekko skinęłam głową zgadzając się. Uwolniłam sie z uścisku jego silnych rąk i ruszyliśmy w stronę mojego domu. RAZEM. Na chwilę nastała krępująca cisza. Szliśmy wzdłuż jakiejś dróżki obserwując powoli zapalające się światła domów. Nasze ręce latały naprzeminnie. Liam chyba chciał coś zmienić, bo w pewnym momencie chwycił moją dłoń i rozłożył moje palce wplatając w nie swoje. Mój oddech przyspieszył. Spuściłam wzrok na nasze dłonie. W sumie, to fajnie razem wyglądały. Boże. Co ?! Jego dłoń ogrzewała moją lekko już zmarzniętą. Po niedługiej chwili znaleźliśmy się juz pod domem. Puściliśmy swoje dłonie. Stanęłam naprzeciwko niego. Spojrzałam mu w oczy, ale gdy poczułam, że się czerwienię od razu spuściłam wzrok. Ale nie zakrywałam się dłońmi, mimo, że teraz tego najbardziej chciałam. Nie chciałam mu tego zrobić, bo ja obiecałam mu, a on mi.
-Więc...- Przerwał ciszę jaka nastała pod drzwiami.
-Już może wejdę...- Powiedziałam nieskładnie.
-Dobrze. Dobranoc. Do jutra. Dzisiaj wyjście nie wyszło, ale jutro też jest dzień.- Pochylił się i zaśmiał mi się cicho do ucha. Moje ciało przeszedł dreszcz. Powoli ruszyłam do drzwi. Chwyciłam klamkę i obróciłam się. On tam dalej stał. Czemu jeszcze nie odszedł? Po wejściu do domu przywitała mnie Emeli z wielkim usmiechem na twarzy. Przewróciłam oczami i spojrzałam na nią wymownie. Nadal stała na środku salonu i się uśmiechała. Zarumieniłam sie lekko i spuściałm głowę. Zdjęłam buty i weszłam głębiej. Na chwilkę tylko się zatrzymalam i zerknęłam przez zasłonięte okno koło drzwi. Liam nadal tam stał. Po chwili wziął w dłoń telefon i wykręcił chyba jakiś numer i ruszył szybkim krokiem w przeciwną stronę z której przyszliśmy. Spojrzał ostatni raz w stronę drzwi i chyba mnie zauważył, bo lekko się uśmiechnął. Szybko zasunęłam okno i poszłam prosto do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i siedziałam w bezruchu. Oparłam glowę na rękach. W pewnym momencie z dołu usłyszłam głośne trzaśnięcie drzwiami. Wstałam, by pójść sprawdzić co się stało. Już w korytarzu słyszłam krzyki Emeli, wołającej moje imię. Moje serce przyspieszyło. Na sekundę przystanęłam na schodzie, gdy usłyszałam głośny krzyk Trevora. Zakryłam ręką usta. Co się tam dzieje do jasnej cholery? Słyszłam coraz głośniejszy głos Emeli. W przerwach krzyczała żeby przestali. Zbiegłam jak najszybciej jak się da po schodach... Na dole zobaczyłam Liama, jak okłada twarz Trevora bolesnymi ciosami. Uderzał raz za razem. Jego ręce ruszały się jak maszyny. Trev chciał się jakoś obronić i wydostać z uścisku Payne'a. Ale mu się nie udało. Szybko podbiegłam do Liama i chwyciałam w swoje dłonie jego silne ręce. Walczyłam z jego mięsniami. 
-Liam! Stój! Co ty robisz?!- Krzyczałam mu prosto do ucha.
Nic. Żadnego oddzewu z jego strony. Wciąż trzymałam jego ręce, by choćby trochę go odciągnąc od Trevora. Raz chwyciłam go tak mocno i odciągnęłam jego rękę, że aż się wygięła. W tym momenice Trevor mógł się dydostac z jego uścisku i pobiec do Emeli. Liam stanął naprzeciwko mnie. Jego oczy były takie ciemne. Zaszyły się jakby chmurami. Jak to jest możliwe? Chwycił moją dłoń, która nadal go trzymała i mocno odepchnął. Cisną mną z dużą siłą, bo padłam na ziemię. Jak żyję nie widziałam tak złego człowieka. 
-Patrz co narobiłeś! Ronnie leży na podłodze, Trevor jest cały zmaskarowany. Coś ty narobił? Czy tego chciałeś?- Wrzeszczała Emeli dławiąc się słonymi łzami.
Próbowałam się podnieść z podłogi, ale nie dałam rady. Moja noga spuchła do dużych rozmiarów i bolała jak nie wiem. 
-Liam! Idź stąd!- Krzyknęłam ostrym tonem.
Jakby na dżwięk mojego głosu oczy pojaśniały. Jeszcze nie całkiem, ale trochę... Przez łzy krzyczłam, żeby wynosił się z tego domu. Byłam tak przerażona, że nie wiedziałam co mam jeszcze krzyczeć.
-Weronika...- Powiedział cicho.
-Liam, idź stąd. Boję się Ciebie... Prosze wyjdź.- Krzyczłam nadal leżąc na ziemi. Nie mogłam ruszać nogą, więc nie miałam nawet opcji wstać. Emeli zajmowała się przerażonym Trevorem.
Po moich słowach Liam padł na kolana. Widziałam jak chciał coś powiedzieć, ale nie wiedział co. Za oknem mocno zagrzmiało... Nagle dało się usłyszeć spadjące krople deszczu.
-Liam. Proszę, wyjdź.- Powiedziałam błągalnym tonem
Wstał z ziemi i poszedł w stronę drzwi. Chwycił klamkę i przekrecił ją. Gdy otworzył drzwi słychać było duże krople deszczu spadające z nieba. Drzwi się zatrzasnęły... A ja nadal leżałam na podłodze płacząc z bólu i przerażenia... Nienawidzę go. NIENAWIDZĘ.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Rozdział. 17

"Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą"

*Liam POV*
Gdy tak na mnie patrzyła chciałem się na nią rzucić i całować jak opętany. Idealne oczy wpatrywały się we mnie. Zauważyłem, że zamyka oczy, swoje usta zbliża do moich. Mój oddech nieco przyspieszył. Ona na serio chce mnie pocałować?  Nie wiedziałem co mam zrobić, więc powtórzyłem jej ruchy. Nasze twarze były dokładnie milimetry od siebie a tutaj mój cholerny telefon dał o sobie znać. Głośno zawibrował na blacie w kuchni. Szybko otworzyła oczy a jej źrenice momentalnie się zmniejszyły. Odsunęła swoją twarz wbijając wzrok w nadal wibrujący telefon. Podniosła rękę i przejechała palcami po swojej grzywce zakładając ją przy okazji za ucho. Ułożyłem usta w prostą linię. Oparłem ręce powyżej kolan i wstałem. Ominąłem sofę, potem przeszedłem po zimnej podłodze między salonem a kuchnią dochodząc do dużej wyspy na środku kuchni. Wziąłem telefon w rękę i jednym ruchem palcem przejechałem po ekranie w celu odebrania tego cholerstwa. Ronnie nadal siedział i wpatrywała się we mnie czujnie.
-Czego?!- Wysyczałem przez usta, gdy tylko odebrałem
Głos w telefonie był mi całkiem obcy. Nie zważając na numer tak po prostu odebrałem.
-Dzień dobry. Tutaj biuro obsługi. czy rozmawiam z panem Liamem Paynem ?- Powiedziała powoli kobieta po drugiej stronie słuchawki
-Tak.- Powiedziałem arogancko.
Po co dzwonisz głupia starucho? Nie chcę słuchać twoich głupot. Zamknij ryj i się rozłącz, albo ja to zrobię...
-Nasza firma chce panu zaoferować nową świetną of...- Głos się urwał.
Mówiłem. Wyłączyłem telefon odkładając go znów na blat.
-Ja może już pójdę...- odezwała się po cichutku Weronika.
-Czemu?- Spytałem nawet spokojnie.
-No... Bo... Emeli na mnie czeka. Przepraszam.- Powiedziała pod nosem i jednym ruchem ręki chwyciła swoją czapkę, założyła ją na głowę i ruszyła w stronę drzwi wyjściowych. Ja jak głupi kołek stałem tam i patrzyłem się an to wszystko. Szybko wciskała buty na stopy, próbując jak najszybciej zawiązać sznurówki. Boże.
-Może jednak zostaniesz jeszcze chwilkę. Proszę...- Powiedziałem podchodząc do niej powoli...
Widziałem, że była trochę spłoszona. Uciekała wzrokiem. Podszedłem do niej chwyciłem jej twarz w moje dłonie. Czułem jak serce jej przyspiesza. Powoli robiła się czerwona. Kciukiem przejechałem po jej ciepłym policzku. Złożyłem pocałunek w na gorącej części jej twarzy. Nie wiem czemu, ale bardzo się stresowałem... Chyba sie spłoszyła, bo odwróciła twarz i sprytnie wydostała sie z moich rąk. Chwyciła ręką klamkę i wyszła za drewniane drzwi. Tak szybko zniknęła mi z oczu. Napełniła mnie złośc. Ba! Można powiedzić, że byłem wściekły. Pozostaje pytanie. Na kogo? Siebie? Ją? Na co ? Telefon ? Sam nie wiem. Podszedłem do kuchennego blatu i wziąłem telefon w rękę. Wykręciłem numer do Ronnie. Nic. Niby sygnał był, ale nie odbierała. Znów się we mnie zagotowało. Telefon nadal znajdował się w mojej dłoni. To nie było dobre miejsce. Cisnąłem nim z całej siły w podłogę roztrzaskując na kawałki. Nic się zrobić już nie dało. Kucnąłem. Co ja mam mysleć... Czemu poszła? Głupia baba z biura obsługi. Telefon w kawałakach, ja wściekły. Musiałem za nią wyjść. Szybko podniosłem się z podłogi. Chwyciłem kurtkę, którą wcześniej powiesiłem na wieszaku, szybko zaciągnąłem buty na nogi i dosłownie wypaliłem jak petarda. Zamknąłem dom na klucz i ruszyłem. Zauważyłem jej krępą posturę znikającą za krzakami. Widziałem, że się obruciła. Spotkałem jż wzrokiem. Zaczęła iść szybciej, na co ja zacząłem szybciej biec. W sumie to dobrze mi zrobiło, bo złość ze mnie uleciała.
-Ronnie!- Krzyczałem zdyszany.
Przyspieszyła kroku. Kurwa zwolnij.
-Ron! Weronika!- krzyczałem ile sił miałem u płucach po krótkim biegu dogoniłem ją. Chwyciłem od tyłu i mocno przytuliłem. 
-Liam...- Powiedziała cicho
-Ciiii.-Powtarzałem głaszcząc jej miękkie włosy. 
Odwróciła się do mnie i objęła rękami. Wtuliła się w mój tors i po prostu stała. Pocałowałem ją w czubek głowy.

środa, 31 lipca 2013

Rozdział. 16

"Ten kto kocha na prawdę, kocha w milczeniu, uczynkiem, a nie słowami..."

*Ronnie POV*
Weszłam głębiej w dom. Ale on był ogromny! Wow. Powiedział żebym się rozgościła i wskazał mi ręką lekko szarą sofę. Ściągnęłam buty i dalej zdziwiona wnętrzem ruszyłam w stronę salonu. Gdy szłam przez pomieszczenie spotkałam się ze wzrokiem Liama.  Zarumieniłam się. Powoli usiadłam na sofie wbijając wzrok w jeden punkt na stoliku do kawy. Liam sięgnął swoją ręką do tylnej kieszeni. Wyciągnął z niej paczkę papierosów i zapalniczkę. Wziął jednego szluga do buzi i podpalił go zapalniczką. Zaciągnął się raz. Potem wypuścił powietrze przez usta. Boże jedna mała część na twarzy a potrafi mi zrobić wodę z mózgu. Patrzyłam uważnie jak zaciąga się kolejny raz. Gdy dym do mnie doleciał, zaczęłam kaszleć. Nienawidziłam zapachu i dymu z tego przeklętego czegoś...
-Mam prośbę.- Powiedziałam cicho. 
Liam lekko się wzdrygnął. Zaciągnął się kolejny raz i spytał
-Jaką ? - Rozległo się w pomieszczeniu
-Czy mógłbyś nie palić ? To okropne...- Wybełkotałam.
-Zobaczymy... - Jego głos przyprawiał mnie o ciarki.- Ale teraz przepraszam.- Dokończył i zawadiacko się do mnie uśmiechnął.
Czy ja dalej żyję ? Mój Boże. Liama powoli zaczął ruszać w stronę dużego balkonu. Otworzył drzwi mocniejszym pociągnięciem. Jego mięśnie się napięły, i dopiero teraz zauważyłam jakie ma wysportowane ciało. Gdy stanął na balkonie, oparł się rękoma o barierkę to wyglądał tak... groźnie a zarazem pociągająco. Wziął fajkę do buzi i zaciągnął się dymem. Powoli wypuszczał opary ze swoich ust. Wbiłam w niego wzrok. Nie mogłam się napatrzeć. Cholera... W końcu używka mu się skończyła. Chwycił peta dwoma palcami i cisnął nim na trawnik znajdujący się przed nim. Odwróciła się w stronę domu. Od razu spuściłam wzrok.  Gdy położył rękę by móc popchnąć balkonowe drzwi, moje serce zaczęło wariować. Uspokój się Ronnie. Tylko oddychaj. Gdy Liam uporał się już z drzwiami balkonowymi wszedł do pomieszczenia. Jego perfumy wparowały razem z nim. Mocny zapach perfum od Calvina Kleina Free zaczął igrać z moimi nozdrzami. Gdy stanął już w pokoju akurat musiał zawiesić swój wzrok na mnie. Moje policzki oblały się rumieńcem. Czy ja płonę? Tak mi strasznie gorąco.... Co miałam zrobić ? Wbiłam wzrok w ziemię, bo nagle idealnie biały dywan wydał mi się niezmiernie ciekawy. Po chwili podniosłam troszkę wzrok. On stał tam dalej nieruchomo i mi się przyglądał. Cholera. Twoje spojrzenie pali Liam. Rozumiesz? PALI! Kurczowo bawiłam się palcami. W końcu się ruszył. Oparł się o futrynę drzwi balkonowych i stał. Kurwa. Debilu nie patrz się , bo Ci zaraz dowalę. Nie mam już co ze sobą zrobić. Cholera...
-Bardzo ładnie wyglądasz...- Powiedział do mnie swoim głębokim głosem.
 Jego silny głos rozniósł się po całym pomieszczeniu, i sprawił, ze byłam czerwona jak burak. Aż mnie coś w żołądku ścisnęło. Potem się jeszcze chamsko zaśmiał. Po tym chichocie nogi mi zmiękły. Uwielbiał słuchać jak Liam się śmieje, to było jak muzyka dla moich uszu. 
-Przestań.- Bąknęłam pod nosem i zakryłam gorące policzka dłońmi. Boże on się ruszył. Gdy zorientowałam się ,że idzie w moją stronę, to już wolałam żeby stał tam sobie jak sierota pod tymi drzwiami...
Szybko ominął niski stolik do kawy na którym stały jakieś ciastka. Po chwili był już koło mnie. Stanął przede mną a ja opuściłam wzrok w dół. Tak super. Payne jest na tyle wysoki, że gdy stanął nade mną jego 'przyjaciel' był na wysokości moich oczu. Kucnął przede mną. Nasze twarze były tylko kilka centymetrów od siebie... Zaczęłam szybciej oddychać. Chwycił moje dłonie w swoje i lekko pociągnął odciągając je z mojej twarzy. Spojrzał mi w oczy i powiedział głębokim głosem :
-Proszę. Ja spróbuję coś zrobić z fajkami dla CIEBIE.- Jak zaznaczył. Się już nie wywyższaj, bo jakbyś chciała to sam byś rzucił, bez mojej pomocy...- Ale za to ty, już nigdy, ale to prze nigdy nie chowaj swoich rumieńców za rękoma, zgoda ?- Spojrzałam w jego idealnie brązowe oczy. Jakie one były piękne. Jeszcze nigdy nie widziałam takich oczu. Jego idealna twarz była na wprost mojej. Oczy wpatrzone w siebie. Chciał tylko odpowiedzi. Lekko skinęłam głową na znak aprobaty, i spuściłam wzrok. Czułam, że znów jestem czerwona. lekko ruszyłam rękoma, bo już chciałam się zakryć, ale gdy tylko Liam to poczuł zacieśnił swój uścisk na moich rękach. 
-Nie , proszę.- Wyszeptał. W tym momencie zapomniałam jak się oddycha. Odpuściłam jego uściskowi. Nadal kucał naprzeciwko mnie i wpatrywał się we mnie. Skanował moja twarz centymetr po centymetrze.

niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział. 15

2 Komentarze i następny ? ;)


„Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy.”

*Ronnie POV*
Co innego miałam zrobić? Poczułam się niekomfortowo... Liam. On mnie... pocałował. Był wtedy taki delikatny. Nie naciskał. Mam mieszane uczucia. Jest cholernie przystojny i wobec mnie delikatny. Ale tamta sytuacja. Kiedy przycisnął mnie tak mocno. Jego oczy były czarne. Przestraszyłam się go. Co mam myśleć ? Liam! Zdecyduj sie w końcu. Czy jesteś miły czy nie... Wzięłam czapkę w rękę i pobiegłam do tych schodów na które kilkanaście minut wcześniej wchodziłam.Biegłam chyba dość szybko, bo słyszłam coraz to cichszy głos Liama za sobą. W końcu dotarłam do drzwi. Mocno je popchałam a te głośno skrzypnęły. Stanęłam. Spojrzałam w lewo a nastepnie w prawo. Własnie po mojej prawej stało czarne auto z przyciemnianymi szybami. W środku był dobrze zbudowany mężczyzna. To zapewne ten cały Paul ... Na oczach miał okulary. Gdy go zeskanowałam wzrokiem uśmiechnął się do mnie. Gdy ukazał swoje zęby już nie wygląłał tak groźnie. Uśmiechnęłam się do niego i pewnym krokiem ruszyłam przez łąkę, bo chciałam sie dostac do lasku i z niego wyjść, i w końcu iść do domu. Lewa, prawa, lewa, prawa. Dość szybko przebierałam nogami. W mniej niż 3 minuty doszłam do lasku. Znów stanęłam na jego krawędzi.Pierwsze kroki. Słońce przebijało się przez gałęzie wysokich drzew. Przeważały tam sosny. Szłam chilę przez roślinność, aż doszłam do końca lasu i stanęłam przed furtką. Mocno chwyciłam klamkę i popchnęłam małe drzwiczki. Wyszłam z nich. Szłam dróżką słysząc tylko moje buty. W oddali odbijał się  ponowny odgłos klaksona. Stanęłam w miejscu. Moje serce przyspieszyło. Znów zaczęłam iść, tylko troszkę szybciej.  W pewnej chwili za sobą usłyszałam ryk głośnego silnika. Już prawie biegłam. Ale to na nic. Szybki samochód Liama w mig mnie dogonił. Nie chciało mi się już biec więc stanęłam. Założyłam czapkę na włosy zostawiając grzywkę. Dosłownie sekundę później tuż obok mnie zatrzymał się duży wóz. Szyba od strony pasażera zaczęła się powoli otwierać. Ciemne okna znikały w drzwiach. Gdy obróciłam głowę napotkałam wzrok zmieszanego Liama. Nie musiał nic mówić. Wiedziałam, że chciał pogadać. 
-Musimy pogadać.- Oznajmił mi swoim pełnym głosem i lekko otworzył usta czekając na moją odpowiedź. Moje serce zaczęło szybciej bić. Jego głos doprowadzał mnie do szaleństwa. Lekko skinęłam głową. Na to on obrócił się do swojego kierowcy powiedział mu coś po cichu i ostrożnie otworzył drzwi samochodu. W dali znów usłyszałam grzmot. Cholera znowu ma padać ? Stanęliśmy i patrzyliśmy jak auto oddala się dostając coraz to większej prędkości. Ciągnęła się za nim tyko chmura kurzu.
-Przepraszam.- Powiedział stawając na przeciwko mnie. 
Czułam się do niego taka niska. Spojrzałam w górę. Chciałam popatrzeć w jego oczy, ale unikał mojego wzroku. 
-Spójrz na mnie.- Powiedziałam pewnym głosem. 
Znów odwrócił wzrok. Cholera! Paptrz się na mnie palancie!
-No popatrz się na mnie...- Powiedziałam mocniej. 
W końcu jakaś reakcja.  Górował nade mną. Wpił swój wzrok w moje oczy. Teraz trzeba coś powiedzieć.
-Nic się nie stało. Na prawdę.