"Żyj swoimi snami i nigdy się nie budź"
Za sobą zobaczyła Trevora.
-Czego?- Powiedziała chamsko.
-Nie możesz jej
tego powiedzieć One nie jest dla mnie tylko koleżanka czy
przyjaciółka.- Tutaj jego głos się załamał.- Jeśli, się
ze mną przejdziesz to opowiem Ci wszystko od początku.-
-Dobrze. Ale to ostatni raz.
I robię to tylko ze względu na nią, bo powiedziałeś coś takiego, że
chce tego wysłuchać.-
-To zaczęło się gdy miałem 15 lat...-
Zaczął powoli, z załamanym głosem.- Kiedy przyszedł czas na wyższe douczanie,
tu mam na myśli gimnazjum, byłem wręcz wzorowym uczniem. Mało kto
mnie lubił. Zawsze dostawałem same piątki i szóstki ze sprawdzianów.
Każdy w klasie wyzywał mnie od kujonów. Było mi z tym źle. Wiem, że to trochę
dziwne, ale płakałem niekiedy po nocach. Byłem bardzo wrażliwy. Szczególnie w
tamtym czasie. A do tego na moje barki spadło jeszcze jedno nieszczęście. Mój
ojciec, jedyny autorytet dowiedział się, że ma złośliwego raka
wątroby. Był to najcięższy okres w naszej rodzinie. Miałem malutką kilku
tygodniową siostrzyczkę. Moja mama zapadła na depresję poporodową i
zdecydowała, że będzie chciała oddać Amy. Tak się nazywała-
Powiedział ze łzami w oczach- Mama już miała plany, aby podrzucić ją
pod sierociniec. Ale ja tego nie chciałem. Pewnej nocy
wymknąłem się z domu z małą kiedy wszyscy spali i udałem się do mojej
ciotki, na drugim końcu miasta. Opowiedziałem jej
całą sytuację i poprosiłem, aby zatrzymała małą. Szybko się
zgodziła. Potem wróciłem do domu, jak gdyby nigdy nic. Pamiętam to tak jakby to
było wczoraj. A było dobre 4 lata temu. Mama jak zawsze, kiedy wstawała miała
do wszystkich pretensje, miała żal do mnie, że żyję, do ojca, że zachorował, a
największy chyba do Amy, za to, że się urodziła. Ciąża była zagrożona, ale mała
urodziła się cała i zdrowa. Podeszła do jej łóżeczka, i zobaczyła, że jej nie
ma. Odeszła jak gdyby nigdy nic. Przyglądałem się temu przez lekko
uchylone drzwi. Nic. Żadnej reakcji, wręcz uśmiechnęła się do siebie
pod nosem. To było coś strasznego. Nie da się opisać jak się wtedy
czułem... Moja małą siostrzyczka jest u ciotki, na drugim końcu miasta, jeszcze
najlepsze było to, że ta ciotka była siostrą mojej mamy. Pomyśl, jak
musiałem się poczuć. Ojciec był ideałem męża, ojca i mężczyzny.
Zawsze wracał do domu na czas, aby móc pobawić się ze mną. Zawsze gdy mama
wracała pijana z całonocnych imprez przyjeżdżał po nią i opiekował
się ją, gdy ta trzeźwiała. W jeden z nie zbył udanych poranków tato źle się
poczuł. Mama była dość trzeźwa, żeby móc go zawieźć. Więc szybko wsiedliśmy do
samochodu i ruszyliśmy w stronę szpitala. Po dotarciu na miejsce tata
zgłosił się do lekarza. Ten szybko wysłał go na oddział zamknięty, i
powiedział, żeby tam na niego poczekał. Lekarz
szybko się pojawił. Zbadał go i posadził na wózek inwalidzki. Zaczął
go pchać po białym korytarzu, aż w końcu skręcili do jednej sali. Ja z mamą
siedzieliśmy w poczekalni pełni nerwów, i wprost zalani łzami. Kilka godzin
później dowiedzieliśmy się, że tata ma najwyżej dzień lub dwa.
Postanowiłem, że z nim tam zostanę. Mama wróciła do domu. Gdy przechodziłem
przez półprzezroczyste drzwi tata przywitał mnie pełnym miłości
leciutkim uśmiechem Nigdy nie zapomnę tych słów, które mi
powiedział : "Wiem, że mam mało czasu, i wiem też, że Amy jest u ciotki.
Opiekuj się małą i Twoją matką. Wiedz, że kocham Cię najmocniej na
świecie i zawsze zostaniesz o tutaj." Powiedział, i wskazał na serce. Po
całym zajściu do sali wszedł doktor i powiedział że tata ma
odpocząć. Pomyślałem wtedy, że przed czym? Przed śmiercią która czeka
go lada dzień?...
_______________________
Zbyt mało ;-;
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz