If yo be my star, I'll be your sky...

If yo be my star, I'll be your sky...

środa, 5 grudnia 2012

Rozdział.3


                    "Nigdy nie żałuj czegoś, dzięki czemu się uśmiechasz..."

Podeszła do drzwi. One się odsunęły, i stanęła na wejściu. Chwilkę tak stałą, rozglądała się, i w końcu wyciągnęła rękę. W drugiej trzymała małą karteczkę, z adresem. Taksówka się zatrzymała. Kierowca wysiadł z pojazdu i włożył bagaże Vicky do bagażnika. Dziewczyna otworzyła drzwi i wsiadła. Usiadła na szarych tapicerkach, pisząc sms'a do mamy. "Już jadę do ... domu ." *I wyślij.* Pomyślała po czym wcisnęła na ekranie dotykowym ikonkę.
-Proszę pod ten adres.- Powiedziała podając karteczkę kierowcy.
-Hmm. Dobrze.- Uśmiechnął się.- Wie pani co? Powiem coś panience. Na tym osiedlu mieszkali różni ludzi. Rodzili się tam i umierali. Wprowadzali i wyprowadzali tak nagle. Ale nigdy nie będzie się pani spodziewała kto tam mieszka.- Kierowca odwrócił się i przekręcił kluczyk w stacyjce.
-Co to ma znaczyć?- Spytała kurczowo trzymając torebkę.
-Sama się panienka dowie..-Powiedział i ruszył.
Weronika trzymana była w niepewności. Jechali może z 40 minut. Dziewczyna przez cała drogę wpatrywała się w ruchliwe ulice Londynu, rozmyślając nad tym co będzie dalej. Mimo późnej godziny miasto tętniło życiem. W końcu auto gwałtownie stanęło.
-To tutaj.- Powiedziała.
-Dziękuję bardzo. Proszę.- Powiedziała i wręczyła kierowcy kilka banknotów.
Wyszła z taksówki i wyciągnęła sobie walizki z bagażnika. kierowca odjechał trąbiąc do dziewczyny. Ona lekko się uśmiechnęła. Stanęła na chodniku i wpatrywała się chwilkę w rozgwieżdżone ,granatowe niebo. Wzięła głęboki oddech i ciągnąc jaskrawą walizkę ruszyła w stronę dużego, niebieskiego domu, z niewyobrażalnie pięknym trawnikiem, i tarasem. Stanęła dokładnie na przeciwko małego przycisku - dzwonka. Położyła na nim palec. *Dzyń dzyń* Rozległ się głośny dzwonek. Stała denerwując się. Obcasem uderzała o drewniany podest. Nagle z ręki wypadł jej telefon. Schyliła się po niego. Już miała wstać, ale zorientowała się , że drzwi się otwierają. Podniosła głowę a w drzwiach ukazał się jej przystojny brunet.
-Cześć. Jestem Vicky. Jest może Emeli ?- spytała nieśmiało oblewając się rumieńcem
-Em.... Cześć jestem Trevor. Tak jest już wołam.- powiedział  brunet.
-O cześć. W końcu jesteś Vic. Tak się stęskniłam. – Przywitała ją wesoło niewysoka szatynka.
-Jej. Em. W końcu.- Uśmiechnęła się.
-Co tu tak stoisz. Wejdź.- Wskazała ręką na duży salon.
Gdy zaczęła rozglądać się po domu, wiedziała, że będzie jej tu dobrze. Mieszkanie było bardzo przytulne. To na jednej ścianie kilka zdjęć Emeli , to na drugiej pewnie jej przyjaciół. *Moje zdjęcia może też kiedyś tu będą.* Pomyślała. Udała się do salonu. Odwracając rzekła.
-Czy mogłabym zobaczyć mój pokój? -
-Jasne jest na końcu korytarza. Jak się rozpakujesz to wpadnij, pogadamy.- Życzliwie się uśmiechnęła Emeli.

Vic odwzajemniła jej tym samym. Przeszła przez niebieski korytarz oglądając każde zdjęcie. I w końcu otworzyła drzwi. 

_________________________

1 komentarz:

  1. nie mogę się doczekać następnego rozdziału.
    zapowiada się ciekawie :)
    czekam na rozdział! :)
    http://becausenothinghappensbyaccident.blogspot.com/
    xxx

    OdpowiedzUsuń