- Powiedziałam cicho przytulając się do jego torsu. Czemu ja to w ogóle zrobiłam. ? Nie wiem. Ale chciałam, żebyśmy jeszcze chwilę tak postali. Oh, jakie to oryginalne. Niska dziewczyna wtulona w wysokiego chłopaka. Ale to nie był taki zwykły uścisk. Ja przytulałam, bo chciałam mu pokazać, że nie ma za co przepraszać. Znów usłyszałam grzmot. Mocniej do niego przywarłam gdy tylko do moich uszu dostał się dźwięk, który tak mnie przerażał. Poczułam jego dotyk na sobie. Moje zmysły wariowały. Przeszła mnie gęsia skórka. Powoli głaskał moje plecy kierując się do góry. Zatrzymał się na włosach i powoli je gładził swoimi dłońmi. Nagle poczułam jak mnie podnosi. Oplotłam swoje nogi za jego plecami. Z rękami zrobiłam to samo. Glowę położyłam w zagłębienie między szczęką a karkiem. Lekko oparł swoją głowę na mojej całując mnie w czubek włosów. Wtuliłam się w niego bardzo mocno. Zaczął powoli iść. To ile miał siły, było zniewalające. Doszliśmy tak do końca dróżki, aż nie zaczęły się wyłaniać pojedyncze domy. Cały czas mocno trzymał mnie na rękach. Lekko się poprawiłam. Gdy tak wisiałam na nim myślałam, że mam duże szczęście, bo to właśnie telefon jego kolegi znalazłam. Gdyby nie to, nie poznałabym go pewnie. Zaczęłam sobie pod nosem nucić piosenkię.  "Falling a thousand feet per second, You still take me by surprise, It just know we can't be over. I can see it in your eyes. making every kind of silence, Takes a lot to realize . It's worse to finish than to start all over . And never let it lie, And as long as I can feel you holding on. I won't fall Even if you said I was wrong " 
-Bardzo ładnie śpewasz.- Powiedział przyprawaiając mnie o zawał serca. Nie mów nic, bo mnie uśmercasz swoim głosem idioto. Po tych słowach już nie zdoałam nic powiedzieć, więc siedziałm cicho... Doszliśmy to znaczy on doszedł do końca drogi i byliśmy już przy głównej ulicy. Zatrzymał sie i popatrzył w lewo, w prawo i znów w lewo. W końcu ruszył w lewo. Była to przeciwna droga w którą miłam plany iść. Podniosłam głowę by coś powiedzieć. 
-Ciiiii. Nie bój się. Nie skrzywdzę Cię. Tylko mi zaufaj.- Powiedział szepcząc mi do ucha. Przeszły mnie ciarki. Postanowiłam się nie sprzeciwiać... Byłam ciekawa dokąd mnie zabierze. Szliśmy kawałek, aż skręciliśmy w już mi znaną uliczkę. Byłam wpatrzona w jeden punkt na ogromnym murze obok którego przechodziliśmy. To w tamtym miejscu Liam był taki zimny i nie miły... Doszliśmy do dwóch bloków. Payne sprytnie prześlizgnął się między małymi krzaczkami, które stały nam na drodze. Przeszliśmy kolorowe budynki. On mnie cały czas niósł na rękach. !  Jak to możliwe ? Gdy przeszliśmy bloki za nimi ukazał się jeden dom. Nie za duży nie za mały. Taki w sam raz. Był piękny. Idealne wysokie kolumny prztrzymywały strop, by sie nie zawalił. Cały był pomalowany na lekko brzoskwiniowy kolor.
-Ty tam mieszkasz?- Powiedziałam, wtulając się w niego
-Tak. I tam właśnie idziemy. Chcę Ci coś pokazać.- Oznajmił.
Nie sprzeciwiałam się, bo było idealnie. Jego silne ręce nadal mnie obejmowały, więc czułam się bezpiecznie. Chwilę potem byliśmy pod jego domem. W końcu z niego zeszłam. Pozowoliłam mu wyjąć klucze z kieszeni spodni pilnie obserwując każdy jego ruch. Wsadził mały kluczyk do zamka i go przekręcił. 
-Zapraszam, panno Weroniko.- Powiedział, chwycił za okrągłą klamkę, przekręcił ją i otworzył drzwi ukazując mi pomieszczenie.
_____________
TŁUMACZENIE PIOSENKI:
*Falling a thousand feet per second
You still take me by surprise
I just know we can't be over
I can see it in your eyes
Making every kind of silence
Takes a lot to realize
It's worse to finish than to start all over
And never let it lie
And as long as I can feel you holding on
I won't fall
Even if you said I was wrong*

*Spadając tysiąc stóp na sekundę,
Ciągle mnie zaskakujesz.
Po prostu wiem, że nie możemy ze sobą skończyć
Widzę to w Twoich oczach
Tworząc każdy rodzaj ciszy
Potrzeba wiele, żeby sobie uświadomić, że
Jest gorzej skończyć niż zacząć ponownie.
I nigdy nie pozwól kłamać
I jak długo czuję, że jesteś cierpliwa
Nie spadnę
Nawet jeżeli powiedziałaś, że się myliłem.*


niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział.14

"A gdy serce twe przytłoczy, myśl, ze żyć nie warto. Z łez ocieraj cudze oczy chociaż Twoich nie otarto"


*Liam POV*
Ona była taka... delikatna i bezbronna. 
-N...nic się nie stało.- Powiedziała do mnie półszeptem. Odwróciłem wzrok w stronę okna. Potem znów spojrzałem na nią. Łzy spływały jeszcze po jej policzkach. Uniosłem swoją dłoń i kciukiem otarłem słoną ciecz z jej twarzy. Lekko przytuliła się do mojej dłoni.Spojrzałem w jej oczy. Mówiły, że jest jej ciężko... Przepełnione były bólem i lękiem. Mam nadzieję, że nie przede mną. Ona jest jakaś taka inna. Wtedy tam w domu kiedy z Andy'm przyjechałem po telefon... To ona przykuła moją uwagę. Zbliżyłem się do niej jeszcze trochę. Nasze ciała dzieliły może z 4 centymetry. Spojrzała prosto w moje oczy lekko pochylając głowę. Objąłem ją moim ramieniem. Swoje ręce przełożyła za moimi plecami mocno zaciskając ze sobą dłonie. Moja ręka powędrowała w stronę jej głowy. Byłem od niej trochę wyższy, więc mogłem spokojnie pocałować ją w czubek głowy. Gdy tak staliśmy przypomniał mi się tekst jednej piosenki.
-Settle down with me, cover me up. Cuddle me in Lie down with me And hold mi in yours arms. And you heart's against my chest, your lips. Pressed to my neck. I'm falling for your eyes, but they don't know me yet. And with a felling I'll forget, I'm in love*- zanuciłem cicho do jej ucha.

Podniosła swoja głowę z mojego torsu i spojrzała w moje oczy. 
Lekko się uśmiechnęła. Przygryzłem wargę na sam ten widok. Lekko otworzyła usta. 
-Kiss me like you wanna be loved, You wanna be loved, You wannna be loved. This feels like falling in love Falling in love We're falling in love.* Też to znam.- Powiedziała i lekko się uśmiechnęła. Czy ja mam to uznać jako rozkaz ? Co mam zrobić? Musze przynajmniej spróbować. Chwyciłem ją za nogi na co lekko się wzdrygnęła. Lekko ją uniosłem tak na wysokość moje pasa. Oplotła swoje nogi wokół mnie. Wzrokiem byliśmy na przeciwko siebie. Jej oczy i moje w jednej linii. Przybliżyłam swoją twarz do jej na co ona ją troszkę odchyliła. Co to ma być? 
-Pozwól.- Powiedziała mi po cichu rozbudzając moje zmysły. - Zamknij oczy i pomyśl o czymś przyjemnym- Dodała po chwili wpatrując się w moje rozszerzone źrenice. Zrobiłem z niechęcią to co chciała. Miałem nadzieję, że będą ją cały czas widział. Moje powieki powoli opadały na dół. W końcu zamknąłem oczy. Czułem jak jej twarz zbliża się do mojej. Najpierw przywarła lekko do mnie ustami jedynie mnie muskając nimi, ale po chwili wpiła się mocniej. Moje zmysły wariowały pierwszy raz czułem coś takiego całując się z dziewczyną. Było ich trochę przed Ronnie, ale to było coś. Iskry przeszyła całe moje ciało gdy otworzyłem oczy. Była na przeciwko mnie. Łaskotała mnie swoimi rzęsami... Miała zamknięte oczy. idealnie narysowane kreski na oczach dodawały jej uroku. Otworzyła oczy. Idealnie zielone źrenice były we mnie wpatrzone. Oderwała się ode mnie nie spuszczając wzroku. 
-Teraz ty zamknij oczy.-Powiedziałem po cichu.
Skinęła głową na zgodę i lekko się uśmiechnęła. Gdy zrobiła to co powiedziałem zaryzykowałem. Znów zbliżyłem się do niej. Lekko przyjechałem nosem po jej policzku. Pięknie pachniała. W jednej chwili nasze usta się złączyły, tym razem z mojej inicjatywy. Nie chciałem żeby poczuła się niekomfortowo więc powoli włożyłem język do jej buzi. Nie sprzeciwiała się. W tej chwili całkowicie mi się oddała. Języki latały jak szalone. Tańczyły swój własny taniec czy co ? Kurwa. Ogarnij się chłopie. Pomyślałem. Zwolniłem trochę tempo. Usłyszałem jak próbowała złapać oddech. Lekko się uśmiechnęła. Chwila idealna... Ale zawsze jak jest taka chwila to musi się coś zepsuć. Za oknem usłyszałem głośny klakson. Weronika szybko otworzyła oczy i oderwała się ode mnie. Była trochę przestraszona. Szybko ze mnie zeskoczyła i spojrzała wymownym wzrokiem.
-No co? To tylko Carol.- Uśmiechnąłem się do niej na co zmarszczyła brwi.
-Kto?  A z resztą... Ja już może pójdę.- Powiedziała w pośpiechu i zmieszaniu.Wzięła czapkę z parapetu, którą wcześniej tam położyła. Już się zbierała, ale zdążyłem chwycić ją za rękę.
-Odwiozę Cię.- Powiedziałem licząc że się zgodzi. 
-Już nie pada. Przejdę się.- Powiedziała i ruszyła szybko w przeciwną stronę. Może czuła się trochę niezręcznie? Co ja takiego zrobiłem ?

_____________
Zapraszam do komentowania < 3
Tekst z gwiazdką jest tekstem piosenki Ed'a Sheerana pt. Kiss Me. Tłumaczenie tych fragmentów:
Settle down with me
Cover me up
Cuddle me in
Lie down with me
And hold me in your arms

And your heart's against my chest, your lips 
Pressed to my neck
I'm falling for your eyes, but they don't know me yet
And with a feeling I'll forget, I'm in love now 

*Ustatkuj się ze mną
Okryj mnie
Przytul mnie
Połóż się ze mną
I trzymaj mnie w swoich ramionach 

Twoje serce na przeciwko mojej piersi, Twoje usta Przyciśnięte do mojej szyi 
Zakochuję się w twoich oczach, które jeszcze mnie nawet nie poznały
I z uczuciem zapomnę, jestem teraz zakochany*

Kiss me like you wanna be loved
You wanna be loved
You wanna be loved
This feels like falling in love
Falling in love
We're falling in love

*Pocałuj mnie tak, jakbyś chciała być kochana 
Chciała być kochana 
Chciała być kochana 
To uczucie sprawia, że się zakochujemy 
Zakochujemy się
Zakochujemy się w sobie*

sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział.13

     " Cokolwiek robię, uczy mnie to czegoś o życiu"

