"Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą"
*Liam POV*
Gdy tak na mnie patrzyła chciałem się na nią rzucić i całować jak opętany. Idealne oczy wpatrywały się we mnie. Zauważyłem, że zamyka oczy, swoje usta zbliża do moich. Mój oddech nieco przyspieszył. Ona na serio chce mnie pocałować? Nie wiedziałem co mam zrobić, więc powtórzyłem jej ruchy. Nasze twarze były dokładnie milimetry od siebie a tutaj mój cholerny telefon dał o sobie znać. Głośno zawibrował na blacie w kuchni. Szybko otworzyła oczy a jej źrenice momentalnie się zmniejszyły. Odsunęła swoją twarz wbijając wzrok w nadal wibrujący telefon. Podniosła rękę i przejechała palcami po swojej grzywce zakładając ją przy okazji za ucho. Ułożyłem usta w prostą linię. Oparłem ręce powyżej kolan i wstałem. Ominąłem sofę, potem przeszedłem po zimnej podłodze między salonem a kuchnią dochodząc do dużej wyspy na środku kuchni. Wziąłem telefon w rękę i jednym ruchem palcem przejechałem po ekranie w celu odebrania tego cholerstwa. Ronnie nadal siedział i wpatrywała się we mnie czujnie.
-Czego?!- Wysyczałem przez usta, gdy tylko odebrałem
Głos w telefonie był mi całkiem obcy. Nie zważając na numer tak po prostu odebrałem.
-Dzień dobry. Tutaj biuro obsługi. czy rozmawiam z panem Liamem Paynem ?- Powiedziała powoli kobieta po drugiej stronie słuchawki
-Tak.- Powiedziałem arogancko.
Po co dzwonisz głupia starucho? Nie chcę słuchać twoich głupot. Zamknij ryj i się rozłącz, albo ja to zrobię...
-Nasza firma chce panu zaoferować nową świetną of...- Głos się urwał.
Mówiłem. Wyłączyłem telefon odkładając go znów na blat.
-Ja może już pójdę...- odezwała się po cichutku Weronika.
-Czemu?- Spytałem nawet spokojnie.
-No... Bo... Emeli na mnie czeka. Przepraszam.- Powiedziała pod nosem i jednym ruchem ręki chwyciła swoją czapkę, założyła ją na głowę i ruszyła w stronę drzwi wyjściowych. Ja jak głupi kołek stałem tam i patrzyłem się an to wszystko. Szybko wciskała buty na stopy, próbując jak najszybciej zawiązać sznurówki. Boże.
-Może jednak zostaniesz jeszcze chwilkę. Proszę...- Powiedziałem podchodząc do niej powoli...
Widziałem, że była trochę spłoszona. Uciekała wzrokiem. Podszedłem do niej chwyciłem jej twarz w moje dłonie. Czułem jak serce jej przyspiesza. Powoli robiła się czerwona. Kciukiem przejechałem po jej ciepłym policzku. Złożyłem pocałunek w na gorącej części jej twarzy. Nie wiem czemu, ale bardzo się stresowałem... Chyba sie spłoszyła, bo odwróciła twarz i sprytnie wydostała sie z moich rąk. Chwyciła ręką klamkę i wyszła za drewniane drzwi. Tak szybko zniknęła mi z oczu. Napełniła mnie złośc. Ba! Można powiedzić, że byłem wściekły. Pozostaje pytanie. Na kogo? Siebie? Ją? Na co ? Telefon ? Sam nie wiem. Podszedłem do kuchennego blatu i wziąłem telefon w rękę. Wykręciłem numer do Ronnie. Nic. Niby sygnał był, ale nie odbierała. Znów się we mnie zagotowało. Telefon nadal znajdował się w mojej dłoni. To nie było dobre miejsce. Cisnąłem nim z całej siły w podłogę roztrzaskując na kawałki. Nic się zrobić już nie dało. Kucnąłem. Co ja mam mysleć... Czemu poszła? Głupia baba z biura obsługi. Telefon w kawałakach, ja wściekły. Musiałem za nią wyjść. Szybko podniosłem się z podłogi. Chwyciłem kurtkę, którą wcześniej powiesiłem na wieszaku, szybko zaciągnąłem buty na nogi i dosłownie wypaliłem jak petarda. Zamknąłem dom na klucz i ruszyłem. Zauważyłem jej krępą posturę znikającą za krzakami. Widziałem, że się obruciła. Spotkałem jż wzrokiem. Zaczęła iść szybciej, na co ja zacząłem szybciej biec. W sumie to dobrze mi zrobiło, bo złość ze mnie uleciała.
-Ronnie!- Krzyczałem zdyszany.
Przyspieszyła kroku. Kurwa zwolnij.
-Ron! Weronika!- krzyczałem ile sił miałem u płucach po krótkim biegu dogoniłem ją. Chwyciłem od tyłu i mocno przytuliłem.
-Liam...- Powiedziała cicho
-Ciiii.-Powtarzałem głaszcząc jej miękkie włosy.
Odwróciła się do mnie i objęła rękami. Wtuliła się w mój tors i po prostu stała. Pocałowałem ją w czubek głowy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz