If yo be my star, I'll be your sky...

If yo be my star, I'll be your sky...

sobota, 1 lutego 2014

Rozdzia. 25

*Vicky POV*
Obudziłam sie dopiero w szpitalu. Głowa mnie bolała. Gdy tylko otworzyłam oczy, obok mnie od razu zebrał się tłum lekarzy.
Przede mną był tylko biały sufit i kilkunastu mądrych kolesi w idiotycznych okularach.
-To cud. To na prawdę cud.- Mówił jeden lekarz do drugiego stojąc nademną i sprawdzając reakcję moich źrenic na światło.
-Przecie to nie możliwe, przecież w jej płuccach było zbyt dużo dymu...- Powiedziała pielęgniarka.
-Najwyraźniej ktoś nie chciał by odchdziła.- Spojrzał w górę jeden z lekarzy.
Ale ja czułam trochę inaczej. Te wszystkie rurki, jakieś aparatury... Gdyby nie to, już bym nie żyła. Obróciłam lekko głowę, kierując ją na moje lewo. Na łóżku obok ujrzałam Liama. Był nieprzytomny. On miał więcej tego wszystkiego. Na dodatek miał bardzo dużo bandaży. Po co to? Co mu jest?  Leżałam i patrzyłam się na niego. Łzy zaczęły naciskać do moich oczu. Nie mogłam ich powstrzymać. Zaczęłam płakać. Słona ciecz spływała po policzkach, a potem wsiąkała w materiał nałożony na poduszkę.
-Pani Victorio. Halo. Słyszy mnie pani?- Mówił do mnie lekarz
Lekko pokiwałam głową na znak, że go rozumiem.
-Jest pani tutaj od pięciu dni. Miała pani wypadek. Podczas pożaru nawdychała się pani dużo trującego dymu. - Powiedział spokojnie lekarz
I teraz wsystko do mnie wróciło. Noc z Liamem, to gdy mnie odprowadzał, potem pożar, iskry, które buchnęły prosto na pokój, no a potem obudziłam się w szpitalu. Tylko jedno mnie martwi, dlaczego on leży obok owinięty w te wszystkie bandaże? Co tam się stało? Obróciłam głowę w jego stronę spojrzałam na niego i powróciłam wzrokiem na lekarza prowadzącego moją kartę. Wzrokiem błagałam by mi powiedział, czemu Li tutaj leży.
-Wszedł za Tobą. Gdy zemdlałaś, tam w środku domu, on ruszył za Tobą by Cię odszukać. Ocalił Ci życie...-
Te słowa przewierciły moją głowę. Zawdzięczam mu to, że teraz moge oddychać. Zamknęłam oczy. Nie pozwoliłam łzom znów wypłynąć z moich oczu. W głowie myśli bawiły się jakby w berka. Miliony pytań kłębiło mi się w głowie.Dlaczego mnie ocalił? Po co narażał swoje życie?
***
Codziennie do niego przychodziłam i po prostu siedziałam obok jego łóżka. Obudził sie dopiero po 8 dniach po moim wyjściu. Lekko otworzył oczy. Gdy tylko to ujrzałam, od razu rrzuciałm mu się w objęcia. Płakałam... płakałam tak bardzo. Liam żył. Dziękowałam Bogu za to, że go nie zabrał ze sobą. Głośno zawołałam doktora. Szybko zjawiło się ich kilku. Jeden z nich stetoskopem sprawdzał bicie jego serca i ruchy płuc. Uśmiechnął sie do mnie. Od razu wiedziałam, że Li wyzdrowieje. Mocno go wycałowałam...
-Nigdy więcej nie rób mi takiego stracha.- Powiedziałam
Liam lekko ruszył ustani, układając je w lekki uśmiech. Ulżyło mi, gdy tylko to ujrzałam. Gdybym mogła wtedy skakać z radości, na pewno bym to zrobiła. W mojej głowie zaczeła układać się nowa wizja przyszłości. 

1 komentarz:

  1. Świetny rozdział, naprawdę widać, że masz talent. Mam nadzieję, że dodasz coś w najbliższym czasie. Powodzonka! :*

    OdpowiedzUsuń