*Vicky POV.*
Liam w tej chwili był taki... zimny. Jego oczy momentalnie pociemniały, ale gdy spojrzał na mnie zjaśniały, i stały się znów takie jak wcześniej. Brązowe, wręcz kasztanowe. Po słowach jakie wypowiedział stwierdziłam, iż może nie warto mu odmówić. Mój tors wciąż bardzo bolał, po tym co się stało. 
-Dobrze. Będę po Ciebie koło 18. - Liam  momentalne wbił wzrok w płyty chodnikowe, które idealnie do siebie przylegały. Nic nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam co. Czy tak na prawdę chcę iść gdzieś z... NIM? 
-Dobrze. Będę gotowa.- Wyszeptałam pełna obawy w głosie.
Liam po moich słowach obrócił się przeczesał ręką postawione do góry włosy, głęboko odetchnął i ruszył w kierunku swojego bloku.  Ja sama zrobiłam to samo, tylko, że w przeciwną stronę. Poruszałam się między szarymi blokami, wchodząc w coraz to kolorowe dzielnice. Bloki zaczęły zanikać, a na ich miejsce lądowały domu. Każdy innego koloru, na każdym z ogródków kolorowe, kwiatki. Dzieci bawiące się na huśtawkach były urocze. Jedno śmiało się do drugiego ukazując białe ząbki. Szłam kilkanaście minut, aż doszłam do miejsca, z którego wiedziałam jak wrócić już do domu. Ale jeszcze nie chciałam. Musiałam pomyśleć... Pomyśleć, nad tym co zaszło. Miałam mieszane odczucia. Z jednej strony Liam to cholernie przystojny mężczyzna, który może zniewolić jednym spojrzeniem każdą kobietę, ale z drugiej strony jest też nieobliczalny. Nie spodziewałabym się po nim tak gwałtownej reakcji. Udałam się w jedną z bocznych uliczek. Boże znowu to samo? Nie. t\Ta była jakaś inna. Powoli zaczęłam wychodzić na coraz bardziej otwartą przestrzeń. Łagodne dźwięki szeleszczących liści oraz śpiew ptaków zdawały się łaskotać moje uszy. Szłam jeszcze kilka metrów prosto. Doszłam do małej drewnianej bramki. Powoli stawiałam kolejne kroki badając nowy, nieznany teren. Położyłam rękę na małą klamkę przytwierdzoną do furtki i je pociągnęłam, a potem popchałam. Zadziałało. Drzwiczki cichutko zaskrzypiały, co spowodowało gęsią skórkę na moich rękach. Wiatr delikatnie muskał moje dłonie, sprawiając, że palce zaczynały powoli marznąć. Postanowiłam, że zrobię jeden krok za bramkę. I rzeczywiście. Potem zaczęłam wchodzić głębiej i głębiej. Był tam mały lasek. Weszłam do niego. Słońce przebijało się przez wysokie gałęzie. Raziło mnie co jakiś czas w oczy. Rozglądałam się za każdym razem, kiedy usłyszałam najmniejszy szelest. Wokół mnie było wiele drzew. Nie wiadomo, co mogło się za nimi kryć. Szłam przez zarośnięty las wsłuchując się w ćwierkot ptaków, które co jakiś czas przelatywały nad moją głową. Las zaczął się troszkę rozjaśniać, co musiało oznaczać koniec wysokich drzew. Wyszłam z niego. W końcu. Gdy stanęłam na samym jego skraju zauważyłam, jak ciemne chmury spowijają przed chwile błękitne niebo. Głośny grzmot. Co mam zrobić? To niebezpieczne stać pod drzewem podczas burzy. Była kilka metrów ode mnie widziałam zbliżający się deszcz. W oddali zauważyłam, coś jakby stary opuszczony dom. Zaczęłam biec w jego kierunku. Nie zauważyłam nikogo. Nawet śladów bytu gdzieś w pobliżu... Moje nogi dawały z siebie wszystko. Coraz głośniejsze grzmoty oraz szybki bieg sprawiały, że serce biło jak oszalałe. Zawsze bałam się burzy, a tutaj jeszcze takie coś. Zarys budynku zaczął mi się lepiej ukazywać. Byłam coraz bliżej włosy wystające z czapki wpadały do buzi. Mój oddech już wysiadał. Ale jeszcze kawałek. Dam radę. Muszę.W końcu dobiegłam pod budynek. Zauważyłam drzwi. Obok nich metalowa tabliczka "ZAKŁADY PRZEMYSŁOWE COLLINS'. SPÓŁKA Z.O.O." Tabliczka była już trochę zardzewiała. Ogromna stalowa kłódka,trzymała drzwi, aby nikt przez nie nie wszedł. Na szczęście troszkę podrdzewiała i dało się ją złamać w miejscu, gdzie była najbardziej zniszczona. Grzmoty były coraz głośniejsze. Chwyciłam ogromną klamkę i pociągnęłam w dół. Popchałam drzwi, na co one się tworzyły. Skrzypienie jakie z siebie wydały rozniosło się po ogromnej przestrzeni. Powoli weszłam do środka. Było tam zimno. Bardzo zimno. Rozejrzałam się. Ale to było cholernie duże.Na przeciwko mnie były schody. Po mojej prawej i lewej nie było nic. Zupełne pustki. Jedynie ściany z czerwonej cegły odgradzały mnie od świata. Już słyszałam jak ogromne krople deszczu uderzają o dach. Podeszłam do interesujących mnie schodów. Położyłam na nich moje dłonie i mocno je przycisnęłam. Były w porządku. Powinny wytrzymać. Postawiłam jedną nogę na pierwszy stopień. Cicho zaskrzypiały. Potem dołożyłam drugą nogę i tak na zmianę aż weszłam na wyższe piętro. Tam dokładnie to samo. Nic. Pustki. Ale ta fabryka była chyba tylko jednopiętrowa. Gdy spojrzałam w górę zauważyłam wysoki strop dachu. Rozglądałam się po całej powierzchni, ale nic nie mogłam wypatrzeć. Nic co by mi pomogło. wyciągnęłam telefon z kieszeni. Cholera. Nie ma zasięgu...Usiadłam na podłodze. Nogi podwinęłam pod brodę. Co mam teraz zrobić? To miejsce jest straszne. Jak na tych filmach, gdzie gdy ktoś znajdzie taką fabrykę, to jest ona pusta. Potem zjawiają się zombie i pożerają mózg. Kurwa. Co ja gadam? Nie mogę dać zawładnąć sobą takimi myślami. Wstałam i otrzepałam tył moich spodni. Moją uwagę przykuła pewna stara gazeta. "Fabryka Collins' zbankrutowała! Kryzys spowodował, że najlepiej prosperująca fabryka została zamknięta. Skandal! "  Wczytywałam się dalej w pożółkłe od starości kartki. Górny róg kartki był zakurzony. przejechałam po nim palcem osłaniając datę. 13. sierpnia 1987 rok. Łał! Serio ? Aż tak dawno ? Jeden artykuł... Te kilka głupich linijek. Już wszystko zrozumiałam. Złożyłam 'pożyczoną' kartkę gazety w pół, i jeszcze raz. Wsunęłam ją do kieszeni. Podeszłam i spojrzałam przez okno. Było w opłakanym stanie, i ledwo co było przez nie widać. Ale zauważyłam, że ulewa ustaje. Krople coraz łagodniej uderzają w dach. Robi się coraz ciszej. Wszystko ustaje. Stanęłam pod drugim oknem. Tym na przeciwko. Dech mi zaparło. Z tego miejsca widać całe miasto. Nieporadnie wspięłam się na kilka cegieł, aby móc więcej zobaczyć. Nad miastem zbierała się mgła. Spowiła większość część miasta i lasku przez którego niedawno przechodziłam.
-Co ty tutaj robisz?- Usłyszałam za sobą. Myślałam że dostanę zawału na miejscu. Mocny głos rozbrzmiał w całym pomieszczeniu. Czułam na sobie ten przenikający wzrok. Moje serce biło jak oszalałe. Cholera. 
-Pytam się coś. Nie ignoruj mnie.- Złość z jaką te słowa zostały wypowiedziane dosłownie się wylewała. Nagle w ciągu jednej chwili moje oczy zaczęły wypuszczać z siebie łzy. Jeszcze nigdy tak nie płakałam. Oparłam ręce o parapet i płakałam. Stałam tyłem nie wiedząc co robić.
-Nie krzycz. Proszę.- Powiedziałam po cichu licząc, że uda mi się załagodzić ostrość tonu głosu osoby za mną. Liam podszedł do mnie od tyłu chwycił w tali i obrócił w swoją stronę. Otarł łzę z mojego policzka. Moje serce... Ono zaraz przestanie bić. Czułam jak niesforny rumieniec zaraz wypali mi policzka. Byłam cała czerwona jak burak. Schyliłam głowę ku ziemi. Nagle te małe kamyczki były tak ciekawe... Wziął moją brodę w ręce i podniósł ją do góry. Jego ciepłe dłonie... One dotykały mojej twarzy. Chciałam, żeby czas się zatrzymał... Proszę stój.
-Przepraszam.- Rozległo się z jego ust.