If yo be my star, I'll be your sky...

If yo be my star, I'll be your sky...

wtorek, 18 grudnia 2012

Rozdział.4

"Jeśli masz marzenia musisz przynajmniej próbować je spełniać"

Powoli weszła do środka pokoju pochłaniając spojrzeniem każdy kąt pomieszczenia. Walizkę odłożyła na bok i osiadła na łóżku. Pogłaskała poduszkę, i odchyliła się, tak aby mogła się położyć. Wstała. Wzięła walizkę, i zaczęła ja rozpakowywać, w białych szafkach zaczęła starannie układać bluzy, t-shirty, jeansy, sukienki i wszystkie inne ciuchy.  Buty ułożyła pod łóżkiem. Było piękne. Ogromne, okryte dużym kocem. Ciepłe, bo czerwone barwy pokoju mieszające się z bielą i beżem dodawały uroku. Czułą się idealnie. Po wypakowaniu postanowiła się przebrać. Włożyła na siebie coś wygodnego. Już rozpakowana wyszła do Emeli i nowopoznanego Trevora.
-Cześć, mogę?- Spytała nieśmiało
-Jasne. Nawet nie pytaj. Wina?- Zapytała śmiało Emeli.
-Nie dziękuję. Nie piję alkocholu.- Odparła zawstydzona
Emeli uśmiechnęła się lekko.
Przez dłuższy czas Vic czuła się trochę niezręcznie. Mimo, że z Em gadała chyba z 50 razy na Skypie czuła się nieswojo. Może to dlatego, że towarzyszył jej całkiem obcy chłopak. Lecz po pewnym czasie zaczęła się rozluźniać. I niedługo potem gadały już ze sobą tak jak wtedy gdy Vicky  była jeszcze w Richmond, i jedynym komunikatorem był Skype.
Vic dobrze czuła się w jej towarzystwie.  To, że poznała Trevora tylko dobrze jej zrobiło. Chłopak okazał się być bardzo miły, spontaniczny i zabawny. Było dobrze, po 23 ale Vicky kusiło miasto. Udała się wraz z Emeli i Trevorem w głąb Londynu.
-To jak, masz jakieś plany?- Spytał Trevor
-Tak, i to nawet konkretne. Chcę znaleźć  pracę i zarabiać pieniądze, żeby dorzucać się do czynszu. Chcę dostać się też na uczelnię na studia i wgl. Chcę tu przeżyć- Mówiła z widocznym uśmiechem na twarzy.
Mimo wielu pozorów Vicky okazała się wyluzowaną dziewczyną, która lubi się bawić i śmiać.
-Daleko jeszcze?- Spytała niecierpliwie
-Nie jeszcze chwilkę przejdziemy tylko przez park i już jesteśmy nad Tamizą, a  stamtąd niedaleko do centrum.- Powiedziała Em
-Świetnie.- Ucieszyła się dziewczyna.
 Po kilku minutach były na moście, prowadzącym do miasta.
-Jak tu pięknie-. Oznajmiła rudowłosa widząc te wszystkie uliczki, oświetlone światłem lamp w domach. Było tak bajecznie i kolorowo.
-Właśnie tak to sobie wyobrażałam.- Powiedziała co chwila znajdując to nowe rzeczy do obserwacji.
Pilnie śledziła zabieganych mimo późnej godziny ludzi. Szli tak kawałkiem i widzieli jak poszczególne osoby zanikają otwierając drzwi mieszkań, witają się z rodziną , aby móc spędzić spokojny wieczór w domu. Ale nie brakowało też takich, co siedzieli na ławkach, czekając aż ktoś może zaoferuje im pomoc. Na takich ludzi dziewczyna zawsze patrzyła z zaciśniętymi zębami. Wiedziała, jak ona ma dobrze, mając gdzie spać, co jeść, czy chociażby mieć pieniądza na przeżycie. Nawet nie zauważyła jak wpadła na kogoś.
-O jejku!. Bardzo przepraszam, zapatrzyłam się. Przepraszam najmocniej!.- Zaczęła się tłumaczyć
Gdy pomagała wstawać  poczuła mocny zapach męskich perfum.
-Daruj sobie.- Powiedziała osoba , która szybko wstała i udała się w swoją stronę zasłaniając twarz ciemnym kapturem. Tajemniczy osobnik nawet nie zauważył że wypadł mu telefon. Vic podniosła go i odwróciła się, lecz nikogo za nią już nie było.

"Zadzwonię jutro może ktoś się po niego zgłosi" Powiedziała pod nosem i wróciła do podziwiania miasta. Chwilę później chciała już wrócić i położyć się w łóżku. I tak zrobili. Wrócili do domu. Każdy udał się do swojego pokoju i zasnęli . Emeli pełna radości, Trevor pełen wiary, a Vicky pełna nadziei.
_________




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz