If yo be my star, I'll be your sky...

If yo be my star, I'll be your sky...

niedziela, 23 grudnia 2012

Rozdział.5

"Miłość jest silniejsza niż presja bycia idealnym"

- H.. Halo?- Powiedziała do głośnika w telefonie.
W trójkę siedzieli na sofie w salonie. Vic  postanowiła, że powie Emeli i Trevorowi o znalezionym telefonie. Wszyscy postanowili, że powinna okazać się uczciwą osobą i zadzwonić do kogoś z listy kontaktów. Najczęściej wybieraną osobą był ktoś zapisany pod nazwą "Payne BRO" .
-Halo? Kto mówi?- Zapytał głos z głośnika.
Serce Vicky zaczęło walić niczym ogromny młot, którego nie da się uspokoić.
Trevor chwilę po rozpoczęciu rozmowy musiał udać się do pracy. Szybko się ubrał i pożegnał z dziewczynami.
-T.. TutajVicky. Znalazłam ten telefon . Ktoś go upuścił kiedy wczoraj przez przypadek wpadłam na kogoś.- Mówiła jąkając prawie co drugi wyraz. Sama nie wiedziała jak sklejać zdania więc mówiła bez sensu.
-Czemu tak dziwnie mówisz?- Spytał nieznajomy
-A ty jakbyś mówił, gdy dzwonisz do pierwszej lepszej osoby z cudzych kontatów?- Powiedziała.
Podała białego iPhona Emeli i kazała jej mówić. Pokazywała tylko gesty ruchami rąk, bo słowo nie mogło jej przez gardło przejść. Usiadła obok szatynki i wsłuchiwała się w rozmowę jej i tajemniczego Payna. Emeli tłumaczyła co się stało a głęboki głos dobiegający z telefonu przytakuje.
-Mogę prosić o adres albo coś takiego ?- Usłyszała
-Jasne. To Northcourt Road 25. Taki duży, niebieski dom, jest tam skrzynka z odciśniętymi rękoma, łatwo rozpoznać.- Z łatwością mówiła Emeli.
-Zaraz będę z właścicielem telefonu.- Powiedział owy głos i się rozłączył
Emeli wyszła z Vic na huśtawkę.
-Key, czemu wyszłaś i w ogóle o się stało? Czemu się tak zachowywałaś?- Zadawała pytania Em
-Nie wiem. To pewnie to zdenerwowanie. Jestem tutaj dopiero jeden dzień, a już takie rzeczy.- Powiedziała
-Z nami się nie będziesz nudzić obiecuję. On zaraz tu będzie wiesz?-Przytuliła ją mocno.
-Wiem słyszałam. Musze się wyszykować!- Ruszyła niczym torpeda . Wbiegła po schodach na górę, i zaczęła przekopywać swoją walizkę, wyrzucała kolorowe ubrania. Szafki wszystkie były pootwierane, szuflady porozsuwane, a Vicky biegała po całym pokoju wciąż przymierzając ciuchy. I w końcu wybrała zestaw.
*Knock knock*
Usłyszała pukanie.
-O Boże to oni!- Krzyknęła na pół domuVic. -Ja otworzę- Dodała
-Nie!- Mówiła podchodząc do drzwi.
Key zbiegała ze schodów z telefonem w ręku.
Gdy Emeli otwierała drzwi ujrzała dwie postacie jeden to krótko ścięty szatyn, wysoki przystojny, a drugi to również wysoki brunet. Oboje włosy mieli postawione do góry.
Słyszała jak Emeli zaprasza do środka chłopców. Mówiła, aby usiedli n a kanapie.
-Już wołam Vicky. To ona ma Twój telefon.-
-Kogo?- Spojrzał pytająca Andy.

Emeli poszła po Vicky. Ta z lekkimi oporami zeszła po schodach.Ściskając telefon udała się w stronę salonu.

wtorek, 18 grudnia 2012

Rozdział.4

"Jeśli masz marzenia musisz przynajmniej próbować je spełniać"

Powoli weszła do środka pokoju pochłaniając spojrzeniem każdy kąt pomieszczenia. Walizkę odłożyła na bok i osiadła na łóżku. Pogłaskała poduszkę, i odchyliła się, tak aby mogła się położyć. Wstała. Wzięła walizkę, i zaczęła ja rozpakowywać, w białych szafkach zaczęła starannie układać bluzy, t-shirty, jeansy, sukienki i wszystkie inne ciuchy.  Buty ułożyła pod łóżkiem. Było piękne. Ogromne, okryte dużym kocem. Ciepłe, bo czerwone barwy pokoju mieszające się z bielą i beżem dodawały uroku. Czułą się idealnie. Po wypakowaniu postanowiła się przebrać. Włożyła na siebie coś wygodnego. Już rozpakowana wyszła do Emeli i nowopoznanego Trevora.
-Cześć, mogę?- Spytała nieśmiało
-Jasne. Nawet nie pytaj. Wina?- Zapytała śmiało Emeli.
-Nie dziękuję. Nie piję alkocholu.- Odparła zawstydzona
Emeli uśmiechnęła się lekko.
Przez dłuższy czas Vic czuła się trochę niezręcznie. Mimo, że z Em gadała chyba z 50 razy na Skypie czuła się nieswojo. Może to dlatego, że towarzyszył jej całkiem obcy chłopak. Lecz po pewnym czasie zaczęła się rozluźniać. I niedługo potem gadały już ze sobą tak jak wtedy gdy Vicky  była jeszcze w Richmond, i jedynym komunikatorem był Skype.
Vic dobrze czuła się w jej towarzystwie.  To, że poznała Trevora tylko dobrze jej zrobiło. Chłopak okazał się być bardzo miły, spontaniczny i zabawny. Było dobrze, po 23 ale Vicky kusiło miasto. Udała się wraz z Emeli i Trevorem w głąb Londynu.
-To jak, masz jakieś plany?- Spytał Trevor
-Tak, i to nawet konkretne. Chcę znaleźć  pracę i zarabiać pieniądze, żeby dorzucać się do czynszu. Chcę dostać się też na uczelnię na studia i wgl. Chcę tu przeżyć- Mówiła z widocznym uśmiechem na twarzy.
Mimo wielu pozorów Vicky okazała się wyluzowaną dziewczyną, która lubi się bawić i śmiać.
-Daleko jeszcze?- Spytała niecierpliwie
-Nie jeszcze chwilkę przejdziemy tylko przez park i już jesteśmy nad Tamizą, a  stamtąd niedaleko do centrum.- Powiedziała Em
-Świetnie.- Ucieszyła się dziewczyna.
 Po kilku minutach były na moście, prowadzącym do miasta.
-Jak tu pięknie-. Oznajmiła rudowłosa widząc te wszystkie uliczki, oświetlone światłem lamp w domach. Było tak bajecznie i kolorowo.
-Właśnie tak to sobie wyobrażałam.- Powiedziała co chwila znajdując to nowe rzeczy do obserwacji.
Pilnie śledziła zabieganych mimo późnej godziny ludzi. Szli tak kawałkiem i widzieli jak poszczególne osoby zanikają otwierając drzwi mieszkań, witają się z rodziną , aby móc spędzić spokojny wieczór w domu. Ale nie brakowało też takich, co siedzieli na ławkach, czekając aż ktoś może zaoferuje im pomoc. Na takich ludzi dziewczyna zawsze patrzyła z zaciśniętymi zębami. Wiedziała, jak ona ma dobrze, mając gdzie spać, co jeść, czy chociażby mieć pieniądza na przeżycie. Nawet nie zauważyła jak wpadła na kogoś.
-O jejku!. Bardzo przepraszam, zapatrzyłam się. Przepraszam najmocniej!.- Zaczęła się tłumaczyć
Gdy pomagała wstawać  poczuła mocny zapach męskich perfum.
-Daruj sobie.- Powiedziała osoba , która szybko wstała i udała się w swoją stronę zasłaniając twarz ciemnym kapturem. Tajemniczy osobnik nawet nie zauważył że wypadł mu telefon. Vic podniosła go i odwróciła się, lecz nikogo za nią już nie było.

"Zadzwonię jutro może ktoś się po niego zgłosi" Powiedziała pod nosem i wróciła do podziwiania miasta. Chwilę później chciała już wrócić i położyć się w łóżku. I tak zrobili. Wrócili do domu. Każdy udał się do swojego pokoju i zasnęli . Emeli pełna radości, Trevor pełen wiary, a Vicky pełna nadziei.
_________




środa, 5 grudnia 2012

Rozdział.3


                    "Nigdy nie żałuj czegoś, dzięki czemu się uśmiechasz..."

Podeszła do drzwi. One się odsunęły, i stanęła na wejściu. Chwilkę tak stałą, rozglądała się, i w końcu wyciągnęła rękę. W drugiej trzymała małą karteczkę, z adresem. Taksówka się zatrzymała. Kierowca wysiadł z pojazdu i włożył bagaże Vicky do bagażnika. Dziewczyna otworzyła drzwi i wsiadła. Usiadła na szarych tapicerkach, pisząc sms'a do mamy. "Już jadę do ... domu ." *I wyślij.* Pomyślała po czym wcisnęła na ekranie dotykowym ikonkę.
-Proszę pod ten adres.- Powiedziała podając karteczkę kierowcy.
-Hmm. Dobrze.- Uśmiechnął się.- Wie pani co? Powiem coś panience. Na tym osiedlu mieszkali różni ludzi. Rodzili się tam i umierali. Wprowadzali i wyprowadzali tak nagle. Ale nigdy nie będzie się pani spodziewała kto tam mieszka.- Kierowca odwrócił się i przekręcił kluczyk w stacyjce.
-Co to ma znaczyć?- Spytała kurczowo trzymając torebkę.
-Sama się panienka dowie..-Powiedział i ruszył.
Weronika trzymana była w niepewności. Jechali może z 40 minut. Dziewczyna przez cała drogę wpatrywała się w ruchliwe ulice Londynu, rozmyślając nad tym co będzie dalej. Mimo późnej godziny miasto tętniło życiem. W końcu auto gwałtownie stanęło.
-To tutaj.- Powiedziała.
-Dziękuję bardzo. Proszę.- Powiedziała i wręczyła kierowcy kilka banknotów.
Wyszła z taksówki i wyciągnęła sobie walizki z bagażnika. kierowca odjechał trąbiąc do dziewczyny. Ona lekko się uśmiechnęła. Stanęła na chodniku i wpatrywała się chwilkę w rozgwieżdżone ,granatowe niebo. Wzięła głęboki oddech i ciągnąc jaskrawą walizkę ruszyła w stronę dużego, niebieskiego domu, z niewyobrażalnie pięknym trawnikiem, i tarasem. Stanęła dokładnie na przeciwko małego przycisku - dzwonka. Położyła na nim palec. *Dzyń dzyń* Rozległ się głośny dzwonek. Stała denerwując się. Obcasem uderzała o drewniany podest. Nagle z ręki wypadł jej telefon. Schyliła się po niego. Już miała wstać, ale zorientowała się , że drzwi się otwierają. Podniosła głowę a w drzwiach ukazał się jej przystojny brunet.
-Cześć. Jestem Vicky. Jest może Emeli ?- spytała nieśmiało oblewając się rumieńcem
-Em.... Cześć jestem Trevor. Tak jest już wołam.- powiedział  brunet.
-O cześć. W końcu jesteś Vic. Tak się stęskniłam. – Przywitała ją wesoło niewysoka szatynka.
-Jej. Em. W końcu.- Uśmiechnęła się.
-Co tu tak stoisz. Wejdź.- Wskazała ręką na duży salon.
Gdy zaczęła rozglądać się po domu, wiedziała, że będzie jej tu dobrze. Mieszkanie było bardzo przytulne. To na jednej ścianie kilka zdjęć Emeli , to na drugiej pewnie jej przyjaciół. *Moje zdjęcia może też kiedyś tu będą.* Pomyślała. Udała się do salonu. Odwracając rzekła.
-Czy mogłabym zobaczyć mój pokój? -
-Jasne jest na końcu korytarza. Jak się rozpakujesz to wpadnij, pogadamy.- Życzliwie się uśmiechnęła Emeli.

Vic odwzajemniła jej tym samym. Przeszła przez niebieski korytarz oglądając każde zdjęcie. I w końcu otworzyła drzwi. 

_________________________

wtorek, 13 listopada 2012

Rozdział.2

                                       "Aby spełniać swoje marzenia trzeba po prostu cieszyć się życiem..."

 -Proszę o zapięcie pasów będziemy lądować.- Rozbrzmiało w głośnikach.
Vicky delikatnie zapięła pas. Usiadła bardzo podekscytowana. Czekała . I w końcu samolot wylądował. Otwarły się bardzo szczelnie zamknięte drzwi. Gdy tylko wyszła z samolotu poczuła jak zapach, jak energia, jak cała ta magia Londynu uderza w nią. Była z siebie dumna. Od dziecka marzyła aby w końcu przyjechać do tego wyjątkowego miasta. I w końcu zacząć nowe, na swoich zasadach życie. Zaczęła się rozglądać po całej przestrzeni lotniska, widziała kilka samolotów to odlatujących to lądujących. Wiatr zaczął szarpać jej włosy, lecz ona stała.
-Cześć.- Usłyszała za sobą nieśmiały głos
-E, cześć.-Odpowiedziała i się odwróciła.
 Jej oczom ukazał się wysoki, dobrze zbudowany brunet o hipnotyzująco niebieskich oczach.
-Wiesz może gdzie odbiera się bagaże jest tu pierwszy raz i nie bardzo ogarniam.- Powiedział i uniósł rękę poprawiając włosy.
- Jasne , o tam!.- Wskazała palce na duże drzwi i wyjaśniła drogę.
-O jejku! Gdzie moje maniery Jestem Mike.-Powiedział i okazał rząd idealnie prostych ząbków.
-Vic, to znaczy Vicky.-Powiedziała z zakłopotaniem.
-A to może razem pójdziemy , co ty na to ? - Spytał.
-Jasne.- Odpowiedziała szerokim uśmiechem.
-I wiesz zauważyłem Cię już w samolocie ale tak wyszło....- Zaczął rozmowę.
I tak zleciała im cała droga do miejsca odbioru bagażu.
-A może wymienimy się numerami, Skype, czymkolwiek.- Speszył się Mike. Znów przeczesał włosy.
-Jasne.- Spojrzała na niego wymownie, by ten podał jej swoją rękę. Z podręcznego bagażu wyciągnęła długopis.  Na przedramieniu napisała niebieskim tuszem swoje imię, nazwisko i numer telefonu
-Dziękuję. przepraszam za tą uwagę ale zauważyłem Twój tatuaż, jest bardzo ciekawy.- Chwycił ją za nadgarstek i popatrzył się na mały obrazek. Było to niewypełnione serduszko.
-Dziękuję bardzo. Zrobiłam go jak miałam 16 lat. Oznacza, że czekam na tego jedynego. Wypełnię go gdy będę pewna, że to będzie ta osoba.- Wytłumaczyła.
-O. Ja przepraszam Cię najmocniej ale muszę już biec. - Powiedział i pobiegł w stronę wyjścia z torbą na ramieniu.
 Vicky uśmiechnęła się delikatnie pod nosem, i wzięła swój bagaż i również ruszyła w stronę drzwi.
________
Zbyt krótko ;-; #Brak #Weny

poniedziałek, 22 października 2012

Rozdział.1


"Ludzie zmieniają się tak samo jak pory roku... Prędzej czy później wraca to co było..."


-Pobudka.- powiedziała mama i szarpnęła lekko Vic za ramię.
-Co? - Spytała zaspana dziewczyna
-Już rano. Masz tu śniadanie. To co zawsze.- Oznajmiła mama i podała jej tackę na której był mały talerz z kanapkami, szklanka mleka i szklanka soku pomarańczowego.
-Dziękuję.- Odwzajemniła uśmiechem.
Vicky spokojnie zjadła śniadanie. Było koło 8:00. Nagle usłyszała dzwonek telefonu. Na wyświetlaczu widniał napis: 'Igoor.' Nie chciała odbierać. Bez wahania wcisnęła czerwoną słuchawkę. Wstała z łóżka i ruszyła w stronę łazienki. Weszła pod prysznic i po chwili była już w ręczniku w pokoju. Wybrała ciuchy z szafy. Te które jej zostały odłożyła sobie właśnie do szafy. Ubrała się w przepiękny strój. Bardzo lubiła tą sukienkę bowiem kiedyś , kiedy jej babcia jeszcze żyła poszły razem na zakupy i właśnie tą sobie wybrała. Nałożyła jeszcze lekki makijaż i wyszła w miasto. Chciała ostatni raz przejść się ulicami dla niej małego miasta. I tak błądziła między wszystkimi budynkami, szła po tych wszystkich drogach. Nic ją nie obchodziło, tylko muzyka płynąca z jej słuchawek. Nagle stanęła na chwilkę zauważyła kogoś. Szybko się odwróciła  i szybkim krokiem zaczęła się oddalać. Lecz po chwili poczuła czyjąś rękę na ramieniu.
-Poczekaj. Nie uciekniesz od tej rozmowy- Rozległo się.
-Tylko tego pragnę. Nie chcę Cię znać. Dzisiaj lecę do Londynu. Skończę z tym marnym życiem w tej wiosce. I zacznę drugie, lepsze życie.- Odkrzyknęła jednocześnie się odwracając.
-Ale ja Ci nie pozwolę, zbyt bardzo mi na tobie zależy.-
-Ale Igor zrozum, ja z Tobą nigdy nie będę. Traktowałam Cię jak przyjaciela, tylko i wyłącznie. Przepraszam że nie odwzajemniałam twoich uczuć, ale tak wyszło. Żegnaj.- Powiedziała i odwróciła się w przeciwną stronę.
Zaczęła biec ile sił w nogach. Dość nie wygodni biegnie się z 15 centymetrowymi obcasami, więc zdjęła szpilki i biegła o gołych stopach. Tylko na sekundkę się odwróciła i zobaczyła Igora, który opadł na kolana i schował twarz w dłoniach. Jej oczy się zeszkliły.
-Przepraszam.- Szepnęła po cichu.
Wpadła do domu niczym burza. Lot miała o 19:00. Musiała się zbierać na odprawę. Było dobrze po 14 a na lotnisko mieli z 2 godzinki jazdy i to szybkiej, a dzisiaj jej mama prowadziła także nawet z 3 .
-Mamooooo! Zbierajmy się już proszę!!- Krzyknęła z góry.
-Okej. Jesteś już gotowa?!- Odkrzyknęła jej
Vic wzięła głęboki oddech i krzyknęła :
-Taaaak!-
Szybko zbiegła na dół. Walizki położyła pod samym wyjściu i usiadła na barowym krzesełku ustawionym pod blatem stołu. Sięgnęła po jabłko. Wzięła kilka gryzów i wstał jak poparzona. Zebrała się tak szybko , ponieważ jej mama już była koło niej.
- Chodź.- Szepnęła jej do ucha.
Serce zaczęło jej szybciej bić. Otworzyła drzwi ciemnego auta i wsiadła. Chwilę później ruszyli  w drogę.
*3 godziny później*
-Jesteśmy.- Oznajmiła mama.
Serce znów łomotało jak oszalałe. "Już za niedługo, będę w Londynie. I w końcu zacznę to wymarzone życie" Myślała podziwiając tłum jaki był na lotnisku. Poszli w stronę pani która była od odprawy. Stanęła w kolejce. Stała i czekała z 30 minut. Mimo, że zajęło to tyle czasu, nie odczuwała tego. Myślała , że stoi tu 5 minut a tutaj już tyle czasu. Jej rodzice cały czas byli przy niej. Trzymali ją za rękę.
-Następny.- Krzyknęła odprawczyni
- Dzień dobry.- Powiedziała dziewczyna ukazując rząd białych zębów.
-Dzień dobry, poproszę bilet.- Odwzajemniła jej uśmiechem pani.
Odprawczyni zaczęła podbijać rożne pieczątki. Sprawdzać każdy możliwy dokument, każdą najmniejsza krateczkę.
-Oto pani walizka.- Rzekła i wskazała na powoli przesuwającą się jaskrawo zieloną walizkę.
-Dziękuję.- Odpowiedziała.
-No too.- Przeciągnął tata.- Miłej podróży i nie zapomnij dać nam znać kiedy dolecisz i jak wylądujesz.- Powiedział. Vicky widziała, że z trudem powstrzymywał łzy. Jeszcze nigdy w życiu nie widziała go tak smutnego.
-Pa. Kocham Cię.- Jąkała się mama przez łzy.
-Przestań bo cała się rozmażesz. Wiem ile robiłaś ten makijaż…- Zaczęła ją pocieszać.
 Mam uśmiechnęła się i wypuściła ją ze swych objęć.

-Kocham was najmocniej na świecie.- Powiedziała i ruszyła ciągnąc walizkę, w stronę bramek. Była już za nimi. Szła białym korytarzem. "Nie obracaj się, bo będzie źle" Powtarzał sobie w duchu lecz uczucie , które łączyło ją z rodzicami wygrało. Obróciła głowę. I zobaczyła mamę w objęciach swego taty. uśmiechnęła się do niego. On odwzajemnił i pomachał jej dyskretnie. Ona odmachała mu. I poszła dalej ...
_________________
Gunwo wiem :x

czwartek, 13 września 2012

Prolog.


                "Żyjmy tak, żeby po naszej śmierci nawet grabarz płakał" ~Mark Twain



                                                          Drogi pamiętniczku!                                                

         Piszę taki pamiętnik po raz pierwszy. W całym moim życiu. Wiem brzmi to trochę dziwnie ale to prawda. Mam na imię Dorota. Znajomi mówią na mnie Dora bądź Roti. Pochodzę z rodzinnego miasta - Poznania. Mam 17 lat. Moim największym marzeniem jest wyrwać się z tej (dla mnie) dziury. Od dziecka chciałam przeprowadzić się do legendarnego Londynu. Ale niestety moi rodzice mi aj to nie pozwalają. Strasznie mi smutno z tego powodu. Ale pozytywną stroną tego jest to , że za dwa dni mam urodziny. I w końcu będę mogła robić co chcę ze swoim życiem, i nikt mi nie będzie przeszkadzał. I w końcu przeprowadzę się do ukochanego Londynu. Już nie mogę się doczekać. Czekam niecierpliwie. O mnie to tyle jak na razie.Chciałabym Ci teraz opisać moich przyjaciół. Mam tylko jedną przyjaciółkę i przyjaciela. Ta pierwsza nazywa się Marysia. Przyjaźnię się z nią od dobrych 13 lat. Wiemy o sobie wszystko . Traktujemy się jak siostry. Obie ćwiczymy siatkówkę. Kochamy to. Maria tak samo jak ja kocha One Direction. Jesteśmy ich największymi fankami. Raz byłyśmy na ich koncercie. Był to najlepszy dzień w ciągu całego naszego życia. Stałyśmy prosto pod sceną. Prawie zemdlałyśmy, jak tylko wyszli chłopcy. Ale o koncercie to później. Miałam opisać Marysię. Jest wysoką i szczupłą brunetką. Ma tyle samo lat co ja. Chodzimy do tej samej klasy. Wiele osób mówi nam, że nigdy jeszcze nie widział takich przyjaciółek jak my. Aż zrobiło mi się ciepło na serduszku. No to na dzisiaj mniej więcej tyle. Do jutra. 
                                                                                      xoxo.
********************************************************************************
 -Weromnika!- Krzyknęła mama z dołu domu
-Słucham?- Odpowiedziałam
-Chodź na obiad!-
-Okej już schodzę.-
Ostrożnie zeszłam ze szklanych schodów prowadzących do ogromnego i nowoczesnego salonu. Przeszłam przez pokój i znalazłam się ogromnej jadalni. Ściany przyozdobione były małymi połyskującymi kamyczkami, a pod sufitem wisiał duży kryształowy żyrandol. Lekko usiadłam na krześle i zaczęłam jeść te wszystkie obrzydliwe 'wykwintne' potrawy. 
-Znowu to ohydztwo?- Spytałam po chwili
-Nie narzekaj tylko jedz.- Odparchnęła mi mama. 
*Ja chcę już do Londynu. Tylko tam będę sobą* Powtarzałam sobie w myślach.Po obiedzie poszłam na górę, zadzwoniłam do koleżanki i w pospiechu wyszłam. Umówiły się na mieście. Ruszyły w stronę centrum i zniknęły na dobrych parę godzin. Po przyjaciółki przyjechał tata Doroty. Pod urzędem stanął czarny mustang. Dziewczyny delikatnie tworzyły drzwi i wsiadły. Czuły jak wzrok innych ludzi osiada na nich. Pojechali do domu. 
__________________

Na wstępie tyle. Jutro 1 rozdział i się będzie rozkręcać. Aha i jutro jeszcze będą zdjęcia bohaterów. ;> Clau.♥ 
P.S: komentarze mile widziane.

środa, 12 września 2012

Witam. ;]

Hejka, tutaj wasza Clau. ♥ Jak widać, dzisiaj dodam tylko 'witaj' . Jutro będzie prolog, i w  ciągu najbliższych dni pojawi się pierwszy rozdział mojego bloga. ;d Mam nadzieję, że będzie się podobać i że będzie dużo pozytywnych komentarzy. 
                                                                                                  xoxo.