If yo be my star, I'll be your sky...

If yo be my star, I'll be your sky...

czwartek, 7 lutego 2013

Rozdział.8

                                 Czytasz = komentujesz!

"Żyj swoimi snami i nigdy się nie budź" 


Za sobą zobaczyła Trevora.
-Czego?- Powiedziała chamsko.
-Nie możesz jej tego powiedzieć  One nie jest dla mnie tylko koleżanka  czy przyjaciółka.- Tutaj jego głos się załamał.- Jeśli, się ze mną przejdziesz to opowiem Ci wszystko od początku.-
-Dobrze. Ale to ostatni raz. I robię to tylko ze względu na nią, bo powiedziałeś coś takiego, że chce tego wysłuchać.-

-To zaczęło się gdy miałem 15 lat...- Zaczął powoli, z załamanym głosem.- Kiedy przyszedł czas na wyższe douczanie, tu mam na myśli gimnazjum, byłem wręcz wzorowym uczniem. Mało kto mnie lubił.  Zawsze dostawałem same piątki i szóstki ze sprawdzianów. Każdy w klasie wyzywał mnie od kujonów. Było mi z tym źle. Wiem, że to trochę dziwne, ale płakałem niekiedy po nocach. Byłem bardzo wrażliwy. Szczególnie w tamtym czasie. A do tego na moje barki spadło jeszcze jedno nieszczęście. Mój ojciec, jedyny autorytet dowiedział się, że ma złośliwego raka wątroby. Był to najcięższy okres w naszej rodzinie. Miałem malutką kilku tygodniową siostrzyczkę. Moja mama zapadła na depresję poporodową i zdecydowała, że będzie chciała oddać Amy. Tak się nazywała- Powiedział ze łzami w oczach- Mama już miała plany, aby podrzucić ją pod sierociniec. Ale ja tego nie chciałem. Pewnej nocy wymknąłem się z domu z małą kiedy wszyscy spali i udałem się do mojej ciotki, na drugim końcu miasta. Opowiedziałem jej całą sytuację  i poprosiłem, aby zatrzymała małą. Szybko się zgodziła. Potem wróciłem do domu, jak gdyby nigdy nic. Pamiętam to tak jakby to było wczoraj. A było dobre 4 lata temu. Mama jak zawsze, kiedy wstawała miała do wszystkich pretensje, miała żal do mnie, że żyję, do ojca, że zachorował, a największy chyba do Amy, za to, że się urodziła. Ciąża była zagrożona, ale mała urodziła się cała i zdrowa. Podeszła do jej łóżeczka, i zobaczyła, że jej nie ma. Odeszła jak gdyby nigdy nic. Przyglądałem się temu przez lekko uchylone drzwi. Nic. Żadnej reakcji, wręcz uśmiechnęła się do siebie pod nosem. To było coś strasznego. Nie da się opisać jak się wtedy czułem... Moja małą siostrzyczka jest u ciotki, na drugim końcu miasta, jeszcze najlepsze było to, że ta ciotka była siostrą mojej mamy. Pomyśl, jak musiałem się poczuć. Ojciec był ideałem męża, ojca i mężczyzny. Zawsze wracał do domu na czas, aby móc pobawić się ze mną. Zawsze gdy mama wracała pijana z całonocnych imprez przyjeżdżał po nią i opiekował się ją, gdy ta trzeźwiała. W jeden z nie zbył udanych poranków tato źle się poczuł. Mama była dość trzeźwa, żeby móc go zawieźć. Więc szybko wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę szpitala. Po dotarciu na miejsce tata zgłosił się do lekarza. Ten szybko wysłał go na oddział zamknięty, i powiedział, żeby tam na niego poczekał. Lekarz szybko się pojawił. Zbadał go i posadził na wózek inwalidzki. Zaczął go pchać po białym korytarzu, aż w końcu skręcili do jednej sali. Ja z mamą siedzieliśmy w poczekalni pełni nerwów, i wprost zalani łzami. Kilka godzin później dowiedzieliśmy się, że tata ma najwyżej dzień lub dwa.  Postanowiłem, że z nim tam zostanę. Mama wróciła do domu. Gdy przechodziłem przez półprzezroczyste drzwi tata przywitał mnie pełnym miłości leciutkim uśmiechem  Nigdy nie zapomnę tych słów, które mi powiedział : "Wiem, że mam mało czasu, i wiem też, że Amy jest u ciotki. Opiekuj się małą i Twoją matką. Wiedz, że kocham Cię najmocniej na świecie i zawsze zostaniesz o tutaj." Powiedział, i wskazał na serce. Po całym zajściu do sali wszedł doktor i powiedział  że tata ma odpocząć. Pomyślałem wtedy, że przed czym? Przed śmiercią która czeka go lada dzień?...
_______________________
Zbyt mało ;-;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz