If yo be my star, I'll be your sky...

If yo be my star, I'll be your sky...

sobota, 25 maja 2013

Rozdział.12

                      CZYTASZ = KOMENTUJESZ < 3


"Trudno czekać na coś co wiesz, że może nigdy nie nastąpić. Ale jeszcze trudniej zrezygnować , gdy wiesz, że to wszystko czego pragniesz..."

Vicky stanęła przy brązowej ramie dużego okna. Chwyciła delikatnie klamkę i obróciła ją. Pociągnęła lekko okno. Po chwili uderzył ją zapach poranka. Po wcześniejszych opadach intensywnie czuć było deszcz. Chmury nadał oplatały niebo niczym gęsty bluszcz. Ale gdzieniegdzie przebijały się drobne promienie słońca. Była wczesna pora, więc Vic zachłysnęła się powietrzem z nadzieją na lepszą pogodę. Usiadła na małym parapecie wpatrując się w coraz to bardziej wydostające się zza ciemnych chmur słońce. Jeden z potężniejszych świerków stał dokładnie na przeciwko jej okna. Zapach iglastego lasu delikatnie wpadał jej do nosa powodując uczucie świeżości. Zrobiła łyk z małego różowego kubka po czym wstała i ruszyła szybkim krokiem do łazienki. Pozbyła się piżamy i weszła pod prysznic wcześniej wiążąc włosy w niesfornego koka na górze głowy. Nałożyła na siebie jeden z jej zestawów. Powoli zeszła na dół. Przywitała Trevora szerokim uśmiechem. Udała się szybko do kuchni i wyjęła z lodówki mleko. Nasypała płatki do lekko różowej miseczki wlewając przy tym mleko. Usiadła przy stole i zaczęła jeść śniadanie.
-Ładnie dziś wyglądasz...- Rzucił Trevor uśmiechając się do niej.
Weronika jedynie odpowiedziała skromnym uśmiech, bo nic nie mogła powiedzieć. Po skończonym posiłku umyła miskę i odłożyła na półkę.
-Chodź. Idziemy obudzić Emeli.- Powiedziała i podniosła się z wysokiego barowego krzesła.
Trevor ruszył za nią szybkim krokiem. Pospiesznie podeszli do białych drzwi Emeli delikatnie chwytając za klamkę. Vicky powoli zaczęła ją przekręcać. W końcu otworzyła drzwi na oścież. Dała Trevorowi znak, żeby szedł za nią i cicho się zachowywał. Szli po miękkiej wykładzinie, która łaskotała nogi Vic, drażniąc jej zmysł dotyku. Lekko się zaśmiała, ale szybko zakryła ręką usta, bo zauważyła gwałtowniejsze ruchy Em. Stanęli na chwilę w bezruchu. Emeli się uspokoiła. Postanowili, że dokończą swoją "misję". Trevor mrugnął do Vicky, na znak, że na trzy wskoczą na jej łózko i zacznął śpiewać głośno piosenki. Key kiwnęła głową na zgodę. Trevor zaczął na placach odliczać od trzech. Najpierw pokazał trzy palce, potem ich liczba zmniejszyła się do dwóch, aż w końcu pokazał jeden palec. I we dwójkę wskoczyli na ogromne łózko Emeli. Z tego całego hałasu, który powstał dało się tylko usłyszeć głośny pisk Emeli. Trevor i Vicky śpiewali jak najgłośniej mogli. Aż po kilku minutach padli zmęczeni na łózko. Nim się spostrzegli dostali w twarz puchową poduszką. W tym samym momencie w pokoju rozległ się dźwięczny śmiech Emeli. Słychać było, że była zadowolona z rezultatu. Szybko się podnieśli i chwycili pierwszą lepszą rzecz do obrony, przed poduszkowymi atakami Em. Trevor okrył się ogromną kołdrą, a Vic uciekła do drewnianej szafy chowając się na jej dnie. Kurczowo trzymała drzwi, żeby tylko ich nie puścić. Ale Emeli była troszkę silniejsza od dziewczyny i otworzyła skrzydło z łatwością. Gdy Trevor wychylił głowę by spojrzeć co się dzieje zauważył jak dziewczyny leżą na ziemi i tarzają się po niej ze śmiechu. Sam nie mógł się powstrzymać i również wybuchnął głośnym chichotem. Zrzucił z siebie kołdrę i próbował opanować śmiech, lecz nie za bardzo mu to wychodziło. Po jakiś 10 minutach wszyscy się opanowali i ochłonęli.
-To był jego pomysł.- Powiedziała Vic wstając z podłogi.
-Nie prawda!-Wykrzyknął Trevor lekko popychając dziewczynę, tak aby znów znalazła się na dole.
-Hahaha. Nie ważne. Ale w sumie to dzięki, bo nigdy nie przeżyłam jeszcze aż tak ... zaskakującej pobudki.- Dodała Emeli wyciągając ręce w stronę blondynki, by pomóc jej wstać...
Cała trójka zeszła na dół. Emeli udała się potem do łazienki. Vicky  nałożyła na siebie buty i jedyne co dało się usłyszeć to :
-Dzwońcie. Będę potem.-
I tyle po niej było. Włożyła słuchawki do uszu i ruszyła. Sama nie wiedziała gdzie. Byle by tylko iść. Gdzie nogi poniosą. Szła kilka minut skanując każdy ruch jaki wykonywali inni. Zauważyła kilka ptaków lecących nad jej głową, i kilka wiewiórek skaczących po drzewach. Ale ona na to zbytniej uwagi nie zwracała. Skręcała w coraz to nową uliczkę w ogóle nie wiedząc gdzie jest. Szła jeszcze kilka minut aż postanowiła, że się zatrzyma przy troszkę nieciekawej uliczce. Jednak zdecydowała się zawrócić. Obróciła się na pięcie i zaczęła przyspieszać kroku. Widziała wzrok ludzi stojących obok niej, lub wyglądających z okien.
-Cześć Victoria. Co ty tutaj robisz?- Poczuła jak ktoś chwyta ją za ramię.
Serce zaczęło jej bić szybciej, a policzka zaczęły zasnuwać się lekko różowym kolorem.
-O cześć. Mogłabym zadać to samo pytanie.- Uśmiechnęła się szeroko ukazując śnieżnobiałe zęby.
-W sumie to ja tutaj mieszkam...- Uśmiechnął się Liam.
-O. nie wiedziałam...- Speszyła się troszkę Vicky.
-Skoczymy się na jakiegoś Starbucksa, czy coś?- Rzucił dość pewny siebie.
-N...Nie może kiedy indziej ale dziękuję.- Powiedziała spuszczając głowę.
-Musisz iść ze mną. To znaczy bardzo Cię proszę.- Powiedział troszkę mocniejszym tonem.
Weronika zauważyła jak oczy Liama pociemniały.
-Dobrze. T...Tylko spokojnie.- Powiedziała i lekko popchnęła tors chłopaka, który przywarł lekko do niej. Czuła się trochę onieśmielona. Rumieńce zalały cała jej twarz...

Liam tylko spojrzał na jej twarz i od razu złagodniał. Myśli Vicky krążyły wokół dwóch rzeczy: „W co ja się wpakowałam do cholery?” i „Skąd Liam wie jak się naprawdę nazywam?”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz