If yo be my star, I'll be your sky...

If yo be my star, I'll be your sky...

wtorek, 19 lutego 2013

Rozdział.9


"Nigdy nie zapominaj skąd pochodzisz i kto wspierał Cię byś mógł znaleźć się tu gdzie jesteś..."

Potem wyszedłem z sali i pojechałem do mamy. Opowiedziałem jej o wszystkim. Ona zachowywała się tak samo jak po tym kiedy nie zastały Amy w łóżeczku. Była już obojętna. To było przerażające. Kolejne dwa lata szybko minęły. Pogodziłem się ze śmiercią ojca. Sąd przyznał opiekę nad Amy ciotce. Potem matka już w ogóle nie zwracała na mnie uwagi. I w tamtym czasie wpadłem w złe towarzystwo. Zaczęło się palenie trawki, amfetamina i już sama możesz domyślać się co dalej. W wieku 17 lat poszedłem na odwyk. Z narkotyków wyszedłem całkowicie, lecz chłopaki z którymi się zadawałem, zmuszali mnie do sprzedawania dragów. Musiałem się zgodzić. Zagrozili, że zrobią coś Amy. To potem w wieku 18 lat zacząłem szukać jakiegoś lokum, i tak znalazłem Emeli. Byliśmy kilka razy na kawie w Starbucksie. I zdecydowała, że będę mógł u niej mieszkać. Jak najszybciej się przeprowadziłem. I tak mieszkam u niej od roku, a ona nic nie wie. I nie może się dowiedzieć, bo może jej coś grozić, ze strony tych dupków. trzymają mnie pod kloszem. I tak poznałaś historię mojego życia. Już wszystko wiesz.- Dokończył swój monolog i spojrzał swoimi brązowymi oczyma na Weronikę.
-Ja nie wiem co powiedzieć. Nic nie wiedziałam. Przepraszam. Przysięgam, że nic jej nie powiem, no chyba, że sam się zdecydujesz.- Powiedziała i przytuliła go.
Uwalniając się z uścisku usłyszała głos. Skądś go kojarzyła ale nie mogła sobie przypomnieć skąd. Odwróciła głowę i zobaczyła Mike’a. Tego, którego wcześniej spotkała na lotnisku.
-Hej Weronika.- Powiedział ciepłym głosem.
-O Hej Mike! Dobrze pamiętam prawda?- Powiedziała uśmiechając się do Niego.
-Haha. Tak. Co ty tu robisz?-Spytał pokazując na okolicę.
-Mieszkam niedaleko, a ty?-
-A ja właśnie wracam od znajomej.- Ukazał rząd białych ząbków.
-Ojej... Gdzie moje maniery?! To jest Trevor.- Spojrzała na Trevora i zwróciła głowę w kierunku Mike’a.
-Cześć jestem Trevor.- Spojrzał zimnym wzrokiem na chłopaka.
-A ja Mike jak się domyślasz.-Uśmiechnął się do niego.
-Wiecie co? Chodźmy wszyscy w trójkę do Strarbucksa. Kupimy sobie kawę i rogale. Będzie fajnie.- Rzuciła Vic.
-Jestem za.- Odparł Mike
-Ja też.- Dodał Trevor.
Chłopaki szli obok siebie, więc Vicky weszła między nich. Miło im się rozmawiało. Ale nagle na swojej dłoni poczuła dotyk. Któryś z chłopaków kurczowo trzymał ją za rękę. Chciała uwolnić się z tego uścisku lecz nie mogła. W końcu uścisk sam się zwolnił, Lecz ręka nie była pusta. Coś w niej było. Spojrzała na rękę, w której była mała saszetka z jakimś białym proszkiem.
-Schowaj, proszę. - Usłyszała głos przy uchu. Trudno było jej się skupić. Była nerwowa
-Nie!- Stanęła na środku chodnika i krzyknęła.-Mike, chodź ze mną jak chcesz. A z Tobą Trevor, pogadam w domu. Nie będzie miło-Powiedziała zimnym głosem.
-Jasne już idę.-Odparł z uśmiechem brunet

Trevor spuścił głowę i udał się w kierunku domu.
______
Kupa krowy Zochy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz