Powoli weszła do środka pokoju pochłaniając spojrzeniem
każdy kąt pomieszczenia. Walizkę odłożyła na bok i osiadła na łóżku.
Pogłaskała poduszkę, i odchyliła się, tak aby mogła się położyć. Wstała. Wzięła
walizkę, i zaczęła ja rozpakowywać, w białych szafkach zaczęła starannie układać
bluzy, t-shirty, jeansy, sukienki i wszystkie inne ciuchy. Buty ułożyła
pod łóżkiem. Było piękne. Ogromne, okryte dużym kocem. Ciepłe, bo czerwone
barwy pokoju mieszające się z bielą i beżem dodawały uroku. Czułą się idealnie.
Po wypakowaniu postanowiła się przebrać. Włożyła na siebie coś wygodnego. Już rozpakowana wyszła do Emeli i
nowopoznanego Trevora.
-Cześć, mogę?- Spytała nieśmiało
-Jasne. Nawet nie pytaj. Wina?- Zapytała
śmiało Emeli.
-Nie dziękuję. Nie piję alkocholu.-
Odparła zawstydzona
Emeli uśmiechnęła się lekko.
Przez dłuższy czas Vic czuła się trochę
niezręcznie. Mimo, że z Em gadała chyba z 50 razy na Skypie czuła się nieswojo.
Może to dlatego, że towarzyszył jej całkiem obcy chłopak. Lecz po pewnym czasie
zaczęła się rozluźniać. I niedługo potem gadały już ze sobą tak jak wtedy gdy Vicky
była jeszcze w Richmond, i jedynym
komunikatorem był Skype.
Vic dobrze czuła się w jej
towarzystwie. To, że poznała Trevora tylko dobrze jej zrobiło. Chłopak
okazał się być bardzo miły, spontaniczny i zabawny. Było dobrze, po 23 ale Vicky
kusiło miasto. Udała się wraz z Emeli i Trevorem w głąb Londynu.
-To jak, masz jakieś plany?- Spytał
Trevor
-Tak, i to nawet konkretne. Chcę
znaleźć pracę i zarabiać pieniądze, żeby dorzucać się do czynszu. Chcę
dostać się też na uczelnię na studia i wgl. Chcę tu przeżyć- Mówiła z widocznym
uśmiechem na twarzy.
Mimo wielu pozorów Vicky okazała się
wyluzowaną dziewczyną, która lubi się bawić i śmiać.
-Daleko jeszcze?- Spytała niecierpliwie
-Nie jeszcze chwilkę przejdziemy tylko
przez park i już jesteśmy nad Tamizą, a stamtąd niedaleko do centrum.-
Powiedziała Em
-Świetnie.- Ucieszyła się dziewczyna.
Po kilku minutach były na moście,
prowadzącym do miasta.
-Jak tu pięknie-. Oznajmiła rudowłosa widząc
te wszystkie uliczki, oświetlone światłem lamp w domach. Było tak bajecznie i
kolorowo.
-Właśnie tak to sobie wyobrażałam.-
Powiedziała co chwila znajdując to nowe rzeczy do obserwacji.
Pilnie śledziła zabieganych mimo późnej
godziny ludzi. Szli tak kawałkiem i widzieli jak poszczególne osoby zanikają
otwierając drzwi mieszkań, witają się z rodziną , aby móc spędzić spokojny
wieczór w domu. Ale nie brakowało też takich, co siedzieli na ławkach, czekając
aż ktoś może zaoferuje im pomoc. Na takich ludzi dziewczyna zawsze patrzyła z
zaciśniętymi zębami. Wiedziała, jak ona ma dobrze, mając gdzie spać, co jeść,
czy chociażby mieć pieniądza na przeżycie. Nawet nie zauważyła jak wpadła na
kogoś.
-O jejku!. Bardzo przepraszam,
zapatrzyłam się. Przepraszam najmocniej!.- Zaczęła się tłumaczyć
Gdy pomagała wstawać poczuła mocny
zapach męskich perfum.
-Daruj sobie.- Powiedziała osoba , która
szybko wstała i udała się w swoją stronę zasłaniając twarz ciemnym kapturem.
Tajemniczy osobnik nawet nie zauważył że wypadł mu telefon. Vic podniosła go i
odwróciła się, lecz nikogo za nią już nie było.
"Zadzwonię jutro może ktoś się po
niego zgłosi" Powiedziała pod nosem i wróciła do podziwiania miasta.
Chwilę później chciała już wrócić i położyć się w łóżku. I tak zrobili. Wrócili
do domu. Każdy udał się do swojego pokoju i zasnęli . Emeli pełna radości,
Trevor pełen wiary, a Vicky pełna nadziei.
_________
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz