"Ludzie zmieniają się tak samo jak pory roku... Prędzej czy później wraca to co było..."
-Pobudka.- powiedziała mama i szarpnęła lekko Vic za ramię.
-Co? - Spytała zaspana dziewczyna
-Już rano. Masz tu śniadanie. To co
zawsze.- Oznajmiła mama i podała jej tackę na której był mały talerz z
kanapkami, szklanka mleka i szklanka soku pomarańczowego.
-Dziękuję.- Odwzajemniła uśmiechem.
Vicky spokojnie zjadła śniadanie. Było
koło 8:00. Nagle usłyszała dzwonek telefonu. Na wyświetlaczu widniał napis: 'Igoor.'
Nie chciała odbierać. Bez wahania wcisnęła czerwoną słuchawkę. Wstała z łóżka i
ruszyła w stronę łazienki. Weszła pod prysznic i po chwili była już w ręczniku
w pokoju. Wybrała ciuchy z szafy. Te które jej zostały odłożyła sobie właśnie
do szafy. Ubrała się w przepiękny strój. Bardzo lubiła tą sukienkę bowiem
kiedyś , kiedy jej babcia jeszcze żyła poszły razem na zakupy i właśnie tą
sobie wybrała. Nałożyła jeszcze lekki makijaż i wyszła w miasto. Chciała
ostatni raz przejść się ulicami dla niej małego miasta. I tak błądziła między
wszystkimi budynkami, szła po tych wszystkich drogach. Nic ją nie obchodziło,
tylko muzyka płynąca z jej słuchawek. Nagle stanęła na chwilkę zauważyła kogoś.
Szybko się odwróciła i szybkim krokiem zaczęła się oddalać. Lecz po
chwili poczuła czyjąś rękę na ramieniu.
-Poczekaj. Nie uciekniesz od tej
rozmowy- Rozległo się.
-Tylko tego pragnę. Nie chcę Cię znać.
Dzisiaj lecę do Londynu. Skończę z tym marnym życiem w tej wiosce. I zacznę
drugie, lepsze życie.- Odkrzyknęła jednocześnie się odwracając.
-Ale ja Ci nie pozwolę, zbyt bardzo mi
na tobie zależy.-
-Ale Igor zrozum, ja z Tobą nigdy nie
będę. Traktowałam Cię jak przyjaciela, tylko i wyłącznie. Przepraszam że nie
odwzajemniałam twoich uczuć, ale tak wyszło. Żegnaj.- Powiedziała i odwróciła
się w przeciwną stronę.
Zaczęła biec ile sił w nogach. Dość nie
wygodni biegnie się z 15 centymetrowymi obcasami, więc zdjęła szpilki i biegła
o gołych stopach. Tylko na sekundkę się odwróciła i zobaczyła Igora, który
opadł na kolana i schował twarz w dłoniach. Jej oczy się zeszkliły.
-Przepraszam.- Szepnęła po cichu.
Wpadła do domu niczym burza. Lot miała o
19:00. Musiała się zbierać na odprawę. Było dobrze po 14 a na lotnisko mieli z
2 godzinki jazdy i to szybkiej, a dzisiaj jej mama prowadziła także nawet z 3 .
-Mamooooo! Zbierajmy się już proszę!!-
Krzyknęła z góry.
-Okej. Jesteś już gotowa?!- Odkrzyknęła
jej
Vic wzięła głęboki oddech i krzyknęła :
-Taaaak!-
Szybko zbiegła na dół. Walizki położyła
pod samym wyjściu i usiadła na barowym krzesełku ustawionym pod blatem stołu.
Sięgnęła po jabłko. Wzięła kilka gryzów i wstał jak poparzona. Zebrała się tak
szybko , ponieważ jej mama już była koło niej.
- Chodź.- Szepnęła jej do ucha.
Serce zaczęło jej szybciej bić.
Otworzyła drzwi ciemnego auta i wsiadła. Chwilę później ruszyli w drogę.
*3 godziny później*
-Jesteśmy.- Oznajmiła mama.
Serce znów łomotało jak oszalałe. "Już
za niedługo, będę w Londynie. I w końcu zacznę to wymarzone życie" Myślała
podziwiając tłum jaki był na lotnisku. Poszli w stronę pani która była od
odprawy. Stanęła w kolejce. Stała i czekała z 30 minut. Mimo, że zajęło to tyle
czasu, nie odczuwała tego. Myślała , że stoi tu 5 minut a tutaj już tyle czasu.
Jej rodzice cały czas byli przy niej. Trzymali ją za rękę.
-Następny.- Krzyknęła odprawczyni
- Dzień dobry.- Powiedziała dziewczyna
ukazując rząd białych zębów.
-Dzień dobry, poproszę bilet.-
Odwzajemniła jej uśmiechem pani.
Odprawczyni zaczęła podbijać rożne
pieczątki. Sprawdzać każdy możliwy dokument, każdą najmniejsza krateczkę.
-Oto pani walizka.- Rzekła i wskazała na
powoli przesuwającą się jaskrawo zieloną walizkę.
-Dziękuję.- Odpowiedziała.
-No too.- Przeciągnął tata.- Miłej
podróży i nie zapomnij dać nam znać kiedy dolecisz i jak wylądujesz.-
Powiedział. Vicky widziała, że z trudem powstrzymywał łzy. Jeszcze nigdy w
życiu nie widziała go tak smutnego.
-Pa. Kocham Cię.- Jąkała się mama przez
łzy.
-Przestań bo cała się rozmażesz. Wiem
ile robiłaś ten makijaż…- Zaczęła ją pocieszać.
Mam uśmiechnęła się i wypuściła ją
ze swych objęć.
-Kocham was najmocniej na świecie.-
Powiedziała i ruszyła ciągnąc walizkę, w stronę bramek. Była już za nimi. Szła
białym korytarzem. "Nie obracaj się, bo będzie źle" Powtarzał sobie w
duchu lecz uczucie , które łączyło ją z rodzicami wygrało. Obróciła głowę. I
zobaczyła mamę w objęciach swego taty. uśmiechnęła się do niego. On odwzajemnił
i pomachał jej dyskretnie. Ona odmachała mu. I poszła dalej ...
_________________Gunwo wiem :x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz